Przejdź do głównej zawartości

Gdynia. Codzienność.

Tiramisu bez cukru i kawa bez laktozy

Złożyłem kolejny numer Re-Genery. Oczywiście operator doczepił się spadów, co zignorowałem. Gość musi tego nie widzieć na swoim programie, albo lubi ględzić. Mnie wystarczy świadomość, że wiem co robię. Wszystkie druki do tej pory były takie, jak założyłem. 

Kolekcja książek 

Kupiłem książki. Serię „Dzieci czasu” Adriana Tchaikovsky’ego. Jutro mają dojść InPostem do paczkomatu. To saga science fiction o przetrwaniu ludzkości, która w kosmosie spotyka nowe, inteligentne cywilizacje rozwinięte z ziemskich zwierząt. Zamiast typowej wojny, historia skupia się na próbach porozumienia się między skrajnie różnymi gatunkami. Intrygowało mnie w opisie spojrzenie na ewolucję i naturę świadomości. 

Ciągle nie podjęliśmy decyzji o miejscu docelowym naszego wyjazdu i być może przeprowadzki. Mam wątpliwości i być może zbyt szczegółowo przyglądam się różnym sprawom. Marcin jest zbyt bierny. Ani to, ani tamto nie pomagają.

Montevideo 

Urugwaj to kraj przypominający Europę, z raczej umiarkowanym klimatem. Zagrożeń epidemiologicznych brak (rzadkie przypadki dengi, nie częstsze niż w Grecji). Jest spokojnie, gospodarczo stabilnie i bardzo drogo. Ceny porównywalne są z Paryżem lub Madrytem, dostępność towarów z Europy jest mała, co dodatkowo zawyża ceny towarów importowanych. 

Aby żyć godnie potrzeba 3500$ miesięcznie na osobę (5000$ na parę), chyba że kupi się mieszkanie (kawalerka w granicach 120.000$), wtedy koszty wynajmu odpadają. Podatki są dość wysokie, do 32%. Służba zdrowia od przeciętnej (państwowa) do bardzo dobrej (prywatną - koszt abonamentu miesięcznego ok. 450$). Kraj jest otwarty na LGBT, sztukę i rozwój. Mieszkańcy cenią nowe rzeczy i lubią próbować nowości. Urugwaj ma dostęp do morza i jeden z najdłuższych nadmorskich deptaków. Oprócz stolicy można mieszkać w mniejszych miastach, które są tańsze i bardzo spokojne. Na wsiach przestępczość (kradzieże) wzrasta, ale nadal w rankingach jest bardzo bezpiecznie.

Assuncion 

Paragwaj to kraj rozwijający się, przypominający Azję, z bardzo gorącym, wilgotnym klimatem. Zagrożeń epidemiologicznych jest wiele: denga, chicungunya, zika oraz rzadsze choroby przenoszone przez pluskwy, gryzonie i inne drobne owady. Na choroby jesteśmy zaszczepieni i indywidualne ryzyko jest bliskie zeru. Jest dynamicznie, ale to kraj wesoły i raczej bezpieczny (poza rejonami granicznymi z Brazylią). Ceny są najniższe w Ameryce Południowej, a o towary importowane trudno (po niektóre jeździ się do Argentyny). Gospodarczo stabilnie i niezwykle łatwo tam otworzyć i rozwinąć biznes. 


Aby żyć godnie potrzeba 1500$ (na parę 2200$). Tu muszę napisać, że większość mieszkańców zarabia 500$ i też normalnie żyje. Kawalerkę w stolicy można kupić za 40000$, dom z ogrodem za 100000$. Służba zdrowia jest kiepska (bezpłatna) lub zadowalająca (prywatna - koszt za wizytę lub około 100$ miesięcznie). Podatki są zerowe dla przychodów z firm zagranicznych (wtedy po uzyskaniu rezydencji podatkowej w ogóle nie musiałbym płacić podatków), a dochody lokalne opodatkowane są do maksymalnych 10%. Kraj nie rozpoznaje praw mniejszości, ale ich dodatkowo nie dyskryminuje. Paragwaj nie ma morza, tylko bardzo szerokie rzeki i wodospady. Oprócz stolicy można mieszkać w małych miasteczkach lub na wsiach odciętych od cywilizacji. Poziom bezpieczeństwa na wsiach zależy od położenia, są rejony bardzo bezpieczne i takie, gdzie trzeba uważać.


