Przejdź do głównej zawartości

Londyn. Sztuka tatuażu.

 








Dziesięć godzin przesiedziałem w Kinky Ink, w uniesieniu, jednak w pozycji niewygodnej na tyle, że dzisiaj po przebudzeniu, bolały mnie całe plecy. Ale nie narzekam, bo Sasà dał z siebie wszystko i z całą pewnością był bardziej zmęczony ode mnie.

W nagrodę za wytrwałość kupiłem sobie kubraczek, w kolorze rdzawym i zjadłem ciastko z malinami. Tak się rozpieszczam!

Komentarze

  1. Cały taki tatuaż za jednym posiedzeniem? Myślałem, że to się robi raczej na raty.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja na raty nie lubię. Każdy projekt robię od razu. Ten był najdłuższy.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz