Przejdź do głównej zawartości

Gdynia. Jak w kołowrotku

W niedzielę poszliśmy na spacer tam, gdzie jeszcze nigdy nie chodziliśmy. Idąc wzdłuż starych doków, kolorowych silosów, po jakichś mostkach i drogach obrośniętych pachnącymi mirabelkami, doszliśmy do budynku starego portu, w którym dziś mieści się Muzeum Emigracji.

Wyszliśmy pozytywnie zaskoczeni, ze świadomością, że emigracja kształtuje świat i zawsze występowała. Później dyskutowaliśmy na ten temat. Bo czy powinniśmy wpuszczać wszędzie wszystkich? Według nas, zdecydowanie nie. Jesteśmy zagorzałymi przeciwnikami masowego napływu ludzi, którzy nie chcą się zapoznawać z obowiązującą w danym miejscu kulturą.

Typowe śniadanie na slodko

Poza tym żyję trochę, jak w kołowrotku. Prowadzę szkolenia, organizuję kolejne warsztaty, tworzę kolejne numery miesięcznika, piszę kolejną książkę, chodzę na siłownię (rano) i na saunę (późnym wieczorem). 

Planuję też rozszerzyć działalność i skorzystać z dobrodziejstw AI, tam gdzie może ona się przydać (faktury, automatyczne odpowiedzi, udzielanie telefonicznych, szablonowych porad, sprawy organizacyjne i księgowe).

Z innej beczki - staram się wprowadzić jakieś słodkie posiłki. Ostatnio kombinuję albo z naleśnikami, albo z omletami (wszystko keto oczywiście i bez cukru). Wczorajszy lunch bardzo mi się udał: 2 całe jajka i 6 dodatkowych białek, 250 g skyru 0% (jedna połowa z białkiem serwatkowym o smaku owoców, druga połowa z posmakiem wanilii). Jeżyny i borówki (po 40g), czekolada 100% (20g). Razem 700 kcal, 80 białka i 26 tłuszczy. Węglowodany i cukry znikome. Pycha!

Jem 2 lub czasami 3 posiłki dziennie. Pierwszy posiłek i 12-13, ostatni o 18 -19. Nigdy nie wychodzę z keto i zawsze jestem na deficycie kalorycznym (od stycznia, ani razu nie przekroczyłem tego, co spałam).



Komentarze

  1. A byliście już w muzeum Stanisława Szukalskiego? Mam wrażenie, że warto je odwiedzić.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Alicante. Halloween.

Po szkole* zjedliśmy lunch w lokalnej sieciówce** i pojechaliśmy do domu. Musiałem odpocząć i zrobić kilka rzeczy, związanych z pracą. Ufarbowalem włosy, nałożyłem maseczkę i pograłem w ulubioną grę na telefonie***. A wieczorem, zgodnie z planem pojechaliśmy do centrum. Nasza znajoma z którą byliśmy umówieni napisała, że mocno się spóźni. Musiała jeszcze jechać do parku, nazbierać granatów i wysłać do Polski. Trochę nas to rozbawiło, ale ok. Poszliśmy na kolację sami. Zamówiliśmy pad thai, wiosenne bułeczki z krewetkami i butelkę lokalnego wina. Pycha i bardzo tanio (€31 łącznie). Później dołączyła Kasia i w ramach rekompensaty przyprowadziła czterech chłopaków, żebyśmy od razu mieli znajomych. Faceci okazali się bardzo zabawowi i ciągle kupowali wszystkim kolejki, tak więc dość szybko rzuciliśmy się w wir zabawy. Po jakimś czasie dołączyli do nas kolejni znajomi i jacyś Chińczycy, którzy z uwielbieniem wychwalali "naszą Hiszpanię".  Poza tym wszyscy składali nam życzenia, bo...

Koniec lata

W Gdyni pogodnie, ale w powietrzu czuć jesień.  Spałem do 8:49. Wypiłem kawę i zacząłem pracować. Marcin poszedł do centrum, odebrać nowy paszport. Wrócił niedługo po południu i zjedliśmy lunch, po którym dalej pracowałem. Nagrywałem informacje zwrotne dla kursantek z grupy Mindfulness. Dość pracochłonne zajęcie. Po pracy, w okolicach 14, poszedłem na siłownię, następnie na saunę. Odpocząłem i jednocześnie opadłem z sił. Chyba znów za dużo wszystkiego. W drodze powrotnej kupiłem ciastka bez cukru i bez glutenu. Babeczki na mące migdałowej i brownie z kremem, chyba na zmielonych nasionach babki lancetowatej z kakao. W smaku słodkie i naprawdę pyszne. Mają kilkukrotnie mniejszą ilość kalorii, niż zwykle wypieki i wyjątkowo niski indeks glikemiczny. Marcin zaś eksperymentował w kuchni, co zaowocowało wyjątkowo smaczną potrawką. Rodzaj zapiekanki. Spód z mielonych migdałów, jajka i startej cukinii z wyczuwalnym smakiem czosnku i dużą ilość indyczego udźca, długo duszonego na wolnym ogn...

A dzisiaj nie o nas.

Z cyklu "muszę, bo się uduszę".  Prawie nigdy nie wyrażam poglądów politycznych, ale dzisiaj to zrobię, bo męczy mnie "jedyna i słuszna" narracja ciasnych umysłowo, smutnych ludzi, którzy w życiu prywatnym dorobili się nieudanych rodzin, traum i depresji. Zastanawiam się, czy są zwyczajnie tępi i pozbawieni empatii, czy mszczą się na innych za własny ból dupy? Emigracja Spójrzmy na Londyn. Setki tysięcy ludzi wyszło na ulice, bo mają dość pieprzonej różnorodności : emigrantów, którzy żyją z zasiłków i tych, którzy latają z maczetami po ulicach. I jeszcze jednego mają dość - kneblowania! Bo w obecnych czasach "słodkiej poprawności językowej"  nie wolno powiedzieć, że czarny zabił, napadł, albo dokonał przestępstwa. W UK nie upublicznia się rasy przestępców. Ale ludzie mają oczy. Na Tootingu gdzie mieszkałem przez dekadę, w każdym tygodniu ktoś kogoś mordował. I nigdy, przez te wszystkie lata nie była to biała osoba. Brytyjczycy przegłosowali wyjście z Unii...