Po szkole* zjedliśmy lunch w lokalnej sieciówce** i pojechaliśmy do domu. Musiałem odpocząć i zrobić kilka rzeczy, związanych z pracą. Ufarbowalem włosy, nałożyłem maseczkę i pograłem w ulubioną grę na telefonie***. A wieczorem, zgodnie z planem pojechaliśmy do centrum. Nasza znajoma z którą byliśmy umówieni napisała, że mocno się spóźni. Musiała jeszcze jechać do parku, nazbierać granatów i wysłać do Polski. Trochę nas to rozbawiło, ale ok. Poszliśmy na kolację sami. Zamówiliśmy pad thai, wiosenne bułeczki z krewetkami i butelkę lokalnego wina. Pycha i bardzo tanio (€31 łącznie).
Później dołączyła Kasia i w ramach rekompensaty przyprowadziła czterech chłopaków, żebyśmy od razu mieli znajomych. Faceci okazali się bardzo zabawowi i ciągle kupowali wszystkim kolejki, tak więc dość szybko rzuciliśmy się w wir zabawy. Po jakimś czasie dołączyli do nas kolejni znajomi i jacyś Chińczycy, którzy z uwielbieniem wychwalali "naszą Hiszpanię". Poza tym wszyscy składali nam życzenia, bo w Halloween mamy rocznicę - tak wyszło.
O 1 w nocy przenieśliśmy się dużą paczką do kolejnej dyskoteki. Załapaliśmy się na sam koniec występów scenicznych, a potem były już same tańce i przytulańce. Nad ranem, gdy wino przestało wchodzić, zamówiłem Ubera. Brzmi łatwo, ale musiałem założyć nową aplikację, podać nowy numer telefonu, połączyć to z kartą płatniczą, co w ówczesnym stanie wesołości, było nie lada wyzwaniem. Ale udało się i na śniadanie wróciliśmy do domu.
_____________________
* Wstajemy o 7:00 i jeździmy do szkoły językowej w centrum, od poniedziałku do piątku. Kończymy o 12:15.
** Bombon Boss
*** Whiteout Survival



Komentarze
Prześlij komentarz