Dziś po raz pierwszy poczułem zapach wakacji z dzieciństwa. Rozgrzaną, żywą trawę i drzewa zmieszane z wonią ziemi. Bezwietrzną, słoneczną pogodę. Krzyk mew gdzieś wysoko. Poszedłem na siłownię, a później zjedliśmy w domu białkowe śniadanie i obejrzeliśmy pierwszy odcinek serialu Stamtąd. Zakochaliśmy się w nim od razu, bez wahania, i natychmiast sięgnęliśmy po kolejny odcinek.
Potem wybrałem się na spacer. Szedłem lasem, słuchając ciszy, która tam mieszka. Później włączyłem audioserial Piekło kosmosu, wspaniałe, wciągające nagranie. W zamyśleniu, gdzieś pomiędzy podprzestrzenią międzygalaktyczną a aleją Piłsudskiego, doszedłem do wody. Na plaży smażyli się ludzie, inni spacerowali, siedzieli na ławkach albo pływali w zatoce. Przestałem słuchać opowieści i zacząłem napawać się chwilą. Pierwszy w tym roku, naprawdę letni dzień. Zeszłe lato nas wychłodziło, a początek tego roku był jakimś zimnym piekłem. Mimo to jacyś szaleńcy zaczęli ujadać o najcieplejszych okresach w historii świata, a ja, zamiast się denerwować, zwyczajnie przestałem kierować na nich uwagę. Bo tak naprawdę kompletnie mnie to nie interesuje, co mówią.
Poszedłem do banku podpisać konieczny dokument, a potem do kosmetyczki przyciemnić rzęsy. Henny nie potrafię zrobić sam, a lubię mieć ciemną oprawę oczu. Mam taką jedną ulubioną panią, która bierze dwadzieścia osiem złotych i robi to błyskawicznie. Trzy minuty i wszystko jest tak, jak lubię.
Korzystając z cudowności dnia, poszedłem jeszcze na bezcukrowy sernik z beztłuszczowego skyru. Nie wiem, jak oni go robią, ale to smakowa rewelacja. Jedząc, doładowałem telefon Marcinowi i wysłałem go do sklepu na zakupy. Zapłaciłem blikiem i poszedłem do sauny. Uwielbiam saunować, leżeć na rozgrzanych deskach w temperaturze dziewięćdziesięciu pięciu stopni i wylewać z siebie siódme poty. Zrobiłem trzy dwudziestominutowe sesje, z kwadransowymi przerwami między nimi. Pogadałem z jakimś gościem o tatuażach, a później odpłynąłem znów w kosmos, słuchając książkowego serialu.
W domu czekała na mnie kolacja. Pulpety i sałatka z mozzarellą. Jedząc, obejrzeliśmy dwa kolejne odcinki serialu i spakowaliśmy się na jutro, bo czekają mnie warsztaty w Kielcach, a jedyny bezpośredni pociąg z Gdyni odjeżdża o 5:18.




Rzuciłem okiem na opis serialu Stamtąd. Chyba też by mi się spodobał.
OdpowiedzUsuń