Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z wrzesień, 2026

Siłownia.

Na kursach Mindfulness powtarzam, że najlepiej robić tylko te rzeczy, które przynoszą zadowolenie lub takie, w których sens wierzymy. Ja mam wiarę w sens ćwiczeń na siłowni. Robię to codziennie i chyba zdążyłem się do tego przyzwyczaić. Idę i ćwiczę, trochę gadam z ludźmi, których zdążyłem poznać, na tematy które mnie nie interesują, ale stanowią odskocznię od pracy. Tym samym muszę stwierdzić, że nie wszystko co robię jest moim ulubionym zajęciem i to w sumie jest w porządku.  Nagrodą po ćwiczeniach jest sauna. 105°C, rozgrzane deski, prawie parzące powietrze wchodzące przez nozdrza do płuc. To uwielbiam. Pocę się jak kostka lodu nad ogniem przez kwadrans, tracąc płyny, a wraz z nimi toksyny. Później jest lodowaty 2 minutiwy prysznic i 20 minutowe leżakowanie. Następnie wszystko powtarzam trzy- lub czterokrotnie. Podczas saunowania wypijam 2 litry wody z elektrolitami. Potem spacerem wracam do domu. 

Gdynia. Praca i pakowanie.

Wraz z końcem lata niebo w Gdyni pokazało się z najlepszej strony, drażniąc oczy lazurem. Na dworze zrobiło się ciepło dokładnie wtedy, gdy rozpoczęto sezon grzewczy i gdy uprzątnięto większość kawiarnianych ogródków. Jesień przyniosła bezwietrzne popołudnia, dokładnie wtedy, gdy turyści wrócili owiani ze wszystkich stron, do swoich domów. Ucichły bzdety skretyniałych głosicieli cieplarnianego końca świata, którzy latem przekonywali, że 19 stopni to oznaka nadchodzącego kresu wszystkiego. Nastał spokój. W Gdyni jak zwykle architekci przestrzeni przeszli samych siebie, kreatywnie dekorując publiczne trawniki w centrum miasta. Muszę wręczyć im osobisty, wirtualny złoty medal, bo byłem w dziesiątkach (lub chyba nawet w setkach) miast świata i nigdzie nie widziałem bardziej wyrafinowanych trawników.  A my powoli się pakujemy. Na razie zrobiliśmy listę niezbędnych rzeczy i zakupów, przed nami całe szaleństwo sklepowe i pogoń za tym, co uznaliśmy za przydatne. Ja natomiast nie mam czasu,...

Takie tylko moje.

Ostatnio zaczynam się zastanawiać nad rzeczami ważnymi (przynajmniej dla mnie) i nie wiem, gdzie mnie to zaprowadzi. Tutaj też rodzi się pytanie, czy jest (w tym wszystkim) jakiś cel?  Jeden z moich mistrzów duchowych twierdzi, że "w życiu doczesnym nie ma niczego do osiągnięcia", ale żeby zrozumieć to zdanie trzeba pojąć filozofię buddyjską; inaczej jakikolwiek dialog nie ma sensu. To trochę tak, jakbyśmy śniąc, chcieli coś z tych nocnych marzeń zatrzymać. Kto ma zrozumieć, wie o co chodzi; kto nie - potrzebuje być może czasu. Kruszą się słabe znajomości. Tutaj mam swój wkład własny - nie dorzucam drzew do ognia. Przestałem się starać i dbać o to, co jednostronne. Ani mi żal, ani się nie zastanawiam. Po raz pierwszy w życiu uprawiam ghosting i w sumie zaczynam to lubić. Po co miałbym tracić energię na jakiejkolwiek wyjaśnienia?  Myślę też o tym, czy dobrze obieram kierunki. Chodzi o wszelkiego rodzaju życiowe wybory - jednak co miałoby o tym decydować poza własnym widzimisię...

Liście się żółcą i czerwienią

Uskuteczniamy jesienny kawing i ciasting oraz spacerowy po lokalnych lasach. Pogoda piękna, jesienna, choć planeta miała goreć a raczej zamarza. W sumie to dobrze, bo bardzo rzadko mamy okazję pochodzić w jesiennych ciuchach.

Gdynia. Teraz to już jesień.

