Przejdź do głównej zawartości

Siłownia.

Na kursach Mindfulness powtarzam, że najlepiej robić tylko te rzeczy, które przynoszą zadowolenie lub takie, w których sens wierzymy. Ja mam wiarę w sens ćwiczeń na siłowni. Robię to codziennie i chyba zdążyłem się do tego przyzwyczaić. Idę i ćwiczę, trochę gadam z ludźmi, których zdążyłem poznać, na tematy które mnie nie interesują, ale stanowią odskocznię od pracy. Tym samym muszę stwierdzić, że nie wszystko co robię jest moim ulubionym zajęciem i to w sumie jest w porządku. 

Nagrodą po ćwiczeniach jest sauna. 105°C, rozgrzane deski, prawie parzące powietrze wchodzące przez nozdrza do płuc. To uwielbiam. Pocę się jak kostka lodu nad ogniem przez kwadrans, tracąc płyny, a wraz z nimi toksyny. Później jest lodowaty 2 minutiwy prysznic i 20 minutowe leżakowanie. Następnie wszystko powtarzam trzy- lub czterokrotnie. Podczas saunowania wypijam 2 litry wody z elektrolitami. Potem spacerem wracam do domu. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Alicante. Halloween.

Po szkole* zjedliśmy lunch w lokalnej sieciówce** i pojechaliśmy do domu. Musiałem odpocząć i zrobić kilka rzeczy, związanych z pracą. Ufarbowalem włosy, nałożyłem maseczkę i pograłem w ulubioną grę na telefonie***. A wieczorem, zgodnie z planem pojechaliśmy do centrum. Nasza znajoma z którą byliśmy umówieni napisała, że mocno się spóźni. Musiała jeszcze jechać do parku, nazbierać granatów i wysłać do Polski. Trochę nas to rozbawiło, ale ok. Poszliśmy na kolację sami. Zamówiliśmy pad thai, wiosenne bułeczki z krewetkami i butelkę lokalnego wina. Pycha i bardzo tanio (€31 łącznie). Później dołączyła Kasia i w ramach rekompensaty przyprowadziła czterech chłopaków, żebyśmy od razu mieli znajomych. Faceci okazali się bardzo zabawowi i ciągle kupowali wszystkim kolejki, tak więc dość szybko rzuciliśmy się w wir zabawy. Po jakimś czasie dołączyli do nas kolejni znajomi i jacyś Chińczycy, którzy z uwielbieniem wychwalali "naszą Hiszpanię".  Poza tym wszyscy składali nam życzenia, bo...

Koniec lata

W Gdyni pogodnie, ale w powietrzu czuć jesień.  Spałem do 8:49. Wypiłem kawę i zacząłem pracować. Marcin poszedł do centrum, odebrać nowy paszport. Wrócił niedługo po południu i zjedliśmy lunch, po którym dalej pracowałem. Nagrywałem informacje zwrotne dla kursantek z grupy Mindfulness. Dość pracochłonne zajęcie. Po pracy, w okolicach 14, poszedłem na siłownię, następnie na saunę. Odpocząłem i jednocześnie opadłem z sił. Chyba znów za dużo wszystkiego. W drodze powrotnej kupiłem ciastka bez cukru i bez glutenu. Babeczki na mące migdałowej i brownie z kremem, chyba na zmielonych nasionach babki lancetowatej z kakao. W smaku słodkie i naprawdę pyszne. Mają kilkukrotnie mniejszą ilość kalorii, niż zwykle wypieki i wyjątkowo niski indeks glikemiczny. Marcin zaś eksperymentował w kuchni, co zaowocowało wyjątkowo smaczną potrawką. Rodzaj zapiekanki. Spód z mielonych migdałów, jajka i startej cukinii z wyczuwalnym smakiem czosnku i dużą ilość indyczego udźca, długo duszonego na wolnym ogn...

A dzisiaj nie o nas.

Z cyklu "muszę, bo się uduszę".  Prawie nigdy nie wyrażam poglądów politycznych, ale dzisiaj to zrobię, bo męczy mnie "jedyna i słuszna" narracja ciasnych umysłowo, smutnych ludzi, którzy w życiu prywatnym dorobili się nieudanych rodzin, traum i depresji. Zastanawiam się, czy są zwyczajnie tępi i pozbawieni empatii, czy mszczą się na innych za własny ból dupy? Emigracja Spójrzmy na Londyn. Setki tysięcy ludzi wyszło na ulice, bo mają dość pieprzonej różnorodności : emigrantów, którzy żyją z zasiłków i tych, którzy latają z maczetami po ulicach. I jeszcze jednego mają dość - kneblowania! Bo w obecnych czasach "słodkiej poprawności językowej"  nie wolno powiedzieć, że czarny zabił, napadł, albo dokonał przestępstwa. W UK nie upublicznia się rasy przestępców. Ale ludzie mają oczy. Na Tootingu gdzie mieszkałem przez dekadę, w każdym tygodniu ktoś kogoś mordował. I nigdy, przez te wszystkie lata nie była to biała osoba. Brytyjczycy przegłosowali wyjście z Unii...