Przejdź do głównej zawartości

Posty

Madryt. Gry ogrodowe.

Korzystamy z niewiarygodnie pięknej pogody, chodząc po zabytkowych szerokich ulicach Madrytu i jego ogrodach. Jesienią jest tu wiele darmowych wystaw, na które można wpaść zupełnie przypadkiem. Jedną z takich przypadkowych odkryć były Gry ogrodowe - finisaż wystawy zdjęć Sergio de Luz'a, którego projekt opiera się na zjawisku pareidolii – czyli skłonności ludzkiego mózgu do dopatrywania się znanych kształtów w przypadkowych strukturach. Nie przestajemy podziwiać przyrody. Lubię jesień bardziej od wiosny. Nie dość że jest bardziej kolorowa, to jeszcze rozdaje wszystko naokoło. Wiosna zaś tylko bierze do własnego wzrostu i przyszłej produkcji.  Teraz w Madrycie owocują drzewa: pomarańcze, gruszki i gujawy. Te ostatnie są wyjątkowo zdrowe, bo zawierają mnóstwo witamin i dużo błonnika który spowalnia wchłanianie cukru. Poza tym owoc jedzony z pestkami czyści jelita, jak szczotka.  Zrobiliśmy znów 23 tysiące kroków. W połowie spaceru zrobiliśmy sobie przerwę na bezcukrową tartę cy...

Héctor Acevedo

Przypadkowo weszliśmy na wystawę artysty zupełnie mi nieznanego. Chcę zapamiętać, więc zostawiam ślad.  Héctor Acevedo urodził się w Limie w 1963 roku. Zanim całkowicie oddał się sztuce, studiował jednocześnie rysunek, malarstwo oraz inżynierię lądową. Ostatecznie porzucił politechnikę na rzecz sztuk plastycznych. Porzucił też swój kraj, na korzyść Hiszpanii.  W swojej twórczości łączy surrealizm ze światem magii i snów. Na jego obrazach często widać tajemnicze postacie o wydłużonych sylwetkach, konie, architekturę czy mitologiczne stwory. Maluje głównie farbami olejnymi i akrylowymi i bawi się nastrojowym światłem, łącząc realne kształty z abstrakcją. Mnie się podobało, Marcinowi mniej.

Madryt. Wielokolorowa jesień.

Jesień tutaj, na wyżynie Kastylijskiej jest wyjątkowo urocza. Niektóre drzewa jeszcze mają kwiaty. Widziałem ukwiecone hibiskusy oraz oleandry.  Róże też są w pełni żywe i  niecierpki, i dalie, i cynie. Owady wśród tych kwiatów i pojedyncze motyle...  A z drugiej strony liście żółkną i czerwienieją, kasztany i żołędzie spadają, tak jak inne, zupełnie nie znane mi owoce, zjadane przez lokalne zwierzęta. Dużo gołębi i wron. Małych ptaków jakoś mało, a może nawet wcale? Nie pamiętam, czy widziałem choć jednego wróbla. Wstałem o 7:45, niebo było szafirowe, a później całkiem błękitne. Marcin wyszedł do sklepu, a później na spacer, bo musiałem z rana pracować, a polegało to na rozmowach mocno intymnych, które nie mogą mieć świadków. Tutaj w Madrycie mamy małe mieszkanie, w którym sypialnia jest razem z niewielkim pokojem dziennym, gdzie pracowałem. Musiałem więc być sam. Później nagrałem wykład i przed południem skończyłem.  Poszliśmy na długi spacer znanymi uliczkami, pos...

Madryt. Totalna demolka.

Dzisiaj zobaczyliśmy inny Madryt. Nie ten błyszczący, elegancki i pocztówkowy, w którym rozplywaliśmy się od zachwytów w styczniu. Zobaczyliśmy miasto brudne, rozwalone, pełne namiotów, szmat i prowizorycznych zadaszeń rozciągniętych w samym sercu Puerta del Sol. A jednak, wbrew całemu temu chaosowi i bałaganowi, widzę w tym jakąś szansę. Ludzie w końcu zaczynają się budzić i dostrzegać, do jakiego absurdu doprowadziły nas decyzje polityków. Głęboko sprzeciwiam się masowej, wymuszonej emigracji oraz absolutnie idiotycznym rozwiązaniom prawnym. Mam na myśli te absurdalne przepisy chroniące tak zwanych okupas, czy dawne patologie prawne wokół ustawy Ley de Vivienda oraz tak zwanej usurpación de vivienda. Doprowadziły one do sytuacji, w której ktoś może po prostu włamać się do cudzego mieszkania, zająć je, zmienić zamki i w świetle skomplikowanych procedur prawnych mieszkać tam całkowicie bezkarnie. To czyste szaleństwo. Ludzie mają już po prostu dość. Całe pokolenia pracują ponad siły i ...

