Z Kamilą znamy się jak „łyse konie”, które zjadły beczkę soli i wypiły morze whisky. Marcin poznał ją w buddyjskim ośrodku Diamentowej Drogi na południu Hiszpanii 15 lat temu, gdy była w ciąży z obecnym na zdjęciu Erykiem. Później urodziła się Ela. Kamila należy do przyjaciół „pierwszego kręgu” – są to osoby, z którymi utrzymuję kontakt codzienny i szczegółowy; wiemy, co gotujemy, co robimy i co (jeśli) nam dolega. Mam pięć takich osób i z każdą z nich czuję wspólny vibe i niezwykłą bliskość. Przyjechali w czwartek, a w zasadzie już w piątek, bo o drugiej w nocy. I wiecznie słoneczne Alicante podczas ich pobytu zamieniło się w pochmurne – to już chyba tradycja. Klimat nie lubi naszych turystów. Jak jesteśmy sami, panują upały, jak ktoś przyjeżdża – pogoda się pieprzy. Ale nasi goście mieszkają pod Barceloną, więc słońca mają pod dostatkiem. Najważniejsze, że gadaliśmy dużo i treściwie w sumie przez cały czas.
W trakcie skoku z kwiatka na kwiatek, widać wolność
Zamiast szukać smaków z dzieciństwa, lepiej odkrywać nowe i iść kierunku słońca, dopóki nie zamienisz się w popiół. Telomery mają określoną długość, ale i tak lepiej skręcić kark tańcząc, niż czekać w uśpieniu na ostatni, możliwy podział komórek. Nie musisz rozumieć, a ja tłumaczyć...