Ostatnio zaczynam się zastanawiać nad rzeczami ważnymi (przynajmniej dla mnie) i nie wiem, gdzie mnie to zaprowadzi. Tutaj też rodzi się pytanie, czy jest (w tym wszystkim) jakiś cel?
Jeden z moich mistrzów duchowych twierdzi, że "w życiu doczesnym nie ma niczego do osiągnięcia", ale żeby zrozumieć to zdanie trzeba pojąć filozofię buddyjską; inaczej jakikolwiek dialog nie ma sensu. To trochę tak, jakbyśmy śniąc, chcieli coś z tych nocnych marzeń zatrzymać. Kto ma zrozumieć, wie o co chodzi; kto nie - potrzebuje być może czasu.
Kruszą się słabe znajomości. Tutaj mam swój wkład własny - nie dorzucam drzew do ognia. Przestałem się starać i dbać o to, co jednostronne. Ani mi żal, ani się nie zastanawiam. Po raz pierwszy w życiu uprawiam ghosting i w sumie zaczynam to lubić. Po co miałbym tracić energię na jakiejkolwiek wyjaśnienia?
Myślę też o tym, czy dobrze obieram kierunki. Chodzi o wszelkiego rodzaju życiowe wybory - jednak co miałoby o tym decydować poza własnym widzimisię? I czy nie jest ono na tyle subiektywne, żeby było dowolne? Pewnie tak, dlatego każdy kierunek jest dobry. Byleby było mi dobrze. No i właśnie - czy jest mi dobrze? A skąd mam wiedzieć, skoro nie mam porównania do innego siebie samego? Przecież się nie rozdwoję, a mżonki i przemyślenia są tylko niesprawdzoną teorią.
Taki jestem wewnątrz. Myślę, że tam jestem sam, choć być może nie samotny. Lubię ten mój nienaruszalny środek.

Komentarze
Prześlij komentarz