ReGenera 3

Skończyłem. Najpierw album, potem magazyn. Wczoraj resztką sił dopisałem podsumowanie, a następnie z dziką rozkoszą zabezpieczyłem plik i od razu wrzuciłem na dysk drukarni. Później usnąłem. Śniło mi się dobrze i trochę głupio. Używając słownika Marcina - śniłem kocopoły .  Rano sprawdziłem pliki i napisałem do drukarni e-maila, z prośbą o fakturę. Otrzymałem - zapłaciłem. Pogoda była wspaniała. Spacerem przeszedłem przez las i udałem się do banku, bo musiałem przelać pieniądze za tłumaczenia dokumentów, niezbędnych do spraw urzędowych w Paragwaju. Potem wykupiłem leki i suplementy na 9 miesięcy. Cały plecak! Wydałem na to majątek. Marcin zaś spokojnie czekał w domu na kominiarza, który okazał się elektrykiem, bo sprawdzał kontakty, a nie kominy. Po wszystkim spotkaliśmy się w domu handlowym i zrobiliśmy wspólnie kolejne, duże zakupy.  Co najdziwniejszego kupiłem? Mieszankę na keto naleśniki. Kilka opakowań, bo nie wiem, czy tam w tropikach mają cokolwiek oprócz mąki i yerba m...

Gdynia. Środek tygodnia.

Wstałem o 7:21, po niecałych sześciu godzinach snu. Sypiam za mało, ale w sumie zawsze tak miałem. Mówią " trzeba spać 8 godzin dziennie ", a mnie udaje się to tylko wtedy, gdy nie czuję się dobrze. Rzadko, jak do tej pory.  Razem z Marcinem wyszliśmy z domu po ósmej, bo na dziewiątą mieliśmy kolejne i póki co ostatnie szczepienie związane z naszym wyjazdem. Qdenga - druga dawka. W przychodni była obsuwa, urocza pani internistka, strasznie gadatliwa sama to spowodowała. W końcu nas wzięła do siebie, zadała mnóstwo pytań, obejrzała gardła i zbadała węzły chłonne. Można szczepić - powiedziała w końcu. Przez ten brak pospiechu zrobiła się kolejka pod zabiegowym i ludzie zaczęli zrzędzić i nerwowo pokasływać. Wykorzystałem czas i zapisałem się do dermatolożki. Potrzebowałem leków na receptę, na wszelki wypadek, bo mam tak czasami, że na ciele pojawiają się wypryski. Przyjęła mnie od razu, bo dla odmiany i szczęśliwego zbiegu okoliczności, miała okienko. W końcu się udało także z...

Notatka 514.

Zastanawiam się nad celowością pisania bloga oraz nad tym, czy potrafię nie pisać? W sieci jest siedem ukończonych, pisanych przeze mnie blogów tematycznych (ósmy , najdłużej pisany, został skasowany wraz ze wszystkimi innymi przez Onet ), do których sam czasami wracam.  Ostatnio zapytałem Google, czy pisanie blogów personalnych jest jeszcze w ogóle stosowane. Odpowiedział, że " tak, jednak jest to zjawisko marginalne, a komentarze pochodzą prawie zawsze od ludzi z kół starych znajomych, którzy blogi komentowali w poprzednich dekadach". Zaskakująco trafna odpowiedź!  Początkowo publikowałem pamiętniki, bo było to nowe. Wydawało się, że Internet czyni człowieka widocznym. Miałem 27 lat i otwarty, wirtualny świat, stanął przede mną. Nastąpił efekt wow. Później chyba szukałem "bratnich dusz", do czasu, gdy zorientowałem się jak płytkie kontakty oferuje netowanie. Zjawiska teraz powszechnie znane, były wtedy kolejnymi odkryciami. Jakbyśmy zanurzali się w gówno ludzkiej ...

