Osiągnąłem właśnie maksymalny poziom męczeństwa na siłowni, wyciskając z siebie siódme, ósme, a momentami chyba i dziewiąte poty. Suplementy mające chronić moją tkankę mięśniową najwyraźniej dają radę, bo rzeczywiście widzę spadek tych miękkich, wybitnie niechcianych fragmentów mojej sylwetki. Do tej niewiarygodnie drakońskiej diety dorzucam spacery – dobijam do 20–30 tysięcy kroków dziennie. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, w czerwcu osiągnę wymarzoną wagę, a potem przez kolejne pół roku zamierzam jej pilnować jak oka w głowie, żeby raz na zawsze pożegnać widmo efektu jojo.
W trakcie skoku z kwiatka na kwiatek, widać wolność
Zamiast szukać smaków z dzieciństwa, lepiej odkrywać nowe i iść kierunku słońca, dopóki nie zamienisz się w popiół. Telomery mają określoną długość, ale i tak lepiej skręcić kark tańcząc, niż czekać w uśpieniu na ostatni, możliwy podział komórek. Nie musisz rozumieć, a ja tłumaczyć...