W Gdyni pogodnie, ale w powietrzu czuć jesień.
Spałem do 8:49. Wypiłem kawę i zacząłem pracować. Marcin poszedł do centrum, odebrać nowy paszport. Wrócił niedługo po południu i zjedliśmy lunch, po którym dalej pracowałem. Nagrywałem informacje zwrotne dla kursantek z grupy Mindfulness. Dość pracochłonne zajęcie.
Po pracy, w okolicach 14, poszedłem na siłownię, następnie na saunę. Odpocząłem i jednocześnie opadłem z sił. Chyba znów za dużo wszystkiego.
W drodze powrotnej kupiłem ciastka bez cukru i bez glutenu. Babeczki na mące migdałowej i brownie z kremem, chyba na zmielonych nasionach babki lancetowatej z kakao. W smaku słodkie i naprawdę pyszne. Mają kilkukrotnie mniejszą ilość kalorii, niż zwykle wypieki i wyjątkowo niski indeks glikemiczny.
Marcin zaś eksperymentował w kuchni, co zaowocowało wyjątkowo smaczną potrawką. Rodzaj zapiekanki. Spód z mielonych migdałów, jajka i startej cukinii z wyczuwalnym smakiem czosnku i dużą ilość indyczego udźca, długo duszonego na wolnym ogniu. Do tego kiszona kapusta. Coś wspaniałego!
Po kolacji obejrzeliśmy film "Latający mnich i tajemnica Da Vinci" w reżyserii Mariany Čengel-Solčanskiej. Muszę napisać, że zaskakująco dobry, choć o mało dynamicznej akcji. Potem Marcin oglądał coś na żywo, a ja czytałem i skończyłem pierwszy tom "Daru Anomalii" Pawła Zbroszczyka. Jeszcze nie mam wyrobionego zadania, póki co, po pierwszym tomie książkę oceniam jako przeciętną.



Surowo. Ja po pierwszym tomie dostrzegałem spory potencjał. Literacko mogłoby być lepiej, ale wymyślony świat był całkiem ciekawy.
OdpowiedzUsuńMnie zmęczyła monotonia tej ciągłej ucieczki, ukrywania się i nudy w podziemiu i zawężenie świata skrzydlatych do bycia myślą. Póki co przynajmniej.
Usuń