Wszystkie mapy twarzy i głowy.

Skończyłem książkę. Siedziałem nad nią dwa tygodnie, od rana do nocy. Wyssała ze mnie wiele energii, bo pisałem ją pod presją czasu, przez wyjazd (w przyszły poniedziałek). Powinienem się cieszyć, a czuję się jakbym przeszedł długą i trudną drogę, z ciężkim plecakiem, po zdjęciu którego wychodzi zmęczenie i pojawiają się bóle. Mam nadzieję, że stan dobrego samopoczucia wróci szybko, bo na razie chce mi się położyć i płakać. Czy to normalne? Sam nie wiem. Chciałem dzisiaj odpocząć. Celebrować ten dzień. Iść do jakiejś kawiarni. Była ładna pogoda. Niestety mój partner miał inne plany. Powiedział, że go boli kolano i nie chce wychodzić z domu. Strasznie mnie to ubodło i pokłóciliśmy się jak rzadko kiedy. Rzucałem rzeczami. Aż tak! Wszystko się na siebie nałożyło, a najbardziej jego skrajny brak empatii.  Książka ma 208 stron. A4. W pełni kolorowa. Ma ponad sto kolorowych map, z których każdą narysowałem własnoręcznie i później opisałem. Niestety nie mogłem do tego zaangażować AI. Nawe...

Przemiana Ziemi

Zaczęął się najfajniejszy okres, jedna z pięciu chińskich por roku - późne lato, związane z przemianą Ziemi. W Polsce to chyba babie lato. W Gdyni wszelkie odmiany rajskich jabłuszek mienią się kolorami. Naprawdę fajnie to wygląda. Do tego liście płoną i pogoda dopisuje. Siedzę na siłowni i piszę posta w przerwach pomiędzy ćwiczeniami. Książka pochłania cały mój czas. Nawet ten, na porządny sen. Ale ludzie twórczy tak mają. Wpadające trans. Nie widzą świata poza wykonywaną czynnością. W tym czasie są drażliwi, nie mogą spać i zapominają o potrzebach.

Gdynia. Niedzielne.

Położyłem się spać już w niedzielę o 1:30. Obudziłem się o 7:21, ale zamiast wstawać, zacząłem sobie marzyć o spokojnych rzeczach, jakimś domku z jeziorkiem, motylach, promieniach słońca i usnąłem.* Wstałem o 9:45. Wczoraj wziąłem nowość ziołową, wspomagającą pasaż jelitowy. Dostałem je za darmo, w formie próbki. Odkąd jestem na niskokalorycznej, wysokobiałkowej diecie ( czyli od roku ) wypróżnianie stało się wyzwaniem. Potrafię nie odwiedzać toalety przez kilka dni. Tabletki Sollievo PhysioLax ** produkowane przez firmę Aboca, okazały się naprawdę dobre. Wszystko po nich odbyło się tak, jak powinno wyglądać i zdrowej osoby ( w Hiszpanii kupiłem sobie kiedyś ziołowe cudo, które pogoniło mnie kilkanaście razy następnego dnia). O 10:30 wyszedłem na siłownię. Dzisiaj w planach ćwiczenia na maszynach przez około 1.5 godziny i półgodzinny szybki bieg na bieżni. Następnie sauna i powrót do domu na pierwszy posiłek (koło 13:00). Po posiłku dokąd dam radę - praca, z dwoma przerwami na posiłki ...

Jadę na oparach.

