Na kursach Mindfulness powtarzam, że najlepiej robić tylko te rzeczy, które przynoszą zadowolenie lub takie, w których sens wierzymy. Ja mam wiarę w sens ćwiczeń na siłowni. Robię to codziennie i chyba zdążyłem się do tego przyzwyczaić. Idę i ćwiczę, trochę gadam z ludźmi, których zdążyłem poznać, na tematy które mnie nie interesują, ale stanowią odskocznię od pracy. Tym samym muszę stwierdzić, że nie wszystko co robię jest moim ulubionym zajęciem i to w sumie jest w porządku. Nagrodą po ćwiczeniach jest sauna. 105°C, rozgrzane deski, prawie parzące powietrze wchodzące przez nozdrza do płuc. To uwielbiam. Pocę się jak kostka lodu nad ogniem przez kwadrans, tracąc płyny, a wraz z nimi toksyny. Później jest lodowaty 2 minutiwy prysznic i 20 minutowe leżakowanie. Następnie wszystko powtarzam trzy- lub czterokrotnie. Podczas saunowania wypijam 2 litry wody z elektrolitami. Potem spacerem wracam do domu.
W trakcie skoku z kwiatka na kwiatek, widać wolność
Zamiast szukać smaków z dzieciństwa, lepiej odkrywać nowe i iść kierunku słońca, dopóki nie zamienisz się w popiół. Telomery mają określoną długość, ale i tak lepiej skręcić kark tańcząc, niż czekać w uśpieniu na ostatni, możliwy podział komórek. Nie musisz rozumieć, a ja tłumaczyć...