Przejdź do głównej zawartości

Ateny. Dzień drugi.

Pogoda w Grecji nas rozpieszcza. Termometry wskazują trzydzieści dwa stopnie w ciągu dnia i łagodne dwadzieścia pięć wieczorami. Wilgotność jest umiarkowana, a powietrze typowo morskie: rześkie, czyste, nasycone wolnością.

Mieszkamy w Eksarchii. To prawdziwa kolebka greckiego ruchu anarchistycznego, pulsująca silną solidarnością społeczną. Dzielnica słynie z licznych squatów, niezależnych wydawnictw, księgarń politologicznych oraz spółdzielczych kawiarni i tawern. Każda ściana jest tu płótnem – wyklejona plakatami i obwieszona wstęgami z hasłami wolnościowymi. Coś pięknego. Ten duch buntu i autentyczności jest mi szczególnie bliski. I ci ludzie: prawdziwi, bezpośredni, całkowicie pozbawieni zachodniego, sztucznego ugrzecznienia. Czuję się tutaj wyśmienicie. Marcin ma jeszcze małe obawy. Jego natura jest bardziej szwajcarska – ułożona i ostrożna. Choć zdążył się już przyzwyczaić do silnych i walecznych ludzi, to jednak wciąż budzą oni w nim lekki niepokój.

Nasze nogi poniosły nas naprawdę daleko – zrobiliśmy prawie po czterdzieści tysięcy kroków. My po prostu zawsze chodzimy, chłonąc świat stopami. Odkryliśmy starożytną Agorę i jej wspaniałe budowle. Podziwialiśmy monumentalną Bibliotekę Hadriana oraz zrekonstruowany z rozmachem Stoa Attalosa, mieszczący obecnie Muzeum Starożytnej Agory. Mijaliśmy urokliwą, bizantyjską cerkiew Świętych Apostołów Solakisa oraz monumentalne posągi gigantów i Trytonów zdobiące wejście do dawnego Odeonu Agryppy. 

Następnie nasze kroki skierowały się ku Ogrodom Narodowym w centrum Aten. Stamtąd dotarliśmy pod budynek Parlamentu, by zobaczyć zmianę warty w wykonaniu Ewzonów. To bez wątpienia najdziwniejsze widowisko, jakie do tej pory widziałem. Ktokolwiek układał choreografię tych ceremonialnych kroków, musiał mieć niezwykle finezyjne, wręcz ekstrawaganckie poczucie humoru.

Na koniec muszę złożyć pokłon greckiej kuchni. Trudno o lepsze kulinarne doznania – prostota, świeżość i smak, który zostaje w pamięci na zawsze.



Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Alicante. Halloween.

Po szkole* zjedliśmy lunch w lokalnej sieciówce** i pojechaliśmy do domu. Musiałem odpocząć i zrobić kilka rzeczy, związanych z pracą. Ufarbowalem włosy, nałożyłem maseczkę i pograłem w ulubioną grę na telefonie***. A wieczorem, zgodnie z planem pojechaliśmy do centrum. Nasza znajoma z którą byliśmy umówieni napisała, że mocno się spóźni. Musiała jeszcze jechać do parku, nazbierać granatów i wysłać do Polski. Trochę nas to rozbawiło, ale ok. Poszliśmy na kolację sami. Zamówiliśmy pad thai, wiosenne bułeczki z krewetkami i butelkę lokalnego wina. Pycha i bardzo tanio (€31 łącznie). Później dołączyła Kasia i w ramach rekompensaty przyprowadziła czterech chłopaków, żebyśmy od razu mieli znajomych. Faceci okazali się bardzo zabawowi i ciągle kupowali wszystkim kolejki, tak więc dość szybko rzuciliśmy się w wir zabawy. Po jakimś czasie dołączyli do nas kolejni znajomi i jacyś Chińczycy, którzy z uwielbieniem wychwalali "naszą Hiszpanię".  Poza tym wszyscy składali nam życzenia, bo...

A dzisiaj nie o nas.

Z cyklu "muszę, bo się uduszę".  Prawie nigdy nie wyrażam poglądów politycznych, ale dzisiaj to zrobię, bo męczy mnie "jedyna i słuszna" narracja ciasnych umysłowo, smutnych ludzi, którzy w życiu prywatnym dorobili się nieudanych rodzin, traum i depresji. Zastanawiam się, czy są zwyczajnie tępi i pozbawieni empatii, czy mszczą się na innych za własny ból dupy? Emigracja Spójrzmy na Londyn. Setki tysięcy ludzi wyszło na ulice, bo mają dość pieprzonej różnorodności : emigrantów, którzy żyją z zasiłków i tych, którzy latają z maczetami po ulicach. I jeszcze jednego mają dość - kneblowania! Bo w obecnych czasach "słodkiej poprawności językowej"  nie wolno powiedzieć, że czarny zabił, napadł, albo dokonał przestępstwa. W UK nie upublicznia się rasy przestępców. Ale ludzie mają oczy. Na Tootingu gdzie mieszkałem przez dekadę, w każdym tygodniu ktoś kogoś mordował. I nigdy, przez te wszystkie lata nie była to biała osoba. Brytyjczycy przegłosowali wyjście z Unii...

Patong. Trudny dzień.

Od rana próbuję poskładać się emocjonalnie. Trzy miesiące temu zacząłem własną terapię wychodzenia z traum i krzywd, jakich doświadczyłem w dzieciństwie. Ma to pośredni związek z moimi kolejnymi studiami (psychoterapia) i książką, nad którą pracuję (sprawdzam teorię w praktyce). Bezpośrednio zaś jest związane z moimi rodzicami, rodziną i różnego rodzaju zdarzeniami z dzieciństwa. Ostatnio przerabiałem nieobecność ojca w swoim życiu. No i właśnie... Rano zadzwoniła mama. Powiedziała to, co miałem w snach i co ciągnęło się za mną, jak cień - niemożliwe do odczepienia. Przyszły wyniki ojca, między innymi tomografii, którą miał wczoraj. Nie ma już dla niego żadnej nadziei. Rak jest w takim stadium i w tak wielu miejscach, że żadne leczenie nie miałoby sensu. Teraz zaatakował mózg i szybko się rozprzestrzenia. Guzy na móżdżku pozbawią go wzroku i niedługo później uniemożliwią swobodne poruszanie się. Niestety wiem jak takie rzeczy wyglądają, jak postępują i jak długo trwają. Dlaczego jestem...