Wstałem i zabrałem się za pracę. W ciągu kilku porannych godzin stworzyłem kilka map, w tym jedną mapę anatomiczną, twarzy. Musiałem rysować samodzielnie, piksel po pikselu.  Zupełne korzystanie z AI jest niemożliwe, ponieważ generuje błędy. Im dłużej jest na rynku, tym więcej chaosu ma gdzieś tam na serwerach. Tak więc moja praca polegała na (1) pisaniu konkretnych poleceń, (2) zamianę ich na język zrozumiały przez sztuczną inteligencję (przy pomocy sztucznej inteligencji) i dopiero wtedy krok po kroku (3) tworzyliśmy razem mapę. Podpisy zrobiłem już ręcznie, ponieważ wiedzę mam w głowie i nie muszę korzystać z usług sztucznego mózgu.  Ostatnio słuchałem wykładu na temat tego co się wydarzy i myślę że w zasadzie wykład o przyszłości mówił o teraźniejszości, bo już teraz to się dzieje. Nasza przyszłość polegać będzie na dość szybkim odmóżdżaniu społeczeństwa, które dla wygody powierzy wszystkie doczesne sprawy, sztucznej sile zewnętrznej. Myślę , że tak będzie. Tymczasem zjadł...

Babie lato.

Wstałem i 8:23. Wypiłem suplementy, zrobiłem sobie kawę i zacząłem pracę. Najpierw grupy szkoleniowe, potem nagrania, pilne załamania nerwowe klientów i o 10:00 zasiadłem do pisania (rysowania) książki. Robiłem głównie ilustracje, czyli mapy anatomiczne, zaznaczając następnie na nich punkty i obszary do stymulacji. Pracowałem do kolacji, do 18:30. Potem poszedłem na siłownię i saunę. Wróciłem przed północą.  Rzadko czytam co się wydarza na świecie, bo nie bardzo interesuję się wydarzeniami na które nie mam wpływu. Czasem jednak coś przyciąga moją uwagę. Tym razem jest to sprawa Christy Pike, morderczyni ze Stanów. Jako 18 latka, wraz z dwoma chłopakami zwabiła koleżankę do lasu, biła ją, torturowała, wyryła na jej ciele pentagram i zabiła. No i dostała karę śmierci. Na jej wykonanie czekała 30 lat. Przedwczoraj próbowano ją w końcu ukarać, czyli zabić w majestacie prawa. Niestety miała słabiutkie żyły i trucizna nie zadziałała. W rezultacie, w stanie krytycznym przewieziono ją do s...

Siłownia.

Na kursach Mindfulness powtarzam, że najlepiej robić tylko te rzeczy, które przynoszą zadowolenie lub takie, w których sens wierzymy. Ja mam wiarę w sens ćwiczeń na siłowni. Robię to codziennie i chyba zdążyłem się do tego przyzwyczaić. Idę i ćwiczę, trochę gadam z ludźmi, których zdążyłem poznać, na tematy które mnie nie interesują, ale stanowią odskocznię od pracy. Tym samym muszę stwierdzić, że nie wszystko co robię jest moim ulubionym zajęciem i to w sumie jest w porządku.  Nagrodą po ćwiczeniach jest sauna. 105°C, rozgrzane deski, prawie parzące powietrze wchodzące przez nozdrza do płuc. To uwielbiam. Pocę się jak kostka lodu nad ogniem przez kwadrans, tracąc płyny, a wraz z nimi toksyny. Później jest lodowaty 2 minutiwy prysznic i 20 minutowe leżakowanie. Następnie wszystko powtarzam trzy- lub czterokrotnie. Podczas saunowania wypijam 2 litry wody z elektrolitami. Potem spacerem wracam do domu. 

Gdynia. Praca i pakowanie.

Wraz z końcem lata niebo w Gdyni pokazało się z najlepszej strony, drażniąc oczy lazurem. Na dworze zrobiło się ciepło dokładnie wtedy, gdy rozpoczęto sezon grzewczy i gdy uprzątnięto większość kawiarnianych ogródków. Jesień przyniosła bezwietrzne popołudnia, dokładnie wtedy, gdy turyści wrócili owiani ze wszystkich stron, do swoich domów. Ucichły bzdety skretyniałych głosicieli cieplarnianego końca świata, którzy latem przekonywali, że 19 stopni to oznaka nadchodzącego kresu wszystkiego. Nastał spokój. W Gdyni jak zwykle architekci przestrzeni przeszli samych siebie, kreatywnie dekorując publiczne trawniki w centrum miasta. Muszę wręczyć im osobisty, wirtualny złoty medal, bo byłem w dziesiątkach (lub chyba nawet w setkach) miast świata i nigdzie nie widziałem bardziej wyrafinowanych trawników.  A my powoli się pakujemy. Na razie zrobiliśmy listę niezbędnych rzeczy i zakupów, przed nami całe szaleństwo sklepowe i pogoń za tym, co uznaliśmy za przydatne. Ja natomiast nie mam czasu,...

