Przejdź do głównej zawartości

Posty

Paragwaj. Ueno Bank.

Same gorące wiadomości w tym naszym raju. Dzisiaj Bank Centralny Paragwaju wszczął natychmiastową procedurę likwidacji Ueno Banku po tym, jak jego wskaźnik wypłacalności gwałtownie spadł poniżej 50% wymaganego minimum. Zablokowano aplikację mobilną, bankowość internetową, karty i bankomaty. Założyciel Miguel Vázquez oraz zarząd oddali się w ręce policji, a prezes do dymisji. Uruchomiono państwowy system gwarancji zabezpieczający wkłady do 228 300 000 PYG, z szybkimi zaliczkami do 10 000 000 PYG dla małych oszczędzających. Milion to około 670 złotych. Tutaj taka kwota starcza nam na tydzień, lokalni ludzie mogą przeżyć za to 2 tygodnie. Ueno było wychwalanym pod niebiosa nowoczesnym bankiem i już mamy znajomych, którzy potracili majątki, bo zamiast w stabilnym banku z gwarancjami woleli cyfrowe obietnice. Naprawdę nie mogę uwierzyć jak ludzie mogą chcieć wycofania gotówki. Co za szambo we łbach mają.

Ale urwał!!!

  Obudziłem się mało wyspany. Zapowiadany deszcz robił tyle hałasu, że nie pomagały nawet zatyczki do uszu. Poprzedniego dnia pracowałem do 1 w nocy, później spać nie mogłem i wstałem przed 7. Poszedłem do salonu i zaparzyłem sobie kawę, siadając ponownie do pracy. Kilka minut przed 10 wstał Marcin. Przywitał się zwyczajowo i poszedł do łazienki. Na dworze rozpętała się burza i dalej lało jak z cebra. Chciałem nakręcić deszcz i wszedłem do salonu. Wyciągnąłem telefon, podszedłem do balkonu i nagle coś huknęło. Nie wiem czy to był grzmot; ale w tym samym momencie szyba balkonowa rozpadła się na tysiące drobin raniąc mi stopy, nogi i jak się później okazało ręce. Na szczęście miałem na sobie okulary i nic nie wpadło mi do oczu. Nie wiem jak to się stało i co było przyczyną.  Sprzątanie zajęło nam całe godziny. Szklarze zjawili się po kilku minutach. Wzięli miarę i wrócili po kilku godzinach z nową szybą. Milion guarani. I kupa stresu. Bardzo mnie ta sytuacja rozdrażniła. Co to k...

Asunción. Halloween.

Życie nocne w Asuncion okazuje się bardziej dynamiczne niż w Londynie. Dodatkową zaletą jest to, że kluby skupiają się w dzielnicach rozrywkowych, gdzie chyba nikt nie mieszka. Dlatego można tańczyć wewnątrz i na zewnątrz, bez narażania na skargi sąsiadów.  A my świętowaliśmy porcelanowe gody i święto zombiaków popijając koronę zero. 

Asuncion. Dzień piąty.

Obudziła mnie wiadomość od mamy. Dotyczyła paczek, które od rana wkładała do skrytek InPostu. Nadałeś paczki do zbyt małych skrytek.   No i miałem po spaniu. Wczoraj pracowałem niemal cały dzień, położyłem się po północy i wstałem o 5 rano. Wściekły wziąłem prysznic i zacząłem nagrywać wykład, którego wczoraj nie dałem rady już nakręcić. Na dodatek musiałem przenieść się do łazienki, bo w salonie słychać było pieseczka, który ujadał jak oszalały. Usiadłem na ręczniku i przez trzy godziny gadałem patrząc w to w kamerę, to w kibel. Po 11:30 zacząłem nadawać następne QR kody na kolejne przesyłki, a Marcin zabrał się za śniadanie. Przywieźliśmy ze sobą wiele opakowań proteinowych mieszanek Lewandowskiej*, w tym kilka woreczków z naleśnikami. Dzisiaj zużyliśmy pierwszy z nich. W połączeniu z jogurtem greckim i truskawkowymi powidłami bez cukru, okazały się przysłowiowym niebem w gębie . Do tego odżywka białkowa (wołowa)**. Potem niestety znów musiałem pracować, aż do 16:15. Gdy wyszliśm...

