Mam wrażenie, że doba mi się skurczyła. Mówię do Marcina, że to wiek, a on na to, że raczej bizi lajf (oryg. busy life - zabiegane życie). Chyba ma rację, bo dużo się dzieje.
Przy moim ADHD, spokój polegający na siedzeniu lub odpoczynek nicnierobieniowy, są niemożliwe. Ale ostatnio chyba zachowuję się jak rakieta, która osiągnęła niezatrzymywalne przyspieszenie.
No nic. Siłownia daje rezultaty. Tkanka mięśniowa się powiększyła i ma odpowiedni poziom. Tłuszczowa spadła (ale to głównie dzięki redukcji i wielu wyrzeczeniom). Teraz tłuszczu jest 14% (cel 12%). Oficjalnie jestem chudy, tak jak miało być - waga 67 kilo.
Piszę kolejną książkę. Tak naprawdę to dwie. Jedna poświęcona jest terapii punktowej twarzy i muszę ją skończyć do października. Druga bardziej biograficzna, z elementami naturoterapii i duchowości. Na tej właśnie mi zależy, bo jest moja, prywatna, nie zawodowa. No i ciągle, w międzyczasie, pomiędzy codziennymi szkoleniami (a mam ich coraz więcej) redaguję, piszę i składam dwumiesięcznik Re-Genera, który postanowiłem wydawać. W tym tygodniu musiałem także przygotować materiały na warsztaty stacjonarne oraz dyplomy, bo jedziemy do Warszawy uczyć ludzi jak sobie radzić z ciałem, po to, aby było sprawne i zdrowe.

Komentarze
Prześlij komentarz