Przejdź do głównej zawartości

Londyn. Wypad do "Undercity" – Tara, mrok i totalny odlot!

Polecieliśmy do Londynu specjalnie dla Tary i to, co zobaczyliśmy w Archives London, kompletnie nas pozamiatało. Byliśmy nakręceni na ten spektakl, ale nikt się nie spodziewał, że wylądujemy w samym środku takiej zadymy!

Klimat był gęsty od samego wejścia. Archives to nie jest elegancka sala z pluszowymi fotelami – to surowe, mroczne podziemia, które idealnie udawały to ich legendarne "Undercity". Staliśmy z Marcinem, Krzyśkiem i Anetą (która pękała z dumy i z nerwów) zaraz przy samych barierkach. Byliśmy tak blisko aktorów, że czuliśmy ich oddechy. Po prostu byliśmy tam, pełniąc rolę "świadków" tej całej rodzinnej wojny.

To, co zrobili z ruchem i walkami, to był majstersztyk. Ludzie momentami wyglądali jak postacie z Transformersów albo jakiejś gry na wysokich obrotach. Ten ich mechaniczny, rwany ruch robił niesamowite wrażenie – jakby byli zaprogramowani do tej walki. To nietypowe połączenie greckiego dramatu z mechanicznymi ruchami imitującymi grę, bardzo mi się spodobało.

Były też klasyczne miecze i chaotyczna wojna z wieloma trupami, ale też brutalny, uliczny boks. To połączenie było genialne i mega nowoczesne. Czuć było każdą wymianę ciosów. Chodziło o to, że zawsze ludzie się napierdalają, i nic od czasów starożytnych się nie zmieniło.

Muzyka dudniła, rytm się zmieniał, a aktorzy wyskakiwali z różnych stron. Momentami sami musieliśmy "robić za światła" i stać się częścią tej historii. Totalna jazda bez trzymanki!

Tara jako Antygona była po prostu magnetyczna. Bardzo wczuwała się w rolę. Wiedzieliśmy, że jest dobra, ale w tej mrocznej, cyberpunkowej oprawie pokazała niesamowitą siłę. Patrzenie na nią z tak bliska, wiedząc, ile pracy w to włożyła, to była czysta przyjemność. Ma wielki potencjał i mam nadzieję, że będzie go rozwijać. Świat jest chaotyczny i brutalny, jak to przedstawienie. Musi nauczyć rozpychać się łokciami.



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Alicante. Halloween.

Po szkole* zjedliśmy lunch w lokalnej sieciówce** i pojechaliśmy do domu. Musiałem odpocząć i zrobić kilka rzeczy, związanych z pracą. Ufarbowalem włosy, nałożyłem maseczkę i pograłem w ulubioną grę na telefonie***. A wieczorem, zgodnie z planem pojechaliśmy do centrum. Nasza znajoma z którą byliśmy umówieni napisała, że mocno się spóźni. Musiała jeszcze jechać do parku, nazbierać granatów i wysłać do Polski. Trochę nas to rozbawiło, ale ok. Poszliśmy na kolację sami. Zamówiliśmy pad thai, wiosenne bułeczki z krewetkami i butelkę lokalnego wina. Pycha i bardzo tanio (€31 łącznie). Później dołączyła Kasia i w ramach rekompensaty przyprowadziła czterech chłopaków, żebyśmy od razu mieli znajomych. Faceci okazali się bardzo zabawowi i ciągle kupowali wszystkim kolejki, tak więc dość szybko rzuciliśmy się w wir zabawy. Po jakimś czasie dołączyli do nas kolejni znajomi i jacyś Chińczycy, którzy z uwielbieniem wychwalali "naszą Hiszpanię".  Poza tym wszyscy składali nam życzenia, bo...

A dzisiaj nie o nas.

Z cyklu "muszę, bo się uduszę".  Prawie nigdy nie wyrażam poglądów politycznych, ale dzisiaj to zrobię, bo męczy mnie "jedyna i słuszna" narracja ciasnych umysłowo, smutnych ludzi, którzy w życiu prywatnym dorobili się nieudanych rodzin, traum i depresji. Zastanawiam się, czy są zwyczajnie tępi i pozbawieni empatii, czy mszczą się na innych za własny ból dupy? Emigracja Spójrzmy na Londyn. Setki tysięcy ludzi wyszło na ulice, bo mają dość pieprzonej różnorodności : emigrantów, którzy żyją z zasiłków i tych, którzy latają z maczetami po ulicach. I jeszcze jednego mają dość - kneblowania! Bo w obecnych czasach "słodkiej poprawności językowej"  nie wolno powiedzieć, że czarny zabił, napadł, albo dokonał przestępstwa. W UK nie upublicznia się rasy przestępców. Ale ludzie mają oczy. Na Tootingu gdzie mieszkałem przez dekadę, w każdym tygodniu ktoś kogoś mordował. I nigdy, przez te wszystkie lata nie była to biała osoba. Brytyjczycy przegłosowali wyjście z Unii...

Trójmiasto. Piątek 13-tego.

  Trochę ostatnio za dużo jadłem. Wakacje są fajne, gdy człowiek nie ma ograniczeń, ale nabiera się ciała. Jestem za stary, żeby się katować. Liposukcja laserowa zmniejszyła obwód w pasie i przywróciła ustawienia fabryczne. Poza tym, miałem przygody. Ponieważ jadę do Wrocławia (o tym za chwilę), a potem do Ustronia (o tym za dwie chwile), wyszedłem z domu z wielką walizką i plecakiem.  W Gdańsku skorzystałem z automatycznej przechowalni. Wszystko włożyłem do skrzynki, przeczytałem regulamin, zapłaciłem i zamknąłem na kluczyk, który włożyłem do portfela (wszystko w tej właśnie kolejności).  Po zabiegu, zaraz przed przyjazdem pociągu, włożyłem kluczyk, zamek zrobił "klik" i drzwiczki się otworzyły. W środku niczego nie było. Ani wielkiej walizki, ani laptopa z całym moim dorobkiem i danymi z firmy, ani innych ważnych rzeczy. Ktoś wziął wszystko. Świat się zatrzymał. W takich sytuacjach nigdy się nie denerwuję, tylko działam. Rozejrzałem się i stwierdziłem, że jest kamera, p...