W klinice W poniedziałek wstaliśmy koło 10:00. Poszliśmy na dół do Starbucksa na kawę i potem prosto do kliniki medycyny tropikalnej, na szczepienie nową, niedostępną jeszcze w Polsce szczepionką o zabawnej nazwie Vimkunya , chroniącej przed jeszcze zabawniejszą z nazwy chorobą - chicungunya . Wypełniliśmy formularze i po krótkiej rozmowie zostaliśmy zaszczepieni. Samo podanie dość dużej ilości płynu okazało się mało przyjemne, ramię jednak przestało boleć po kilku minutach. Szukając miejsca na lunch, odkryliśmy koreańską knajpkę w stylu " bierz co chcesz i komponuj zupę ". Wygląda to tak, że w lodówkach leżą różnego rodzaju produkty, które wrzuca się do koszyka. Potem przy ladzie wybiera się bulion i wszystko zalewa wrzącym wywarem. Moja zupa miała 735 kcal i była bardzo sycąca! Wybrałem rosół grzybowy. Pycha. Następnie poszliśmy na długi spacer po Berlinie. Mało się zmieniło, ale nasze ulubione miejsca nadal tętnią życiem. Kawiarenki na Nollendorfkiez , a zwłaszcza n...
W trakcie skoku z kwiatka na kwiatek, widać wolność
Zamiast szukać smaków z dzieciństwa, lepiej odkrywać nowe i iść kierunku słońca, dopóki nie zamienisz się w popiół. Telomery mają określoną długość, ale i tak lepiej skręcić kark tańcząc, niż czekać w uśpieniu na ostatni, możliwy podział komórek. Nie musisz rozumieć, a ja tłumaczyć...