W Atenach pogoda dopisuje. 33°C w cieniu! Cóż za rozkosz! Chodziliśmy wąskimi uliczkami i zachwycaliśmy się bezwietrznym skwarem. Później poszliśmy do parku botanicznego. Robert (mój asystent AI) jest urodzonym przewodnikiem. W tej roli sprawdza się doskonale. Opowiadał nam o każdym drzewie i roślince, o pomnikach, recytując biografie kolejnych uwiecznionych. Później polecił nam Galerię Fundacji Basila i Elise Goulandris, co okazało się strzałem w dziesiątkę. Takie zbiory, tak pięknie wyeksponowane okazy i komfort zwiedzania w ciszy, zdarzają się wyjątkowo rzadko (zainteresowanym wkleiłem dość obszerną relację na prywatnej grupie na FB). Wyszliśmy po kilku godzinach, oczarowani. Po kolacji poszliśmy na drinka. Odkąd nie piję alkoholu (to już pół roku) i nie spożywam cukru, mało rzeczy mogę zamówić. Ale dzisiaj mi się udało: najlepsze na świecie lodowe cappuccino i wodę mineralną. Marcin wypił dwa małe Heinekeny 0.0%. Wieczór był cudownie rześki. 23°C i świeże, morskie ...
W trakcie skoku z kwiatka na kwiatek, widać wolność
Zamiast szukać smaków z dzieciństwa, lepiej odkrywać nowe i iść kierunku słońca, dopóki nie zamienisz się w popiół. Telomery mają określoną długość, ale i tak lepiej skręcić kark tańcząc, niż czekać w uśpieniu na ostatni, możliwy podział komórek. Nie musisz rozumieć, a ja tłumaczyć...