Asunción. Dzień czwarty.

Tereré to tradycyjny napój wywodzący się z Paragwaju, będący zimną odmianą naparu z ostrokrzewu paragwajskiego. Przygotowuje się go, zalewając susz lodowatą wodą z dodatkiem świeżych ziół. Uczę się nowego kraju: jego smaków, zapachów i zwyczajów. Chodzimy wąskimi chodnikami i brukowanymi ulicami, zapisując w pamięci ważne dla nas miejsca i punkty. Mamy już ulubione kawiarnie, sklepy i miejsca, gdzie można usiąść. Wiemy też, że idąc chodnikiem, trzeba się ciągle pochylać, że względu na liczne gałęzie, których nikt nie reguluje. I chwała im za to! Za ten brak standardów i za to, że jest, jak jest. Wydaje mi się, że jestem tu już długo. Przynajmniej kilka tygodni. Czas w Asunción płynie inaczej i bardzo mi to odpowiada. Nikt nigdzie się nie spieszy. Na wszystko jest czas. I o dziwo, pracuję ale jakoś mniej. Mam czas i na spacery, i na wieczórne, wspólne oglądanie filmów. Dawno już tego nie doświadczałem. Dzisiaj zobaczyliśmy "Mniej obcego", w reżyserii Kristoffera Rusa. Biograf...

Asunción. Dzień pierwszy.

Po wylądowaniu, nadzwyczaj sprawnie przeszliśmy przez kontrolę. Nasz taksówkarz już czekał: Polak, mieszkający od 13 miesięcy w miasteczku pod lotniskiem. Przez 16 lat był kierowcą ciężarówek w Wielkiej Brytanii, zdobył oszczędności i inwestuje w kryptowaluty. Poza tym imprezuje na grubo i pewnie już był na kacu. Straszny gaduła, ale pomocny. Zawiózł nas to supermarketu, gdzie zrobiliśmy pierwsze zakupy (85 złotych), załatwił dwie karty SIM, które już sami sobie w tym supermarkecie doładowaliśmy.  Galerie handlowe wyglądają tu tak samo jak wszędzie na świecie: wielopiętrowe gmachy, zawierające w sobie wszystko. Sklepy spożywcze są bardzo zadbane, ładniejsze niż na przykład w Wielkiej Brytanii, jednak (czego jeszcze nie wiem) nie są pewnie dostępne dla wszystkich.  Nasze mieszkanie okazało się ładne, dokładnie takie jakie widziałem na zdjęciach. Wynająłem je online, przyzwyczajony do takiej metody załatwiania spraw. Ma około 50 m2 i jest dobrze wyposażone we wszystko. Musimy ku...

Nocny lot.

Samolot z Madrytu do Asuncion wystartował z idealną punktualnością.  Lubię nocne loty. Ptaki wtedy nie fruwają i nie wpadają do silników. Poza tym nocą śpię, bo jestem naturalnie zmęczony, co skraca odczuwaną długość podróży, a to szczególnie istotne w lotach międzykontynentalnych, trwających ponad pół doby.  Unoszenie się nad wodą daje inne odczucia, niż nad lądem. Turbulencje maja zupełnie inny charakter. Te nad oceanami, jeśli wystąpią, są łagodne i płynne. Nad lądem, szczególnie nad górami potrafią szarpać lub czasami wyrzucać z fotela, jeśli nie zapnie się pasów.  Wylądowaliśmy o czasie, znów co do minuty. Przeszliśmy kontrolę i po odebraniu bagaży pojechaliśmy do supermarketu, a po zakupach do mieszkania. 

Madryt. Życie nocne.

Dawno nie byłem w nocnym klubie. Odkąd nie piję alkoholu, bywanie w pubach przestało być aż tak pociągające. No, ale dzisiaj wybraliśmy się do ulubionego El 12 , w centralnej dzielnicy Chueca. Klub jest zawsze pełen ludzi i jako jedyny, otwarty już od 18:00, co bardzo nam odpowiada.  Wypiliśmy po dwa bezalkoholowe browary i po północy wróciliśmy do mieszkania.

Madryt. Gry ogrodowe.