Mimo słonecznej pogody przez zamknięte okna zauważyłem jak liście tańczą z drobnymi papierowymi śmieciami w wirowym chaosie. Chwilę potem wychodząc na balkon poczułem, że wiatr był zimny i paskudnie wilgotny. Włączyłem komputer, wziąłem szybki prysznic, nałożyłem kremy i zrobiłem sobie mocnej, aromatycznej kawy. Włączyłem światło, skierowałem na twarz i włączyłem zooma.  Po porannej pracy zjadłem śniadanie - malinowy mus z nasionami chia, jogurtem 0% i czekoladą 100%. Niebo w gębie! Wypiłem suple i wygrzebałem ulubiony kapelusik z samego dołu szafy. Pasował do rozszerzanych żółtych spodni i czarnej oversizowej bluzy.  Poszedłem lasem do centrum.  W Gdyni rozpoczął się po raz pięćdziesiąty pierwszy, Festiwal Filmów Fabularnych. Nie mam czasu, aby za jednym zamachem obejrzeć wszystko to, co chciałbym zobaczyć, dlatego nie kupiłem karnetu, ale już zaplanowałem sobie czas na te seanse, których pożądam. Do naszego wyjazdu został miesiąc, a do załatwienia mamy milion spraw i ki...

Jesteś tym, co w siebie wrzucasz - part 2.

Jeśli znajomi mówią źle o innych w twojej obecności, z całą pewnością nagadają na ciebie do kolejnych osób. Brak lojalności to nieuleczalna choroba, tocząca nieszczęśliwych lub niespełnionych ludzi. Jedynym remedium jest wykluczenie ich z grona osób, z którymi utrzymujesz kontakt. Dawanie drugiej szansy i inne działania naprawcze nie mają sensu. Żmije pozostaną żmijami, a gnidy - gnidami.  Szkodliwe jest również zadawanie się z osobami nieszczęśliwymi, wiecznymi malkontentami, ludźmi którym się nic nie udaje i które wolą narzekać oraz wysysać energię z innych. Próbowałem ale poległem. Ostatnia dementorka tak mnie wyssała, że zacząłem widzieć świat i innych jej oczami. Każda osoba w jej opowieści miała wady i była przedmiotem kpin lub workiem do kopania. Wszystko co powiedziałem, było przedmiotem sporu, a tematy na które chciałem rozmawiać pozostawały przemilczane. Tak, jakby mnie chciała ukarać ciszą. Tak działają psychopaci! Nigdy więcej. Po cholerę miałbym się zadawać z osobami,...

Jesteś tym, co w siebie wrzucasz.

Przez wiele lat szukałem swojej diety i czego ja nie próbowałem? Były diety keto, wege, kopenhaskie lub jednoskładnikowe. W zamierzchłych czasach byłem nawet fruktorianinem, z zamiarem odżywiania się samą energią słońca. Cuda wianki!  Po pięćdziesiątce, gdy roztyłem się już zauważalnie, zacząłem eliminować. Na pierwszy ogień poszły owoce. Miesiąc po ich odstawieniu zauważyłem znaczną poprawę samopoczucia i spokój w jelitach. Cukru dodanego już wtedy nie spożywałem, jednak po odstawieniu owoców zacząłem jeść tylko produkty o niskimi indeksie glikemicznym oraz z maksymalną ilością cukrów naturalnych, do 4.5g/100mg. Kolejnym krokiem było zwiększenie ilości białka, z dziennym, minimalnym spożyciem na poziomie 160g. Ograniczyłem też tłuszcze zwierzece. Zacząłem wybierać chude mięso i odtłuszczony nabiał. Tłuszcz zaś zacząłem dostarczać z orzechów, awokado, dyni, słonecznika i czekolady (zjadam tabliczkę czekolady 100% dziennie). Lubię też tłuste ryby.  W końcu odeszły zboża i produ...

Drożyzna w Polsce

Rzadko kiedy przyglądam się wydatkom, ale chyba wszystko drastycznie podrożało.  Rano poszliśmy z Marcinem na spacer. Sobota to nasz dzień, który spędzamy razem. Wyszliśmy przed śniadaniem i u znajomych w lokalnej kawiarni kupiliśmy po kawie ( 20 złotych ). Następnie podreptaliśmy do Riviery, w której zjedliśmy lunch: po 250 g mięsa plus surowe warzywa ( 88 zł - razem 108 zł ). Kolejnym zakupem były bezcukrowe i bezglutenowe ciastka do których wypiliśmy kolejne kawy ( 102 zł - razem 210 zł ). Po posiłku przez wiele godzin spacerowaliśmy. Udaliśmy się przez las na plażę i potem plażą doszliśmy do Orłowa, a następnie deptakiem wśród drzew do Sopotu. Cały czas rozmawialiśmy, planując rzeczy które musimy zrobić w związku z naszym wyjazdem.  W Sopocie postanowiliśmy zjeść sernik chałwowy i wypić po trzeciej i ostatniej kawie. Oczywiście mleko bez laktozy, a słodkości bez cukru, glutenu i jakiejkolwiek mąki ( 110 zł - razem 320 zł ). Następnie wróciliśmy do Gdyni na własnych nogach,...