Takie tylko moje.

Ostatnio zaczynam się zastanawiać nad rzeczami ważnymi (przynajmniej dla mnie) i nie wiem, gdzie mnie to zaprowadzi. Tutaj też rodzi się pytanie, czy jest (w tym wszystkim) jakiś cel?  Jeden z moich mistrzów duchowych twierdzi, że "w życiu doczesnym nie ma niczego do osiągnięcia", ale żeby zrozumieć to zdanie trzeba pojąć filozofię buddyjską; inaczej jakikolwiek dialog nie ma sensu. To trochę tak, jakbyśmy śniąc, chcieli coś z tych nocnych marzeń zatrzymać. Kto ma zrozumieć, wie o co chodzi; kto nie - potrzebuje być może czasu. Kruszą się słabe znajomości. Tutaj mam swój wkład własny - nie dorzucam drzew do ognia. Przestałem się starać i dbać o to, co jednostronne. Ani mi żal, ani się nie zastanawiam. Po raz pierwszy w życiu uprawiam ghosting i w sumie zaczynam to lubić. Po co miałbym tracić energię na jakiejkolwiek wyjaśnienia?  Myślę też o tym, czy dobrze obieram kierunki. Chodzi o wszelkiego rodzaju życiowe wybory - jednak co miałoby o tym decydować poza własnym widzimisię...

Liście się żółcą i czerwienią

Uskuteczniamy jesienny kawing i ciasting oraz spacerowy po lokalnych lasach. Pogoda piękna, jesienna, choć planeta miała goreć a raczej zamarza. W sumie to dobrze, bo bardzo rzadko mamy okazję pochodzić w jesiennych ciuchach.

Gdynia. Teraz to już jesień.

Mimo słonecznej pogody przez zamknięte okna zauważyłem jak liście tańczą z drobnymi papierowymi śmieciami w wirowym chaosie. Chwilę potem wychodząc na balkon poczułem, że wiatr był zimny i paskudnie wilgotny. Włączyłem komputer, wziąłem szybki prysznic, nałożyłem kremy i zrobiłem sobie mocnej, aromatycznej kawy. Włączyłem światło, skierowałem na twarz i włączyłem zooma.  Po porannej pracy zjadłem śniadanie - malinowy mus z nasionami chia, jogurtem 0% i czekoladą 100%. Niebo w gębie! Wypiłem suple i wygrzebałem ulubiony kapelusik z samego dołu szafy. Pasował do rozszerzanych żółtych spodni i czarnej oversizowej bluzy.  Poszedłem lasem do centrum.  W Gdyni rozpoczął się po raz pięćdziesiąty pierwszy, Festiwal Filmów Fabularnych. Nie mam czasu, aby za jednym zamachem obejrzeć wszystko to, co chciałbym zobaczyć, dlatego nie kupiłem karnetu, ale już zaplanowałem sobie czas na te seanse, których pożądam. Do naszego wyjazdu został miesiąc, a do załatwienia mamy milion spraw i ki...

Jesteś tym, co w siebie wrzucasz - part 2.

Jeśli znajomi mówią źle o innych w twojej obecności, z całą pewnością nagadają na ciebie do kolejnych osób. Brak lojalności to nieuleczalna choroba, tocząca nieszczęśliwych lub niespełnionych ludzi. Jedynym remedium jest wykluczenie ich z grona osób, z którymi utrzymujesz kontakt. Dawanie drugiej szansy i inne działania naprawcze nie mają sensu. Żmije pozostaną żmijami, a gnidy - gnidami.  Szkodliwe jest również zadawanie się z osobami nieszczęśliwymi, wiecznymi malkontentami, ludźmi którym się nic nie udaje i które wolą narzekać oraz wysysać energię z innych. Próbowałem ale poległem. Ostatnia dementorka tak mnie wyssała, że zacząłem widzieć świat i innych jej oczami. Każda osoba w jej opowieści miała wady i była przedmiotem kpin lub workiem do kopania. Wszystko co powiedziałem, było przedmiotem sporu, a tematy na które chciałem rozmawiać pozostawały przemilczane. Tak, jakby mnie chciała ukarać ciszą. Tak działają psychopaci! Nigdy więcej. Po cholerę miałbym się zadawać z osobami,...

