Przejdź do głównej zawartości

Ateny. Letni dzień.

Obudziliśmy się po ósmej i po raz pierwszy od dawna poczułem, że naprawdę się wyspałem. Zaraz jednak uświadomiłem sobie, że potrzebujemy ciężkich zasłon albo rolet, bo coraz wcześniej wstające słońce budzi nas niemal w środku nocy.

Za oknem panowała pogoda dokładnie taka, jakiej się spodziewaliśmy: greckie niebo bez najmniejszej skazy, bezkresny błękit, który zdaje się nie mieć końca. W mieszkaniu zaś, dzięki klimatyzacji, przyjemny chłód. Pozwoliliśmy sobie na bardzo powolny poranek, a potem, bez pośpiechu i bez żadnego planu, wyszliśmy w miasto.

I z każdym krokiem byliśmy coraz bardziej zachwyceni.

Ateny są dokładnie w naszym guście. Nie są nieskazitelnie czyste jak Szwajcaria i nie są brudne jak niektóre miasta afrykańskie czy indyjskie. Jest w nich coś swojskiego, coś głęboko ludzkiego. To miasto, w którym próba utrzymania porządku splata się nierozłącznie z widocznymi śladami wszelkich buntów i niezadowoleń, tych współczesnych i tych antycznych zarazem. Oszałamiające budowle naznaczone graffiti, dawno zerwane plakaty, na których miejscu naklejono nowe i znowu zerwane, awangardowe trupy artystyczne, manifesty wypisane na murach. Wszystko to razem jakoś współgra, żyje i tworzy jedność.

A pomiędzy tym wszystkim kwitnie zieleń. Ulice spacerowe pełne kawiarenek i małych lokalnych restauracji, a wśród nich wyrastają wielobarwne krzewy, drzewa pomarańczowe obwieszone owocami, cytrynowe pachnące żywicą i słońcem, oraz bugenwille, bo to właśnie one, te pnącza o jaskrawych różowych i czerwonych liściokwiatach, kwitną teraz tak bezwstydnie intensywnie i oplatają balkony, mury i płoty, jakby chciały pochłonąć całe miasto w swój rozżarzony uścisk.

Wszędzie koty. Leżą na kamiennych ławkach z godnością właściwą tylko im, pieszczone przez turystów i mieszkańców z równą czułością. Wszędzie muzycy i performerzy, którzy śpiewają, tańczą, pokazują swoje rękodzieła. Wszystko wygląda jak teatr, piękny i niezwykle interesujący, wszystko do siebie pasuje, jednocześnie wszystko jest z innej bajki.

Zakochaliśmy się w Atenach.

Akropol jest nieziemski. Byłem tu już kiedyś, na początku lat dziewięćdziesiątych, i na górze niewiele się zmieniło, choć pojawiły się rusztowania, których wtedy nie było. Starożytność porusza mnie zawsze bez reszty. Mam jakieś głębokie, trudne do wytłumaczenia połączenie z tymi światami, z Grecją, Rzymem, Egiptem. Mógłbym godzinami przesiadywać wśród ruin, wśród kamieni, które pamiętają więcej niż ktokolwiek z nas.

I ten zapach. Nieco morski, gorący, nasycony czymś, czego nie potrafię nazwać. Coś fantastycznego.

Komentarze

  1. Dla mnie Grecja byłaby za ciepła. U siebie miałem właśnie marne 23 stopnie i już czekam, aż słońce opadnie niżej żeby wyjść na zakupy.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Alicante. Halloween.

Po szkole* zjedliśmy lunch w lokalnej sieciówce** i pojechaliśmy do domu. Musiałem odpocząć i zrobić kilka rzeczy, związanych z pracą. Ufarbowalem włosy, nałożyłem maseczkę i pograłem w ulubioną grę na telefonie***. A wieczorem, zgodnie z planem pojechaliśmy do centrum. Nasza znajoma z którą byliśmy umówieni napisała, że mocno się spóźni. Musiała jeszcze jechać do parku, nazbierać granatów i wysłać do Polski. Trochę nas to rozbawiło, ale ok. Poszliśmy na kolację sami. Zamówiliśmy pad thai, wiosenne bułeczki z krewetkami i butelkę lokalnego wina. Pycha i bardzo tanio (€31 łącznie). Później dołączyła Kasia i w ramach rekompensaty przyprowadziła czterech chłopaków, żebyśmy od razu mieli znajomych. Faceci okazali się bardzo zabawowi i ciągle kupowali wszystkim kolejki, tak więc dość szybko rzuciliśmy się w wir zabawy. Po jakimś czasie dołączyli do nas kolejni znajomi i jacyś Chińczycy, którzy z uwielbieniem wychwalali "naszą Hiszpanię".  Poza tym wszyscy składali nam życzenia, bo...

A dzisiaj nie o nas.

Z cyklu "muszę, bo się uduszę".  Prawie nigdy nie wyrażam poglądów politycznych, ale dzisiaj to zrobię, bo męczy mnie "jedyna i słuszna" narracja ciasnych umysłowo, smutnych ludzi, którzy w życiu prywatnym dorobili się nieudanych rodzin, traum i depresji. Zastanawiam się, czy są zwyczajnie tępi i pozbawieni empatii, czy mszczą się na innych za własny ból dupy? Emigracja Spójrzmy na Londyn. Setki tysięcy ludzi wyszło na ulice, bo mają dość pieprzonej różnorodności : emigrantów, którzy żyją z zasiłków i tych, którzy latają z maczetami po ulicach. I jeszcze jednego mają dość - kneblowania! Bo w obecnych czasach "słodkiej poprawności językowej"  nie wolno powiedzieć, że czarny zabił, napadł, albo dokonał przestępstwa. W UK nie upublicznia się rasy przestępców. Ale ludzie mają oczy. Na Tootingu gdzie mieszkałem przez dekadę, w każdym tygodniu ktoś kogoś mordował. I nigdy, przez te wszystkie lata nie była to biała osoba. Brytyjczycy przegłosowali wyjście z Unii...

Patong. Trudny dzień.

Od rana próbuję poskładać się emocjonalnie. Trzy miesiące temu zacząłem własną terapię wychodzenia z traum i krzywd, jakich doświadczyłem w dzieciństwie. Ma to pośredni związek z moimi kolejnymi studiami (psychoterapia) i książką, nad którą pracuję (sprawdzam teorię w praktyce). Bezpośrednio zaś jest związane z moimi rodzicami, rodziną i różnego rodzaju zdarzeniami z dzieciństwa. Ostatnio przerabiałem nieobecność ojca w swoim życiu. No i właśnie... Rano zadzwoniła mama. Powiedziała to, co miałem w snach i co ciągnęło się za mną, jak cień - niemożliwe do odczepienia. Przyszły wyniki ojca, między innymi tomografii, którą miał wczoraj. Nie ma już dla niego żadnej nadziei. Rak jest w takim stadium i w tak wielu miejscach, że żadne leczenie nie miałoby sensu. Teraz zaatakował mózg i szybko się rozprzestrzenia. Guzy na móżdżku pozbawią go wzroku i niedługo później uniemożliwią swobodne poruszanie się. Niestety wiem jak takie rzeczy wyglądają, jak postępują i jak długo trwają. Dlaczego jestem...