Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z sierpień, 2026

Częstochowa. Naleśniki.

Pokaz i degustacja bezmącznych, bezglutenowych i bezcukrowych naleśników odbył się na częstochowskim Stradomiu, w domu naszej przyjaciółki Justyny.  Produkty kupiliśmy w Gdyni i przytachaliśmy ze sobą w wielkiej, błękitnej walizce. Były to między innymi mieszanki Anny Lewandowskiej oraz dżemy bezcukrowe o różnych smakach. Napoje piwne, głównie bezalkoholowe przywiozły ze sobą dziewczyny. Muszę przyznać, że było zacnie. Kilkadziesiąt naleśników zniknęło niemal od razu, później zwyczajnie popychaliśmy pierdoły, delektując się piwem. Najmłodsza uczestniczka spotkania Sophie, otrzymała silikonową, chrumkającą świnię, która dodatkowo potrafi maszerować i podśpiewywać piosenki. 

Częstochowa. Urodziny mamy.

Wstaliśmy późno, co było zamierzone. Wyspałem się. Powolny poranek rozpocząłem kawą i bezcukrowym puddingiem białkowym, bez cukru oraz kawałkiem czarnej czekolady. Po śniadaniu Marcin poszedł kupić wódkę dla gości i od razu zaniósł ją do gospody, ja natomiast nałożyłem sobie maseczkę ceramidową i pozwoliłem sobie na drzemkę. Wziąłem prysznic i zacząłem szykować się do wyjścia. Gotowość uzyskałem o 13:50. Goście zjawili się punktualnie. Kelnerki rozlały szampana i zaczęły rozdawać go przybyłym. Zaraz później podano krem z buraka z fetą oraz kilka półmisków mięs, kapustę zasmażaną, wiele surówek, ziemniaków, klusek śląskich i dodatków. Jedząc rozmowy rodzinne zaczęły się rozkręcać i po drugim daniu gadka płynęła bez przeszkód.  Potem pojawiła się wódka, soki i napoje oraz ciasta. Postawiono je w rogu pomieszczenia, przy samowarze na kawę i herbatę. Pięć minut później wniesiono patery z przekąskami i wiele dodatków. Smacznie i ładnie podane.  Kelnerki o nas dbały i całe przyjęcie...

Częstochowa. Wieczór z muzyką.

Kadr z filmu który kręciliśmy tańcząc Przyjechaliśmy do Częstochowy planowo. Poszliśmy do mieszkania, zrzuciliśmy rzeczy i zaraz potem pojechaliśmy do gospody, gdzie zaplanowałem urodziny mamy. Dopłaciłem resztę, jeszcze raz sprawdziłem menu i ustaliłem ilość napojów alkoholowych. Zaraz potem pojechaliśmy do mamy.  Michał (mój brat) towarzyszył nam przez cały czas i po raz pierwszy od dawna rozmawialiśmy długo. Pokazywał nam swoje sklepy internetowe, co być może zaowocuje w naszej rodzinnej współpracy. Ponieważ realizuje się w handlu, mogę zamawiać herbatę z Nepalu i Sikimu, aby Michał ją tutaj w Polsce sprzedawał i miał stały dochód. Herbaty tam są naprawdę dobre gatunkowo i bardzo często pijemy prosto z plantacji. Znam lokalnych dostawców z Dardżylingu, Assamu i wielu nepalskich plantacji. Być może jest to dobry pomysł.  Wieczorem spotkaliśmy się z Justyną i był to naprawdę fajny wieczór. Przede wszystkim miasto było rozśpiewane i roztańczone, pełne ludzi i ciekawych wydarze...

Berlin. Immunizacja.

W klinice W poniedziałek wstaliśmy koło 10:00. Poszliśmy na dół do Starbucksa na kawę i potem prosto do kliniki medycyny tropikalnej, na szczepienie nową, niedostępną jeszcze w Polsce szczepionką o zabawnej nazwie Vimkunya , chroniącej przed jeszcze zabawniejszą z nazwy chorobą - chicungunya .  Wypełniliśmy formularze i po krótkiej rozmowie zostaliśmy zaszczepieni. Samo podanie dość dużej ilości płynu okazało się mało przyjemne, ramię jednak przestało boleć po kilku minutach.  Szukając miejsca na lunch, odkryliśmy koreańską knajpkę w stylu " bierz co chcesz i komponuj zupę ". Wygląda to tak, że w lodówkach leżą różnego rodzaju produkty, które wrzuca się do koszyka. Potem przy ladzie wybiera się bulion i wszystko zalewa wrzącym wywarem.  Moja zupa miała 735 kcal i była bardzo sycąca! Wybrałem rosół grzybowy. Pycha. Następnie poszliśmy na długi spacer po Berlinie. Mało się zmieniło, ale nasze ulubione miejsca nadal tętnią życiem. Kawiarenki na Nollendorfkiez , a zwłaszcza n...

