Pogoda w Grecji nas rozpieszcza. Termometry wskazują trzydzieści dwa stopnie w ciągu dnia i łagodne dwadzieścia pięć wieczorami. Wilgotność jest umiarkowana, a powietrze typowo morskie: rześkie, czyste, nasycone wolnością. Mieszkamy w Eksarchii. To prawdziwa kolebka greckiego ruchu anarchistycznego, pulsująca silną solidarnością społeczną. Dzielnica słynie z licznych squatów, niezależnych wydawnictw, księgarń politologicznych oraz spółdzielczych kawiarni i tawern. Każda ściana jest tu płótnem – wyklejona plakatami i obwieszona wstęgami z hasłami wolnościowymi. Coś pięknego. Ten duch buntu i autentyczności jest mi szczególnie bliski. I ci ludzie: prawdziwi, bezpośredni, całkowicie pozbawieni zachodniego, sztucznego ugrzecznienia. Czuję się tutaj wyśmienicie. Marcin ma jeszcze małe obawy. Jego natura jest bardziej szwajcarska – ułożona i ostrożna. Choć zdążył się już przyzwyczaić do silnych i walecznych ludzi, to jednak wciąż budzą oni w nim lekki niepokój. Nasze nogi poniosły nas napraw...
W trakcie skoku z kwiatka na kwiatek, widać wolność
Zamiast szukać smaków z dzieciństwa, lepiej odkrywać nowe i iść kierunku słońca, dopóki nie zamienisz się w popiół. Telomery mają określoną długość, ale i tak lepiej skręcić kark tańcząc, niż czekać w uśpieniu na ostatni, możliwy podział komórek. Nie musisz rozumieć, a ja tłumaczyć...