Ostatnio zaczynam się zastanawiać nad rzeczami ważnymi (przynajmniej dla mnie) i nie wiem, gdzie mnie to zaprowadzi. Tutaj też rodzi się pytanie, czy jest (w tym wszystkim) jakiś cel? Jeden z moich mistrzów duchowych twierdzi, że "w życiu doczesnym nie ma niczego do osiągnięcia", ale żeby zrozumieć to zdanie trzeba pojąć filozofię buddyjską; inaczej jakikolwiek dialog nie ma sensu. To trochę tak, jakbyśmy śniąc, chcieli coś z tych nocnych marzeń zatrzymać. Kto ma zrozumieć, wie o co chodzi; kto nie - potrzebuje być może czasu. Kruszą się słabe znajomości. Tutaj mam swój wkład własny - nie dorzucam drzew do ognia. Przestałem się starać i dbać o to, co jednostronne. Ani mi żal, ani się nie zastanawiam. Po raz pierwszy w życiu uprawiam ghosting i w sumie zaczynam to lubić. Po co miałbym tracić energię na jakiejkolwiek wyjaśnienia? Myślę też o tym, czy dobrze obieram kierunki. Chodzi o wszelkiego rodzaju życiowe wybory - jednak co miałoby o tym decydować poza własnym widzimisię...
W trakcie skoku z kwiatka na kwiatek, widać wolność
Zamiast szukać smaków z dzieciństwa, lepiej odkrywać nowe i iść kierunku słońca, dopóki nie zamienisz się w popiół. Telomery mają określoną długość, ale i tak lepiej skręcić kark tańcząc, niż czekać w uśpieniu na ostatni, możliwy podział komórek. Nie musisz rozumieć, a ja tłumaczyć...