Polecieliśmy do Londynu specjalnie dla Tary i to, co zobaczyliśmy w Archives London, kompletnie nas pozamiatało. Byliśmy nakręceni na ten spektakl, ale nikt się nie spodziewał, że wylądujemy w samym środku takiej zadymy! Klimat był gęsty od samego wejścia. Archives to nie jest elegancka sala z pluszowymi fotelami – to surowe, mroczne podziemia, które idealnie udawały to ich legendarne "Undercity". Staliśmy z Marcinem, Krzyśkiem i Anetą (która pękała z dumy i z nerwów) zaraz przy samych barierkach. Byliśmy tak blisko aktorów, że czuliśmy ich oddechy. Po prostu byliśmy tam, pełniąc rolę "świadków" tej całej rodzinnej wojny. To, co zrobili z ruchem i walkami, to był majstersztyk. Ludzie momentami wyglądali jak postacie z Transformersów albo jakiejś gry na wysokich obrotach. Ten ich mechaniczny, rwany ruch robił niesamowite wrażenie – jakby byli zaprogramowani do tej walki. To nietypowe połączenie greckiego dramatu z mechanicznymi ruchami imitującymi grę, bardzo mi się...
W trakcie skoku z kwiatka na kwiatek, widać wolność
Zamiast szukać smaków z dzieciństwa, lepiej odkrywać nowe i iść kierunku słońca, dopóki nie zamienisz się w popiół. Telomery mają określoną długość, ale i tak lepiej skręcić kark tańcząc, niż czekać w uśpieniu na ostatni, możliwy podział komórek. Nie musisz rozumieć, a ja tłumaczyć...