Warszawa. Warsztaty.

Bałem się tych warsztatów i jakoś ich nie czułem, ale ku mojemu zdumieniu wszystko poszło dobrze. Program, który ułożyłem był naprawdę unikalny, ale trudny. Coś na kształt inicjacji. Przekazałem trzy gotowe projekty sesji dotykowych, poprawiających zdrowie i samopoczucie niemal od razu. Pomagają uzdatnić krążenie, rozbić blokady i usunąć bóle. Włożyłem w to wiele wysiłku, do tego stopnia, że w niedzielę opierałem się o ścianę, bo kręciło mi się w głowie że zmęczenia i obawiałem się, że upadnę. Ale nic się nie stało i wszyscy zadowoleni, z nowymi umiejętnościami i dyplomami wrócili do domów. Często ludzie myślą, że mało pracuję i dużo zarabiam. Owszem moja praca jest dobrze płatna, natomiast przeprowadzenie weekendowych warsztatów to wielki wysiłek, który potem zwyczaj odchorowuję, dodatkowo zaliczając ciężki kilkudniowy zjazd emocjonalny, połączony z przewrażliwienie mi na jakiejkolwiek bodźce zewnętrzne. 

Polska. Bizi lajf.

Mam wrażenie, że doba mi się skurczyła. Mówię do Marcina, że to wiek, a on na to, że raczej bizi lajf ( oryg. busy life - zabiegane życie ). Chyba ma rację, bo dużo się dzieje.  Przy moim ADHD, spokój polegający na siedzeniu lub odpoczynek nicnierobieniowy , są niemożliwe. Ale ostatnio chyba zachowuję się jak rakieta, która osiągnęła niezatrzymywalne przyspieszenie.  No nic. Siłownia daje rezultaty. Tkanka mięśniowa się powiększyła i ma odpowiedni poziom. Tłuszczowa spadła ( ale to głównie dzięki redukcji i wielu wyrzeczeniom ). Teraz tłuszczu jest 14% ( cel 12% ). Oficjalnie jestem chudy, tak jak miało być - waga 67 kilo.  Piszę kolejną książkę. Tak naprawdę to dwie. Jedna poświęcona jest terapii punktowej twarzy i muszę ją skończyć do października. Druga bardziej biograficzna, z elementami naturoterapii i duchowości. Na tej właśnie mi zależy, bo jest moja, prywatna, nie zawodowa. No i ciągle, w międzyczasie, pomiędzy codziennymi szkoleniami (a mam ich coraz więcej) red...

Gdynia. Codzienność.

Nowe czytadła Dzień bez siłowni i bez pracy. Źle spałem. Wstałem wcześnie, zadowolony, że już zrobiło się jasno. Miałem iść poćwiczyć, ale po chwili stwierdziłem, że boli mnie potreningowo raczej wszystko, więc usiadłem na fotelu i zacząłem buszować po internecie. W pewnym momencie przyszło powiadomienie, że kolejna seria książek jest do mnie w drodze. Następnie wysłuchałem półgodzinnego wykładu na temat zmian, jakie przyniesie tegoroczne zaćmienie słońca. Z wykładu dowiedziałem się też, że osoby podatne na kosmiczne energie mogły nie spać zbyt dobrze. Czyli jestem podatny.  Śniadanie w południe  Z racji przetrenowania, postanowiłem zjeść wyłącznie białko. Marcin zażyczył sobie czegoś na słono, ja na słodko. Kompromis widoczny jest na zdjęciu. Całość miała 700 kcal i ponad 90g białka. To ekstremalnie dużo. Fit cake w Gdańsku z pluszakami. Pojechałem do Gdańska sam, bo druga połówka oznajmiła potrzebę sprzątania domu. Podczas mojej nieobecności odkurzył, wyprał, umył okna i zro...