Korzystamy z niewiarygodnie pięknej pogody, chodząc po zabytkowych szerokich ulicach Madrytu i jego ogrodach. Jesienią jest tu wiele darmowych wystaw, na które można wpaść zupełnie przypadkiem. Jedną z takich przypadkowych odkryć były Gry ogrodowe - finisaż wystawy zdjęć Sergio de Luz'a, którego projekt opiera się na zjawisku pareidolii – czyli skłonności ludzkiego mózgu do dopatrywania się znanych kształtów w przypadkowych strukturach. Nie przestajemy podziwiać przyrody. Lubię jesień bardziej od wiosny. Nie dość że jest bardziej kolorowa, to jeszcze rozdaje wszystko naokoło. Wiosna zaś tylko bierze do własnego wzrostu i przyszłej produkcji.  Teraz w Madrycie owocują drzewa: pomarańcze, gruszki i gujawy. Te ostatnie są wyjątkowo zdrowe, bo zawierają mnóstwo witamin i dużo błonnika który spowalnia wchłanianie cukru. Poza tym owoc jedzony z pestkami czyści jelita, jak szczotka.  Zrobiliśmy znów 23 tysiące kroków. W połowie spaceru zrobiliśmy sobie przerwę na bezcukrową tartę cy...

Héctor Acevedo

Przypadkowo weszliśmy na wystawę artysty zupełnie mi nieznanego. Chcę zapamiętać, więc zostawiam ślad.  Héctor Acevedo urodził się w Limie w 1963 roku. Zanim całkowicie oddał się sztuce, studiował jednocześnie rysunek, malarstwo oraz inżynierię lądową. Ostatecznie porzucił politechnikę na rzecz sztuk plastycznych. Porzucił też swój kraj, na korzyść Hiszpanii.  W swojej twórczości łączy surrealizm ze światem magii i snów. Na jego obrazach często widać tajemnicze postacie o wydłużonych sylwetkach, konie, architekturę czy mitologiczne stwory. Maluje głównie farbami olejnymi i akrylowymi i bawi się nastrojowym światłem, łącząc realne kształty z abstrakcją. Mnie się podobało, Marcinowi mniej.

Madryt. Wielokolorowa jesień.

Jesień tutaj, na wyżynie Kastylijskiej jest wyjątkowo urocza. Niektóre drzewa jeszcze mają kwiaty. Widziałem ukwiecone hibiskusy oraz oleandry.  Róże też są w pełni żywe i  niecierpki, i dalie, i cynie. Owady wśród tych kwiatów i pojedyncze motyle...  A z drugiej strony liście żółkną i czerwienieją, kasztany i żołędzie spadają, tak jak inne, zupełnie nie znane mi owoce, zjadane przez lokalne zwierzęta. Dużo gołębi i wron. Małych ptaków jakoś mało, a może nawet wcale? Nie pamiętam, czy widziałem choć jednego wróbla. Wstałem o 7:45, niebo było szafirowe, a później całkiem błękitne. Marcin wyszedł do sklepu, a później na spacer, bo musiałem z rana pracować, a polegało to na rozmowach mocno intymnych, które nie mogą mieć świadków. Tutaj w Madrycie mamy małe mieszkanie, w którym sypialnia jest razem z niewielkim pokojem dziennym, gdzie pracowałem. Musiałem więc być sam. Później nagrałem wykład i przed południem skończyłem.  Poszliśmy na długi spacer znanymi uliczkami, pos...

Madryt. Totalna demolka.

Dzisiaj zobaczyliśmy inny Madryt. Nie ten błyszczący, elegancki i pocztówkowy, w którym rozplywaliśmy się od zachwytów w styczniu. Zobaczyliśmy miasto brudne, rozwalone, pełne namiotów, szmat i prowizorycznych zadaszeń rozciągniętych w samym sercu Puerta del Sol. A jednak, wbrew całemu temu chaosowi i bałaganowi, widzę w tym jakąś szansę. Ludzie w końcu zaczynają się budzić i dostrzegać, do jakiego absurdu doprowadziły nas decyzje polityków. Głęboko sprzeciwiam się masowej, wymuszonej emigracji oraz absolutnie idiotycznym rozwiązaniom prawnym. Mam na myśli te absurdalne przepisy chroniące tak zwanych okupas, czy dawne patologie prawne wokół ustawy Ley de Vivienda oraz tak zwanej usurpación de vivienda. Doprowadziły one do sytuacji, w której ktoś może po prostu włamać się do cudzego mieszkania, zająć je, zmienić zamki i w świetle skomplikowanych procedur prawnych mieszkać tam całkowicie bezkarnie. To czyste szaleństwo. Ludzie mają już po prostu dość. Całe pokolenia pracują ponad siły i ...

