Przez wiele lat szukałem swojej diety i czego ja nie próbowałem? Były diety keto, wege, kopenhaskie lub jednoskładnikowe. W zamierzchłych czasach byłem nawet fruktorianinem, z zamiarem odżywiania się samą energią słońca. Cuda wianki!
Po pięćdziesiątce, gdy roztyłem się już zauważalnie, zacząłem eliminować. Na pierwszy ogień poszły owoce. Miesiąc po ich odstawieniu zauważyłem znaczną poprawę samopoczucia i spokój w jelitach. Cukru dodanego już wtedy nie spożywałem, jednak po odstawieniu owoców zacząłem jeść tylko produkty o niskimi indeksie glikemicznym oraz z maksymalną ilością cukrów naturalnych, do 4.5g/100mg.
Kolejnym krokiem było zwiększenie ilości białka, z dziennym, minimalnym spożyciem na poziomie 160g. Ograniczyłem też tłuszcze zwierzece. Zacząłem wybierać chude mięso i odtłuszczony nabiał. Tłuszcz zaś zacząłem dostarczać z orzechów, awokado, dyni, słonecznika i czekolady (zjadam tabliczkę czekolady 100% dziennie). Lubię też tłuste ryby.
W końcu odeszły zboża i produkty z nich zrobione. Stopniowo przestawałem jeść makarony, chleby, wypieki, w końcu ryże i wszelkie inne tego typu produkty. Ostatni był alkohol. Moja wielka przyjemność, na szczęście nie uzależnienie. Kiedyś nie wyobrażałem sobie życia bez whisky i wina. Teraz zapominam jak wyglądało życie po spożyciu kilku głębszych.
Co mi to wszystko dało?
1. Schudłem. Wyglądam tak, jak chcę.
2. Mam taką kondycję, której sobie życzę. Co to znaczy? Na dzień dzisiejszy mogę wbiec na 10 piętro bez żadnego zmęczenia, mogę przebiec 5 kilometrów bez zadyszki, przejść 20 kilometrów i nie czuć zakwasów itd.
3. Budzę się wypoczęty. Śpię znów po 6-7 godzin i to mi wystarcza, nie zawieszam się i nie mam problemów z koncentracją (niski cukier, odpowiednie ciśnienie krwi, zbilansowany poziom hormonów).
4. Cholesterol, cukier, hormony wróciły do swoich norm. Przede wszystkim zniknęło zagrożenie insulinoopornością. Ciśnieniomierz wskazuje 105/65, a było już na granicy normy.
5. Zniknęło wewnętrzne napięcie, swędzenie, krostki we włosach, ziewanie, ociężałość, wahania nastroju, koszmary senne i częste wybudzanie, chrapanie, duszności i wiele innych.
Chyba było warto.
Czy to na zawsze? Czy taka dieta zapewnia coś więcej? Daję jakieś obietnice? Raczej nie. W mojej rodzinie były osoby, które chlały, jadły co popadnie i obżerały się cukrem. Żyły ponad 90 lat, ale nie w zdrowiu. Ostatnie 20 albo 30 lat życia takich osób, najczęściej polegało na przesiadywaniu w przychodniach lub na leżeniu w łóżkach po udarach, albo dzięki galopującej miażdżycy. Długość życia nie jest wyznacznikiem. Ale jakoś tak.
I to co w tej chwili mogę powiedzieć, to w słynnym tu i teraz jestem zadowolony ze swoich wyborów. Poza tym czuję się z tym dobrze. A to chyba o to chodzi, nie zaś o porównywanie się z innymi lub myśleniu o tym że się jest lepszym?

No i dobrze.
OdpowiedzUsuńSzybki jesteś.
UsuńSzybko powiadomienie dostałem o nowym wpisie :D
Usuń(a ten niebieski przy butach to nie wie, jakoś mi się kłóci z resztą stroju)
No zupełnie się nie znasz na modzie (◠‿◕)
Usuń