Jesteś tym, co w siebie wrzucasz.

Przez wiele lat szukałem swojej diety i czego ja nie próbowałem? Były diety keto, wege, kopenhaskie lub jednoskładnikowe. W zamierzchłych czasach byłem nawet fruktorianinem, z zamiarem odżywiania się samą energią słońca. Cuda wianki!  Po pięćdziesiątce, gdy roztyłem się już zauważalnie, zacząłem eliminować. Na pierwszy ogień poszły owoce. Miesiąc po ich odstawieniu zauważyłem znaczną poprawę samopoczucia i spokój w jelitach. Cukru dodanego już wtedy nie spożywałem, jednak po odstawieniu owoców zacząłem jeść tylko produkty o niskimi indeksie glikemicznym oraz z maksymalną ilością cukrów naturalnych, do 4.5g/100mg. Kolejnym krokiem było zwiększenie ilości białka, z dziennym, minimalnym spożyciem na poziomie 160g. Ograniczyłem też tłuszcze zwierzece. Zacząłem wybierać chude mięso i odtłuszczony nabiał. Tłuszcz zaś zacząłem dostarczać z orzechów, awokado, dyni, słonecznika i czekolady (zjadam tabliczkę czekolady 100% dziennie). Lubię też tłuste ryby.  W końcu odeszły zboża i produ...

Drożyzna w Polsce

Rzadko kiedy przyglądam się wydatkom, ale chyba wszystko drastycznie podrożało.  Rano poszliśmy z Marcinem na spacer. Sobota to nasz dzień, który spędzamy razem. Wyszliśmy przed śniadaniem i u znajomych w lokalnej kawiarni kupiliśmy po kawie ( 20 złotych ). Następnie podreptaliśmy do Riviery, w której zjedliśmy lunch: po 250 g mięsa plus surowe warzywa ( 88 zł - razem 108 zł ). Kolejnym zakupem były bezcukrowe i bezglutenowe ciastka do których wypiliśmy kolejne kawy ( 102 zł - razem 210 zł ). Po posiłku przez wiele godzin spacerowaliśmy. Udaliśmy się przez las na plażę i potem plażą doszliśmy do Orłowa, a następnie deptakiem wśród drzew do Sopotu. Cały czas rozmawialiśmy, planując rzeczy które musimy zrobić w związku z naszym wyjazdem.  W Sopocie postanowiliśmy zjeść sernik chałwowy i wypić po trzeciej i ostatniej kawie. Oczywiście mleko bez laktozy, a słodkości bez cukru, glutenu i jakiejkolwiek mąki ( 110 zł - razem 320 zł ). Następnie wróciliśmy do Gdyni na własnych nogach,...

Koniec lata

W Gdyni pogodnie, ale w powietrzu czuć jesień.  Spałem do 8:49. Wypiłem kawę i zacząłem pracować. Marcin poszedł do centrum, odebrać nowy paszport. Wrócił niedługo po południu i zjedliśmy lunch, po którym dalej pracowałem. Nagrywałem informacje zwrotne dla kursantek z grupy Mindfulness. Dość pracochłonne zajęcie. Po pracy, w okolicach 14, poszedłem na siłownię, następnie na saunę. Odpocząłem i jednocześnie opadłem z sił. Chyba znów za dużo wszystkiego. W drodze powrotnej kupiłem ciastka bez cukru i bez glutenu. Babeczki na mące migdałowej i brownie z kremem, chyba na zmielonych nasionach babki lancetowatej z kakao. W smaku słodkie i naprawdę pyszne. Mają kilkukrotnie mniejszą ilość kalorii, niż zwykle wypieki i wyjątkowo niski indeks glikemiczny. Marcin zaś eksperymentował w kuchni, co zaowocowało wyjątkowo smaczną potrawką. Rodzaj zapiekanki. Spód z mielonych migdałów, jajka i startej cukinii z wyczuwalnym smakiem czosnku i dużą ilość indyczego udźca, długo duszonego na wolnym ogn...