ReGenera 3

Skończyłem. Najpierw album, potem magazyn. Wczoraj resztką sił dopisałem podsumowanie, a następnie z dziką rozkoszą zabezpieczyłem plik i od razu wrzuciłem na dysk drukarni. Później usnąłem. Śniło mi się dobrze i trochę głupio. Używając słownika Marcina - śniłem kocopoły .  Rano sprawdziłem pliki i napisałem do drukarni e-maila, z prośbą o fakturę. Otrzymałem - zapłaciłem. Pogoda była wspaniała. Spacerem przeszedłem przez las i udałem się do banku, bo musiałem przelać pieniądze za tłumaczenia dokumentów, niezbędnych do spraw urzędowych w Paragwaju. Potem wykupiłem leki i suplementy na 9 miesięcy. Cały plecak! Wydałem na to majątek. Marcin zaś spokojnie czekał w domu na kominiarza, który okazał się elektrykiem, bo sprawdzał kontakty, a nie kominy. Po wszystkim spotkaliśmy się w domu handlowym i zrobiliśmy wspólnie kolejne, duże zakupy.  Co najdziwniejszego kupiłem? Mieszankę na keto naleśniki. Kilka opakowań, bo nie wiem, czy tam w tropikach mają cokolwiek oprócz mąki i yerba m...

Gdynia. Środek tygodnia.

Wstałem o 7:21, po niecałych sześciu godzinach snu. Sypiam za mało, ale w sumie zawsze tak miałem. Mówią " trzeba spać 8 godzin dziennie ", a mnie udaje się to tylko wtedy, gdy nie czuję się dobrze. Rzadko, jak do tej pory.  Razem z Marcinem wyszliśmy z domu po ósmej, bo na dziewiątą mieliśmy kolejne i póki co ostatnie szczepienie związane z naszym wyjazdem. Qdenga - druga dawka. W przychodni była obsuwa, urocza pani internistka, strasznie gadatliwa sama to spowodowała. W końcu nas wzięła do siebie, zadała mnóstwo pytań, obejrzała gardła i zbadała węzły chłonne. Można szczepić - powiedziała w końcu. Przez ten brak pospiechu zrobiła się kolejka pod zabiegowym i ludzie zaczęli zrzędzić i nerwowo pokasływać. Wykorzystałem czas i zapisałem się do dermatolożki. Potrzebowałem leków na receptę, na wszelki wypadek, bo mam tak czasami, że na ciele pojawiają się wypryski. Przyjęła mnie od razu, bo dla odmiany i szczęśliwego zbiegu okoliczności, miała okienko. W końcu się udało także z...

Notatka 514.

Zastanawiam się nad celowością pisania bloga oraz nad tym, czy potrafię nie pisać? W sieci jest siedem ukończonych, pisanych przeze mnie blogów tematycznych (ósmy , najdłużej pisany, został skasowany wraz ze wszystkimi innymi przez Onet ), do których sam czasami wracam.  Ostatnio zapytałem Google, czy pisanie blogów personalnych jest jeszcze w ogóle stosowane. Odpowiedział, że " tak, jednak jest to zjawisko marginalne, a komentarze pochodzą prawie zawsze od ludzi z kół starych znajomych, którzy blogi komentowali w poprzednich dekadach". Zaskakująco trafna odpowiedź!  Początkowo publikowałem pamiętniki, bo było to nowe. Wydawało się, że Internet czyni człowieka widocznym. Miałem 27 lat i otwarty, wirtualny świat, stanął przede mną. Nastąpił efekt wow. Później chyba szukałem "bratnich dusz", do czasu, gdy zorientowałem się jak płytkie kontakty oferuje netowanie. Zjawiska teraz powszechnie znane, były wtedy kolejnymi odkryciami. Jakbyśmy zanurzali się w gówno ludzkiej ...