Przejdź do głównej zawartości

Berlin. Immunizacja.

W klinice

W poniedziałek wstaliśmy koło 10:00. Poszliśmy na dół do Starbucksa na kawę i potem prosto do kliniki medycyny tropikalnej, na szczepienie nową, niedostępną jeszcze w Polsce szczepionką o zabawnej nazwie Vimkunya, chroniącej przed jeszcze zabawniejszą z nazwy chorobą -chicungunya

Wypełniliśmy formularze i po krótkiej rozmowie zostaliśmy zaszczepieni. Samo podanie dość dużej ilości płynu okazało się mało przyjemne, ramię jednak przestało boleć po kilku minutach. 

Szukając miejsca na lunch, odkryliśmy koreańską knajpkę w stylu "bierz co chcesz i komponuj zupę". Wygląda to tak, że w lodówkach leżą różnego rodzaju produkty, które wrzuca się do koszyka. Potem przy ladzie wybiera się bulion i wszystko zalewa wrzącym wywarem. 

Moja zupa miała 735 kcal i była bardzo sycąca! Wybrałem rosół grzybowy. Pycha.

Następnie poszliśmy na długi spacer po Berlinie. Mało się zmieniło, ale nasze ulubione miejsca nadal tętnią życiem. Kawiarenki na Nollendorfkiez, a zwłaszcza na Schöneberg były pełne ludzi, ubranych trochę jesiennie, bo aura mimo słońca była raczej wrześniowa. 

Poszliśmy do No Sugar Factory na czekoladowe ciastko z wiśniami (porcja 307 kcal) i wegańskie, czekoladowe lody na stewii (porcja 160 kcal). Ten kto nie jadł, nie uwierzy w przysłowiowe niebo w gębie. Śnić będzie mi się, dopóki nie nauczę się tego wypiekać! Lody dobre, ale ciasto... pomyślałem sobie, że jak otworzę kawiarnię w Asuncion, to właśnie takie będziemy robić. Nie wiem tylko, czy w Paragwaju dostaniemy wiśnie.

Potem znów zaliczyliśmy długi spacer i zrobiliśmy po 32000 kroków. Po 18 nasycyliśmy się mięsem mieszanym i poszliśmy do apartamentu. Pracowałem do północy. 

We wtorek stwierdziłem, że wrócimy do kliniki po jeszcze jedną szczepionkę, na żółtą febrę. Trochę się obawiałem samopoczucia po dwóch różnych dawkach, jednak zwyciężyły powody ekonomiczne. W Niemczech było dwukrotnie taniej, poza tym mieliśmy zniżkę przy zakupie dwóch. No i to też sobie wstrzyknęliśmy (Marcin dwie, w jedno ramię - będzie cierpiał).

Po obiedzie pojechaliśmy na dworzec, zahaczając o sklep bio, z którego wyszliśmy z reklamówkami przysmaków, głównie z nasionami kakao, czekoladami 100%, kiełbasami ekologicznymi, oliwkami i różnego rodzaju orzechami. A teraz jedziemy pociągiem, który po raz pierwszy w historii moich niemieckich podróży, ruszył o czasie!


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Alicante. Halloween.

Po szkole* zjedliśmy lunch w lokalnej sieciówce** i pojechaliśmy do domu. Musiałem odpocząć i zrobić kilka rzeczy, związanych z pracą. Ufarbowalem włosy, nałożyłem maseczkę i pograłem w ulubioną grę na telefonie***. A wieczorem, zgodnie z planem pojechaliśmy do centrum. Nasza znajoma z którą byliśmy umówieni napisała, że mocno się spóźni. Musiała jeszcze jechać do parku, nazbierać granatów i wysłać do Polski. Trochę nas to rozbawiło, ale ok. Poszliśmy na kolację sami. Zamówiliśmy pad thai, wiosenne bułeczki z krewetkami i butelkę lokalnego wina. Pycha i bardzo tanio (€31 łącznie). Później dołączyła Kasia i w ramach rekompensaty przyprowadziła czterech chłopaków, żebyśmy od razu mieli znajomych. Faceci okazali się bardzo zabawowi i ciągle kupowali wszystkim kolejki, tak więc dość szybko rzuciliśmy się w wir zabawy. Po jakimś czasie dołączyli do nas kolejni znajomi i jacyś Chińczycy, którzy z uwielbieniem wychwalali "naszą Hiszpanię".  Poza tym wszyscy składali nam życzenia, bo...

A dzisiaj nie o nas.

Z cyklu "muszę, bo się uduszę".  Prawie nigdy nie wyrażam poglądów politycznych, ale dzisiaj to zrobię, bo męczy mnie "jedyna i słuszna" narracja ciasnych umysłowo, smutnych ludzi, którzy w życiu prywatnym dorobili się nieudanych rodzin, traum i depresji. Zastanawiam się, czy są zwyczajnie tępi i pozbawieni empatii, czy mszczą się na innych za własny ból dupy? Emigracja Spójrzmy na Londyn. Setki tysięcy ludzi wyszło na ulice, bo mają dość pieprzonej różnorodności : emigrantów, którzy żyją z zasiłków i tych, którzy latają z maczetami po ulicach. I jeszcze jednego mają dość - kneblowania! Bo w obecnych czasach "słodkiej poprawności językowej"  nie wolno powiedzieć, że czarny zabił, napadł, albo dokonał przestępstwa. W UK nie upublicznia się rasy przestępców. Ale ludzie mają oczy. Na Tootingu gdzie mieszkałem przez dekadę, w każdym tygodniu ktoś kogoś mordował. I nigdy, przez te wszystkie lata nie była to biała osoba. Brytyjczycy przegłosowali wyjście z Unii...

Gdynia. Noc Kupały.

Rano dostaliśmy alert, że burze z piorunami będą. Nie wiedziałem, że będzie to proroctwo dotyczące naszego życia, a nie pogody.  Po lunchu pojechaliśmy do Jelitkowa kolejką SKM i poszliśmy spacerem, w stronę Gdyni. To daleko, ale mieliśmy ochotę na spacer. Mimo głupawych ostrzeżeń, niebo było błękitne, a temperatura przyjemnie wysoka. Doszliśmy do Sopotu i poszliśmy do bezcukrowej kawiarnii na ciastko. Fot Cake robi takie że akurat 0% tłuszczu, z erytrytolem. Smak jest naprawdę dobry. Następnie postanowiliśmy oddać butelki w Żabce, mieszczącej się na sopockim "monciaku". Sprzedawca od początku był agresywny. Odmówił przyjęcia butelek. Powiedział że maszyna jest pełna i nie ma żadnego obowiązku i opróżniać. Na nic się zdało moje tłumaczenie. W końcu otworzyłem tą małą maszynkę i chciałem ją upchać butelki. W tym czasie jedna pracownica zamknęła drzwi, uniemożliwiając wyjście wszystkim klientom a sprzedawca wstrzymał obsługiwanie i wezwał policję. Przyjechali na sygnale po 10 m...