Przejdź do głównej zawartości

Takie tylko moje.

Ostatnio zaczynam się zastanawiać nad rzeczami ważnymi (przynajmniej dla mnie) i nie wiem, gdzie mnie to zaprowadzi. Tutaj też rodzi się pytanie, czy jest (w tym wszystkim) jakiś cel? 

Jeden z moich mistrzów duchowych twierdzi, że "w życiu doczesnym nie ma niczego do osiągnięcia", ale żeby zrozumieć to zdanie trzeba pojąć filozofię buddyjską; inaczej jakikolwiek dialog nie ma sensu. To trochę tak, jakbyśmy śniąc, chcieli coś z tych nocnych marzeń zatrzymać. Kto ma zrozumieć, wie o co chodzi; kto nie - potrzebuje być może czasu.

Kruszą się słabe znajomości. Tutaj mam swój wkład własny - nie dorzucam drzew do ognia. Przestałem się starać i dbać o to, co jednostronne. Ani mi żal, ani się nie zastanawiam. Po raz pierwszy w życiu uprawiam ghosting i w sumie zaczynam to lubić. Po co miałbym tracić energię na jakiejkolwiek wyjaśnienia? 

Myślę też o tym, czy dobrze obieram kierunki. Chodzi o wszelkiego rodzaju życiowe wybory - jednak co miałoby o tym decydować poza własnym widzimisię? I czy nie jest ono na tyle subiektywne, żeby było dowolne? Pewnie tak, dlatego każdy kierunek jest dobry. Byleby było mi dobrze. No i właśnie - czy jest mi dobrze? A skąd mam wiedzieć, skoro nie mam porównania do innego siebie samego? Przecież się nie rozdwoję, a mżonki i przemyślenia są tylko niesprawdzoną teorią.

Taki jestem wewnątrz. Myślę, że tam jestem sam, choć być może nie samotny. Lubię ten mój nienaruszalny środek.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Alicante. Halloween.

Po szkole* zjedliśmy lunch w lokalnej sieciówce** i pojechaliśmy do domu. Musiałem odpocząć i zrobić kilka rzeczy, związanych z pracą. Ufarbowalem włosy, nałożyłem maseczkę i pograłem w ulubioną grę na telefonie***. A wieczorem, zgodnie z planem pojechaliśmy do centrum. Nasza znajoma z którą byliśmy umówieni napisała, że mocno się spóźni. Musiała jeszcze jechać do parku, nazbierać granatów i wysłać do Polski. Trochę nas to rozbawiło, ale ok. Poszliśmy na kolację sami. Zamówiliśmy pad thai, wiosenne bułeczki z krewetkami i butelkę lokalnego wina. Pycha i bardzo tanio (€31 łącznie). Później dołączyła Kasia i w ramach rekompensaty przyprowadziła czterech chłopaków, żebyśmy od razu mieli znajomych. Faceci okazali się bardzo zabawowi i ciągle kupowali wszystkim kolejki, tak więc dość szybko rzuciliśmy się w wir zabawy. Po jakimś czasie dołączyli do nas kolejni znajomi i jacyś Chińczycy, którzy z uwielbieniem wychwalali "naszą Hiszpanię".  Poza tym wszyscy składali nam życzenia, bo...

Koniec lata

W Gdyni pogodnie, ale w powietrzu czuć jesień.  Spałem do 8:49. Wypiłem kawę i zacząłem pracować. Marcin poszedł do centrum, odebrać nowy paszport. Wrócił niedługo po południu i zjedliśmy lunch, po którym dalej pracowałem. Nagrywałem informacje zwrotne dla kursantek z grupy Mindfulness. Dość pracochłonne zajęcie. Po pracy, w okolicach 14, poszedłem na siłownię, następnie na saunę. Odpocząłem i jednocześnie opadłem z sił. Chyba znów za dużo wszystkiego. W drodze powrotnej kupiłem ciastka bez cukru i bez glutenu. Babeczki na mące migdałowej i brownie z kremem, chyba na zmielonych nasionach babki lancetowatej z kakao. W smaku słodkie i naprawdę pyszne. Mają kilkukrotnie mniejszą ilość kalorii, niż zwykle wypieki i wyjątkowo niski indeks glikemiczny. Marcin zaś eksperymentował w kuchni, co zaowocowało wyjątkowo smaczną potrawką. Rodzaj zapiekanki. Spód z mielonych migdałów, jajka i startej cukinii z wyczuwalnym smakiem czosnku i dużą ilość indyczego udźca, długo duszonego na wolnym ogn...

A dzisiaj nie o nas.

Z cyklu "muszę, bo się uduszę".  Prawie nigdy nie wyrażam poglądów politycznych, ale dzisiaj to zrobię, bo męczy mnie "jedyna i słuszna" narracja ciasnych umysłowo, smutnych ludzi, którzy w życiu prywatnym dorobili się nieudanych rodzin, traum i depresji. Zastanawiam się, czy są zwyczajnie tępi i pozbawieni empatii, czy mszczą się na innych za własny ból dupy? Emigracja Spójrzmy na Londyn. Setki tysięcy ludzi wyszło na ulice, bo mają dość pieprzonej różnorodności : emigrantów, którzy żyją z zasiłków i tych, którzy latają z maczetami po ulicach. I jeszcze jednego mają dość - kneblowania! Bo w obecnych czasach "słodkiej poprawności językowej"  nie wolno powiedzieć, że czarny zabił, napadł, albo dokonał przestępstwa. W UK nie upublicznia się rasy przestępców. Ale ludzie mają oczy. Na Tootingu gdzie mieszkałem przez dekadę, w każdym tygodniu ktoś kogoś mordował. I nigdy, przez te wszystkie lata nie była to biała osoba. Brytyjczycy przegłosowali wyjście z Unii...