Do Kielc dotarliśmy porannym pociągiem. Wewnątrz panował spokój, więc zająłem trzy miejsca, rozciągnąłem się wzdłuż przedziału, włączyłem dźwięki mis tybetańskich i zapadłem w drzemkę. Z peronu zabrała nas Kasia. Udaliśmy się na lunch. Skonsumowałem niewielkiego tatara wołowego oraz sałatkę z kurczakiem, rezygnując z pieczywa. Marcin zdecydował się jedynie na sałatkę, a Kasia wybrała chłodnik. Następnie skierowaliśmy się na pocztę, aby uregulować mandat za zakłócanie ładu, o czym wspomniałem w jednym z poprzednich wpisów. Pogoda dopisała wyjątkowo. Żar lał się z nieba, termometry wskazywały 35 stopni, a na bezchmurnym niebie świeciło słońce. Po przybyciu do hotelu Tara przeżyliśmy niemałe zaskoczenie, gdy w sypialni ujrzeliśmy przestronną, wygodną wannę. Atutem był również ogromny taras. Miejsce okazało się niezwykle urokliwe. Odpoczywaliśmy po podróży. Położyłem się na podłodze, ponownie zanurzając się w dźwiękach mis, podczas gdy Marcin zajmował się czymś w łazience, nie wnikając w s...
W trakcie skoku z kwiatka na kwiatek, widać wolność
Zamiast szukać smaków z dzieciństwa, lepiej odkrywać nowe i iść kierunku słońca, dopóki nie zamienisz się w popiół. Telomery mają określoną długość, ale i tak lepiej skręcić kark tańcząc, niż czekać w uśpieniu na ostatni, możliwy podział komórek. Nie musisz rozumieć, a ja tłumaczyć...