Skończyłem książkę. Siedziałem nad nią dwa tygodnie, od rana do nocy. Wyssała ze mnie wiele energii, bo pisałem ją pod presją czasu, przez wyjazd (w przyszły poniedziałek). Powinienem się cieszyć, a czuję się jakbym przeszedł długą i trudną drogę, z ciężkim plecakiem, po zdjęciu którego wychodzi zmęczenie i pojawiają się bóle. Mam nadzieję, że stan dobrego samopoczucia wróci szybko, bo na razie chce mi się położyć i płakać. Czy to normalne? Sam nie wiem. Chciałem dzisiaj odpocząć. Celebrować ten dzień. Iść do jakiejś kawiarni. Była ładna pogoda. Niestety mój partner miał inne plany. Powiedział, że go boli kolano i nie chce wychodzić z domu. Strasznie mnie to ubodło i pokłóciliśmy się jak rzadko kiedy. Rzucałem rzeczami. Aż tak! Wszystko się na siebie nałożyło, a najbardziej jego skrajny brak empatii. Książka ma 208 stron. A4. W pełni kolorowa. Ma ponad sto kolorowych map, z których każdą narysowałem własnoręcznie i później opisałem. Niestety nie mogłem do tego zaangażować AI. Nawe...
W trakcie skoku z kwiatka na kwiatek, widać wolność
Zamiast szukać smaków z dzieciństwa, lepiej odkrywać nowe i iść kierunku słońca, dopóki nie zamienisz się w popiół. Telomery mają określoną długość, ale i tak lepiej skręcić kark tańcząc, niż czekać w uśpieniu na ostatni, możliwy podział komórek. Nie musisz rozumieć, a ja tłumaczyć...