Przejdź do głównej zawartości

Częstochowa. Wieczór z muzyką.

Kadr z filmu który kręciliśmy tańcząc

Przyjechaliśmy do Częstochowy planowo. Poszliśmy do mieszkania, zrzuciliśmy rzeczy i zaraz potem pojechaliśmy do gospody, gdzie zaplanowałem urodziny mamy. Dopłaciłem resztę, jeszcze raz sprawdziłem menu i ustaliłem ilość napojów alkoholowych. Zaraz potem pojechaliśmy do mamy. 

Michał (mój brat) towarzyszył nam przez cały czas i po raz pierwszy od dawna rozmawialiśmy długo. Pokazywał nam swoje sklepy internetowe, co być może zaowocuje w naszej rodzinnej współpracy. Ponieważ realizuje się w handlu, mogę zamawiać herbatę z Nepalu i Sikimu, aby Michał ją tutaj w Polsce sprzedawał i miał stały dochód. Herbaty tam są naprawdę dobre gatunkowo i bardzo często pijemy prosto z plantacji. Znam lokalnych dostawców z Dardżylingu, Assamu i wielu nepalskich plantacji. Być może jest to dobry pomysł. 

Wieczorem spotkaliśmy się z Justyną i był to naprawdę fajny wieczór. Przede wszystkim miasto było rozśpiewane i roztańczone, pełne ludzi i ciekawych wydarzeń. Byliśmy mocno zaskoczeni, a potem dowiedzieliśmy się, że trafiliśmy na "dni Częstochowy". Stąd ten rozmach. 

Wieczorem zjadłem najlepszego tatara na świecie. Nie wiem jak go zrobili ale był absolutnie genialny. Następnie wjechał cesarski półmisek z kurczakiem na sałacie, równie smaczny. Poszliśmy spać o 1:00 w nocy i w końcu wyspałem się porządnie. 



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Alicante. Halloween.

Po szkole* zjedliśmy lunch w lokalnej sieciówce** i pojechaliśmy do domu. Musiałem odpocząć i zrobić kilka rzeczy, związanych z pracą. Ufarbowalem włosy, nałożyłem maseczkę i pograłem w ulubioną grę na telefonie***. A wieczorem, zgodnie z planem pojechaliśmy do centrum. Nasza znajoma z którą byliśmy umówieni napisała, że mocno się spóźni. Musiała jeszcze jechać do parku, nazbierać granatów i wysłać do Polski. Trochę nas to rozbawiło, ale ok. Poszliśmy na kolację sami. Zamówiliśmy pad thai, wiosenne bułeczki z krewetkami i butelkę lokalnego wina. Pycha i bardzo tanio (€31 łącznie). Później dołączyła Kasia i w ramach rekompensaty przyprowadziła czterech chłopaków, żebyśmy od razu mieli znajomych. Faceci okazali się bardzo zabawowi i ciągle kupowali wszystkim kolejki, tak więc dość szybko rzuciliśmy się w wir zabawy. Po jakimś czasie dołączyli do nas kolejni znajomi i jacyś Chińczycy, którzy z uwielbieniem wychwalali "naszą Hiszpanię".  Poza tym wszyscy składali nam życzenia, bo...

A dzisiaj nie o nas.

Z cyklu "muszę, bo się uduszę".  Prawie nigdy nie wyrażam poglądów politycznych, ale dzisiaj to zrobię, bo męczy mnie "jedyna i słuszna" narracja ciasnych umysłowo, smutnych ludzi, którzy w życiu prywatnym dorobili się nieudanych rodzin, traum i depresji. Zastanawiam się, czy są zwyczajnie tępi i pozbawieni empatii, czy mszczą się na innych za własny ból dupy? Emigracja Spójrzmy na Londyn. Setki tysięcy ludzi wyszło na ulice, bo mają dość pieprzonej różnorodności : emigrantów, którzy żyją z zasiłków i tych, którzy latają z maczetami po ulicach. I jeszcze jednego mają dość - kneblowania! Bo w obecnych czasach "słodkiej poprawności językowej"  nie wolno powiedzieć, że czarny zabił, napadł, albo dokonał przestępstwa. W UK nie upublicznia się rasy przestępców. Ale ludzie mają oczy. Na Tootingu gdzie mieszkałem przez dekadę, w każdym tygodniu ktoś kogoś mordował. I nigdy, przez te wszystkie lata nie była to biała osoba. Brytyjczycy przegłosowali wyjście z Unii...

Gdynia. Noc Kupały.

Rano dostaliśmy alert, że burze z piorunami będą. Nie wiedziałem, że będzie to proroctwo dotyczące naszego życia, a nie pogody.  Po lunchu pojechaliśmy do Jelitkowa kolejką SKM i poszliśmy spacerem, w stronę Gdyni. To daleko, ale mieliśmy ochotę na spacer. Mimo głupawych ostrzeżeń, niebo było błękitne, a temperatura przyjemnie wysoka. Doszliśmy do Sopotu i poszliśmy do bezcukrowej kawiarnii na ciastko. Fot Cake robi takie że akurat 0% tłuszczu, z erytrytolem. Smak jest naprawdę dobry. Następnie postanowiliśmy oddać butelki w Żabce, mieszczącej się na sopockim "monciaku". Sprzedawca od początku był agresywny. Odmówił przyjęcia butelek. Powiedział że maszyna jest pełna i nie ma żadnego obowiązku i opróżniać. Na nic się zdało moje tłumaczenie. W końcu otworzyłem tą małą maszynkę i chciałem ją upchać butelki. W tym czasie jedna pracownica zamknęła drzwi, uniemożliwiając wyjście wszystkim klientom a sprzedawca wstrzymał obsługiwanie i wezwał policję. Przyjechali na sygnale po 10 m...