No dobra, wczoraj wylałem trochę żółci, więc dzisiaj dla równowagi: dlaczego ten kraj jednak potrafi zachwycić. Mimo że Półwysep Iberyjski nie zatrzyma mnie tu na stałe, to trzeba mu oddać, co królewskie. Pogoda to pewniak. Chyba nie ma bardziej słonecznego miejsca w Europie. Pogoda jest stabilna, rzadko zaskakuje i nie robi głupich kawałów. Dwa tygodnie urlopu tutaj to gwarantowane dwa tygodnie słońca. Do tego morze – czyste, ciepłe, właściwie do kąpieli przez cały rok (choć maj-listopad to absolutny top). Leniwi, ale do zabawy niezastąpieni. Hiszpanie, choć zawodowo bywają – umówmy się – leniwi, są mistrzami w braku stwarzania wyimaginowanych problemów. Do luźnego koleżeństwa i imprezowania są idealni. Tutaj problemów nie przeżywa się tak ciężko jak na Zachodzie. Ta ich słynna, czasem drażniąca „mañana” ma jedną wielką zaletę: łagodzi turbulencje. Życie wydaje się tu po prostu mniej poważne. Błogość na powierzchni. Można tu żyć spokojnie, bezpiecznie i po prostu czuć ogólne zadowolen...
W trakcie skoku z kwiatka na kwiatek, widać wolność
Zamiast szukać smaków z dzieciństwa, lepiej odkrywać nowe i iść kierunku słońca, dopóki nie zamienisz się w popiół. Telomery mają określoną długość, ale i tak lepiej skręcić kark tańcząc, niż czekać w uśpieniu na ostatni, możliwy podział komórek. Nie musisz rozumieć, a ja tłumaczyć...