Komentarze

  1. Tego cyklu akurat nie znam, ale Vesper ogólnie wydaje niezłą fantastykę.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Alicante. Halloween.

Po szkole* zjedliśmy lunch w lokalnej sieciówce** i pojechaliśmy do domu. Musiałem odpocząć i zrobić kilka rzeczy, związanych z pracą. Ufarbowalem włosy, nałożyłem maseczkę i pograłem w ulubioną grę na telefonie***. A wieczorem, zgodnie z planem pojechaliśmy do centrum. Nasza znajoma z którą byliśmy umówieni napisała, że mocno się spóźni. Musiała jeszcze jechać do parku, nazbierać granatów i wysłać do Polski. Trochę nas to rozbawiło, ale ok. Poszliśmy na kolację sami. Zamówiliśmy pad thai, wiosenne bułeczki z krewetkami i butelkę lokalnego wina. Pycha i bardzo tanio (€31 łącznie). Później dołączyła Kasia i w ramach rekompensaty przyprowadziła czterech chłopaków, żebyśmy od razu mieli znajomych. Faceci okazali się bardzo zabawowi i ciągle kupowali wszystkim kolejki, tak więc dość szybko rzuciliśmy się w wir zabawy. Po jakimś czasie dołączyli do nas kolejni znajomi i jacyś Chińczycy, którzy z uwielbieniem wychwalali "naszą Hiszpanię".  Poza tym wszyscy składali nam życzenia, bo...

A dzisiaj nie o nas.

Z cyklu "muszę, bo się uduszę".  Prawie nigdy nie wyrażam poglądów politycznych, ale dzisiaj to zrobię, bo męczy mnie "jedyna i słuszna" narracja ciasnych umysłowo, smutnych ludzi, którzy w życiu prywatnym dorobili się nieudanych rodzin, traum i depresji. Zastanawiam się, czy są zwyczajnie tępi i pozbawieni empatii, czy mszczą się na innych za własny ból dupy? Emigracja Spójrzmy na Londyn. Setki tysięcy ludzi wyszło na ulice, bo mają dość pieprzonej różnorodności : emigrantów, którzy żyją z zasiłków i tych, którzy latają z maczetami po ulicach. I jeszcze jednego mają dość - kneblowania! Bo w obecnych czasach "słodkiej poprawności językowej"  nie wolno powiedzieć, że czarny zabił, napadł, albo dokonał przestępstwa. W UK nie upublicznia się rasy przestępców. Ale ludzie mają oczy. Na Tootingu gdzie mieszkałem przez dekadę, w każdym tygodniu ktoś kogoś mordował. I nigdy, przez te wszystkie lata nie była to biała osoba. Brytyjczycy przegłosowali wyjście z Unii...

Gdynia. Noc Kupały.

Rano dostaliśmy alert, że burze z piorunami będą. Nie wiedziałem, że będzie to proroctwo dotyczące naszego życia, a nie pogody.  Po lunchu pojechaliśmy do Jelitkowa kolejką SKM i poszliśmy spacerem, w stronę Gdyni. To daleko, ale mieliśmy ochotę na spacer. Mimo głupawych ostrzeżeń, niebo było błękitne, a temperatura przyjemnie wysoka. Doszliśmy do Sopotu i poszliśmy do bezcukrowej kawiarnii na ciastko. Fot Cake robi takie że akurat 0% tłuszczu, z erytrytolem. Smak jest naprawdę dobry. Następnie postanowiliśmy oddać butelki w Żabce, mieszczącej się na sopockim "monciaku". Sprzedawca od początku był agresywny. Odmówił przyjęcia butelek. Powiedział że maszyna jest pełna i nie ma żadnego obowiązku i opróżniać. Na nic się zdało moje tłumaczenie. W końcu otworzyłem tą małą maszynkę i chciałem ją upchać butelki. W tym czasie jedna pracownica zamknęła drzwi, uniemożliwiając wyjście wszystkim klientom a sprzedawca wstrzymał obsługiwanie i wezwał policję. Przyjechali na sygnale po 10 m...