Obudziliśmy się po ósmej i po raz pierwszy od dawna poczułem, że naprawdę się wyspałem. Zaraz jednak uświadomiłem sobie, że potrzebujemy ciężkich zasłon albo rolet, bo coraz wcześniej wstające słońce budzi nas niemal w środku nocy. Za oknem panowała pogoda dokładnie taka, jakiej się spodziewaliśmy: greckie niebo bez najmniejszej skazy, bezkresny błękit, który zdaje się nie mieć końca. W mieszkaniu zaś, dzięki klimatyzacji, przyjemny chłód. Pozwoliliśmy sobie na bardzo powolny poranek, a potem, bez pośpiechu i bez żadnego planu, wyszliśmy w miasto. I z każdym krokiem byliśmy coraz bardziej zachwyceni. Ateny są dokładnie w naszym guście. Nie są nieskazitelnie czyste jak Szwajcaria i nie są brudne jak niektóre miasta afrykańskie czy indyjskie. Jest w nich coś swojskiego, coś głęboko ludzkiego. To miasto, w którym próba utrzymania porządku splata się nierozłącznie z widocznymi śladami wszelkich buntów i niezadowoleń, tych współczesnych i tych antycznych zarazem. Oszałamiające budowle nazna...
Zamiast szukać smaków z dzieciństwa, lepiej odkrywać nowe i iść kierunku słońca, dopóki nie zamienisz się w popiół. Telomery mają określoną długość, ale i tak lepiej skręcić kark tańcząc, niż czekać w uśpieniu na ostatni, możliwy podział komórek. Nie musisz rozumieć, a ja tłumaczyć...