Koniec lata

W Gdyni pogodnie, ale w powietrzu czuć jesień.  Spałem do 8:49. Wypiłem kawę i zacząłem pracować. Marcin poszedł do centrum, odebrać nowy paszport. Wrócił niedługo po południu i zjedliśmy lunch, po którym dalej pracowałem. Nagrywałem informacje zwrotne dla kursantek z grupy Mindfulness. Dość pracochłonne zajęcie. Po pracy, w okolicach 14, poszedłem na siłownię, następnie na saunę. Odpocząłem i jednocześnie opadłem z sił. Chyba znów za dużo wszystkiego. W drodze powrotnej kupiłem ciastka bez cukru i bez glutenu. Babeczki na mące migdałowej i brownie z kremem, chyba na zmielonych nasionach babki lancetowatej z kakao. W smaku słodkie i naprawdę pyszne. Mają kilkukrotnie mniejszą ilość kalorii, niż zwykle wypieki i wyjątkowo niski indeks glikemiczny. Marcin zaś eksperymentował w kuchni, co zaowocowało wyjątkowo smaczną potrawką. Rodzaj zapiekanki. Spód z mielonych migdałów, jajka i startej cukinii z wyczuwalnym smakiem czosnku i dużą ilość indyczego udźca, długo duszonego na wolnym ogn...

Gdynia. Próby strachu.

Odwiedziły nas Aneta z Tarą. Przyjechały w poniedziałek, podczas "prób wojenki" - ćwiczeń dowódczo-sztabowych służb ratowniczych i wojska, Scenariusz zakładał sytuację kryzysową, wiadomo jaką. Dzień wcześniej Doda odśpiewała Rotę w Kielcach, w przestrzeni ukazały się też wiadomości dotyczące zachowań, na wypadek ataku z powietrza. Ze swojej strony życzę wszystkim, którzy przygotowują i trzymają narrację napięcia i strachu, aby wszystkie obawy które wysyłają wróciły do nich jak bumerang i aby ich rodziny spotkało to, co planują i o czym piszą, próbując przywołać energię zniszczenia. Podjęliśmy decyzję o wyjeździe. Nie jestem w stanie żyć pod unijną dyktaturą, napędzaną jakimś połączeniem traumatycznego poczucia winy za przodków z chęcią wpuszczenia wszystkich kolorowych z ich pseudo wartościami. Nigdy nie zapomnę młodego Niemca, Eliasza, który przez jakiś czas mieszkał z nami w Sikkimie. - Niemcy mieli wiele prób i za każdym razem przyczyniali się do cierpienia innych. Pora ab...

Świadome wybory.

Babeczka na pierwszym planie ma tylko 173 kcal, dużo białka i jest prawie pozbawiona węglowodanów. Za nią znajduje się brownie z masą kakaową, z łączną wartością kaloryczną 200. Wszystko razem ma mniej niż 400 kcal, śladową ilość cukru i wiele wartości odżywczych. Lubię kierunek w jakim rozwija się zdrowa i smaczna kuchnia. Sam nauczyłem się komponować potrawy tak, aby zawierały to, co chcę dostarczać. Dzięki temu stołujemy się raczej w domu lub w restauracjach, które spełniają nasze żywieniowe wymagania. W sobotę pogoda w Trójmieście postanowiła nas rozpieścić. Zaraz po śniadaniu poszliśmy na spacer. Doszliśmy lasem do centrum Gdyni, później lasem i deptakami do Sopotu, następnie do Gdańska. W Jelitkowie skręciliśmy w las i później promenadą doszliśmy do Wrzeszcza. Łącznie 30 500 kroków, czyli ponad 20 kilometrów. Wróciliśmy do domu częściowo spacerem ( z Politechniki do Gdyni Redłowo podjechaliśmy kolejką ).  Po kolacji Marcin oglądał jakiś muzyczny program w telewizji, a ja zacz...

Gdynia. Rozkminy większe i mniejsze.