Gdynia. Jak w kołowrotku

W niedzielę poszliśmy na spacer tam, gdzie jeszcze nigdy nie chodziliśmy. Idąc wzdłuż starych doków, kolorowych silosów, po jakichś mostkach i drogach obrośniętych pachnącymi mirabelkami, doszliśmy do budynku starego portu, w którym dziś mieści się Muzeum Emigracji. Wyszliśmy pozytywnie zaskoczeni, ze świadomością, że emigracja kształtuje świat i zawsze występowała. Później dyskutowaliśmy na ten temat. Bo czy powinniśmy wpuszczać wszędzie wszystkich? Według nas, zdecydowanie nie. Jesteśmy zagorzałymi przeciwnikami masowego napływu ludzi, którzy nie chcą się zapoznawać z obowiązującą w danym miejscu kulturą. Typowe śniadanie na slodko Poza tym żyję trochę, jak w kołowrotku. Prowadzę szkolenia, organizuję kolejne warsztaty, tworzę kolejne numery miesięcznika, piszę kolejną książkę, chodzę na siłownię (rano) i na saunę (późnym wieczorem).  Planuję też rozszerzyć działalność i skorzystać z dobrodziejstw AI, tam gdzie może ona się przydać (faktury, automatyczne odpowiedzi, udzielanie te...

Gdańsk. Wakacyjne targi fantastyki.

Targi były źle zorganizowane: wstrzymano sprzedaż biletów on-line, dzięki czemu zaliczyliśmy godzinną kolejkę. Wstęp kosztował 35 złotych za osobę ( na stronie podana była cena 25 złotych ). Poza tym, za co ta opłata? W środku wielkiej hali znajdowały się dziesiątki stoisk, gdzie można było kupić cuda i cudeńka. Dopiero później weszliśmy w rejon starych gier komputerowych ( które ze względu na ilość ludzi były i tak nieosiągalne ).  Z rzeczy dobrych - trafiłem na autorskie stoisko Pawła Zbroszczyka, wystawiającego swoją trylogię. Czytałem o niej w internecie i zastanawiałem się nad zakupem. Świat przedstawiony w " Darze anomalii " jest pełen niezwykłych istot i magii, która jednak nie jest darem, lecz siłą, która wymaga wielkich poświęceń (płaci się za nią częścią siebie), co może prowadzić do kalectwa albo obłędu. Poza tym Paweł - autor, okazał się bardzo ciekawym rozmówcą.  Z hali poszliśmy spacerem do domu. Maraton na 28000 kroków.

Gdynia. Wyjątkowo zimny sierpień.

Czytam " Śmierć pięknych saren ", zbiór opowiadań Oty Pavla. Wzruszający zbiór opowiadań autobiograficznych, pisanych podobno dla autoterapii, po tym gdy u autora zdiagnozowano chorobę psychiczną. Lubię!  Pracowałem krótko, potem poszedłem wypocić się w saunie. Pogoda jest dla mnie nieodpowiednia - upały nie dotarły do Gdyni. Jest 18°C i gdy wieje wiatr, jest zbyt chłodno.  Spotkałem się z koleżanką z uczelni, psychoanalityczką in spe. Póki co jest psią behawiorystką i uwielbia swoją pracę. To nas łączy - radość istnienia. Lubię takie otwarte i bezkonfliktowe osoby. Poza tym świetnie nam się gada. 

Gdynia. Codzienność.

Tiramisu bez cukru i kawa bez laktozy Złożyłem kolejny numer Re-Genery. Oczywiście operator doczepił się spadów, co zignorowałem. Gość musi tego nie widzieć na swoim programie, albo lubi ględzić. Mnie wystarczy świadomość, że wiem co robię. Wszystkie druki do tej pory były takie, jak założyłem.  Kolekcja książek  Kupiłem książki. Serię „Dzieci czasu” Adriana Tchaikovsky’ego. Jutro mają dojść InPostem do paczkomatu. To saga science fiction o przetrwaniu ludzkości, która w kosmosie spotyka nowe, inteligentne cywilizacje rozwinięte z ziemskich zwierząt. Zamiast typowej wojny, historia skupia się na próbach porozumienia się między skrajnie różnymi gatunkami. Intrygowało mnie w opisie spojrzenie na ewolucję i naturę świadomości.  Ciągle nie podjęliśmy decyzji o miejscu docelowym naszego wyjazdu i być może przeprowadzki. Mam wątpliwości i być może zbyt szczegółowo przyglądam się różnym sprawom. Marcin jest zbyt bierny. Ani to, ani tamto nie pomagają. Montevideo  Urugwaj t...