Kolejna grupa zakończyła warsztaty. Tym razem oprócz pasji i radości z wykonywanej pracy, przyszło zmęczenie. Myślę, że oliwy do ognia dolały szczepionki i ich "wdrażanie odporności", które jak mało co, rozłożyło mnie na łopatki.
Cieszyn ma ładny rynek. Poza tym okolice (jeśli ktoś lubi naturę) są bardzo ciekawe. Obok znajduje się wiele obszarów, w których można się zaszyć i połazić. Český Těšín, oddzielony krótkim mostkiem jest o wiele uboższy i zaniedbany. Ich skromny rynek wygląda jakby panował tam lockdown, a małe sklepy z alkoholami prowadzone są przez skośnookich (nie wiem skąd - wyglądają na Wietnamczyków). Jedynym plusem są nieco niższe ceny w markecie i fakt, że w niedzielę wszystko jest otwarte, tak więc mozna robić zakupy kiedy się chce.
Warsztaty skończyliśmy o 14:50 i po szybkim pożegnaniu i uściskach ruszyliśmy do Gdyni. Dojechaliśmy do domu o 21:37. Napisałem do mamy, odebrałem książkę z paczkomatu (Daisuke Yosumi "Odpuść") i poszedłem spać.

Komentarze
Prześlij komentarz