Angela Merkel użala się nad historią i twierdzi, że pęka jej serce z powodu miażdżącej wygranej partii Alternatywa dla Niemiec w wyborach regionalnych. Pusty śmiech mnie ogarnia na widok tej żałosnej bezczelności, bo to przecież jej wieloletnia polityka otwartego zaproszenia dla każdego z ulicy stworzyła ten cały europejski burdel , w którym nikt normalny nie czuje się już bezpiecznie. Do tego dorzucił się Donald Tusk, który po swojemu skomentował sprawę, tradycyjnie obrażając wszystkich wokół. I tak. Przyznaję, że tragedią jest wybór skrajnej, prorosyjskiej prawicy. Ale to wszystko dzieje się z powodu psychopatycznej, unijnej dyktatury i siłowej próby narzucania chorych ukazów! Ostatnie lewackie pomysły zmieniły poglądy tak wielu ludzi, że nawet mnie to dziwi. Gdzie to nas zaprowadzi? To akurat wiadomo. A lewactwo będzie się dziwiło i histerycznie wrzeszczało w zadziwieniu. Oglądam sobie mapy świata i z rozbawieniem czytam komentarze ludu. Dostarczają mi sporo rozrywki. Nie przypusz...

Cieszyn. TCM

Kolejna grupa zakończyła warsztaty. Tym razem oprócz pasji i radości z wykonywanej pracy, przyszło zmęczenie. Myślę, że oliwy do ognia dolały szczepionki i ich " wdrażanie odporności ", które jak mało co, rozłożyło mnie na łopatki.  Cieszyn ma ładny rynek. Poza tym okolice (jeśli ktoś lubi naturę) są bardzo ciekawe. Obok znajduje się wiele obszarów, w których można się zaszyć i połazić. Český Těšín, oddzielony krótkim mostkiem jest o wiele uboższy i zaniedbany. Ich skromny rynek wygląda jakby panował tam lockdown, a małe sklepy z alkoholami prowadzone są przez skośnookich (nie wiem skąd - wyglądają na Wietnamczyków). Jedynym plusem są nieco niższe ceny w markecie i fakt, że w niedzielę wszystko jest otwarte, tak więc mozna robić zakupy kiedy się chce.  Warsztaty skończyliśmy o 14:50 i po szybkim pożegnaniu i uściskach ruszyliśmy do Gdyni. Dojechaliśmy do domu o 21:37. Napisałem do mamy, odebrałem książkę z paczkomatu (Daisuke Yosumi " Odpuść" )  i poszedłem spać. 

Cieszyn. Warsztaty.

Sobota wieczór. Jestem przestymulowany, zmęczony i urobiony po pachy. Trzy dni warsztatów pod rząd robią swoje. Poza tym wszyscy zapisali się na zabiegi, tak więc przed i po warsztatach przyjmuję ludzi i robię, co trzeba.  Mieszkamy na rynku. Tymczasowe lokum ma 120 metrów kwadratowych i jest wyjątkowo wygodne. Nie mamy jednak czasu skorzystać z możliwości tego domu. A szkoda, bo jest cicho i panuje tu jakaś dobra energia. Jest też wanna, co oznacza, że późne wieczory po pracy spędzam w łazience, zażywając długotrwałych kąpieli.  Wczoraj po zajęciach zjedliśmy wspólną kolację. Dzisiaj nie dałem rady. Poszedłem tylko z Marcinem na krótki spacer do Czeskiego Cieszyna, zobaczylismy stary dworzec, zrobiliśmy zakupy i wróciliśmy do apartamentu.

Częstochowa. Ostatni dzień.

Obudziłem się bez gorączki. Ostatnie 36 godzin przecierpiałem, snując się z niebywale intensywnym bólem głowy. Wszystko zaczęło się nagle. Kładąc się spać, poczułem ucisk w głowie i sztywność karku. O 1:30 w nocy ból wyrwał mnie ze snu. Byłem spocony i miałem dreszcze. Szczepionka - pomyślałem i sięgnąłem po ulotkę. Działania uboczne szczepionki na żółtą febrę najczęściej pojawiają się w 8 dniu od przyjęcia dawki (...) w przypadku ciężkiego i uporczywego bólu głowy połączonego ze sztywnością karku należy niezwłocznie zgłosić się do działającej jednostki medycznej.  Sprawdziłem szyję. Bolała, ale mogłem ruszać głową we wszystkie strony. Temperatura rosła, ale nie osiągała szalonych wartości.  Po kilku godzinach usnąłem i obudziłem się w takim samym stanie. Dodatkowo moje stawy wydawały się odmawiać posłuszeństwa. Marcin czuł się kiepsko, ale nie tak, jak ja. O 11 przyszła mama. Poszliśmy na spacer i do galerii handlowej. Mało z tego chodzenia pamiętam, bo mój umysł pracował ja...