Skończyłem. Najpierw album, potem magazyn. Wczoraj resztką sił dopisałem podsumowanie, a następnie z dziką rozkoszą zabezpieczyłem plik i od razu wrzuciłem na dysk drukarni. Później usnąłem. Śniło mi się dobrze i trochę głupio. Używając słownika Marcina - śniłem kocopoły . Rano sprawdziłem pliki i napisałem do drukarni e-maila, z prośbą o fakturę. Otrzymałem - zapłaciłem. Pogoda była wspaniała. Spacerem przeszedłem przez las i udałem się do banku, bo musiałem przelać pieniądze za tłumaczenia dokumentów, niezbędnych do spraw urzędowych w Paragwaju. Potem wykupiłem leki i suplementy na 9 miesięcy. Cały plecak! Wydałem na to majątek. Marcin zaś spokojnie czekał w domu na kominiarza, który okazał się elektrykiem, bo sprawdzał kontakty, a nie kominy. Po wszystkim spotkaliśmy się w domu handlowym i zrobiliśmy wspólnie kolejne, duże zakupy. Co najdziwniejszego kupiłem? Mieszankę na keto naleśniki. Kilka opakowań, bo nie wiem, czy tam w tropikach mają cokolwiek oprócz mąki i yerba m...
W trakcie skoku z kwiatka na kwiatek, widać wolność
Zamiast szukać smaków z dzieciństwa, lepiej odkrywać nowe i iść kierunku słońca, dopóki nie zamienisz się w popiół. Telomery mają określoną długość, ale i tak lepiej skręcić kark tańcząc, niż czekać w uśpieniu na ostatni, możliwy podział komórek. Nie musisz rozumieć, a ja tłumaczyć...