Przejdź do głównej zawartości

Warszawa. Różowa kula.


W ramach fanaberii zamarzyłem o różowej kuli musującej do kąpieli oraz o złotych kompresach pod oczy. Marzenie zrealizowałem i przez trzy godziny na 27- piętrze odnowionego hotelu Presidential (niegdyś Marriott) uskutecznione sobie porządną, 3- godzinną kąpiel z lekturą. Wcześniej byłem w saunie, a rano na siłowni. Muszę przyznać, że powinienem robić sobie takie rzeczy częściej. 

Powoli uczę się odpoczywać. Umiem już nie pracować, lub oddzielać czas pracy od wolnego. Generalnie wykonuję zawodowe obowiązki od poniedziałku do piątku, po 6 godzin dziennie (chcę zejść do czterech). W soboty i niedziele, nie pracuję w ogóle. Aby to jeszcze umocnić i zapieczętować, moim zamiarem jest zakup drugiego telefonu, który po godzinach pracy będzie spoczywał w szufladzie.

Wieczorem poszliśmy do warszawskiej Ramony, na gościnne występy drag queen Lady Finel. Występ był jak zawsze mało udany, publiczność była raczej mało zaangażowana, a zabawa wymuszona. Nie miało to jednak większego znaczenia i niczego więcej się nie spodziewaliśmy. 


Komentarze

  1. Nie ogarniam idei lektury w kąpieli, ale samo długie moczenie się w wannie jest fajne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Leżysz, relaksuje aż się i czytasz. Moja mama tak robi, jej przodkowie i ja. Najlepszy czas i nikt ci nie przeszkadza. Być może dotyczy osób, które dużo pracują i w końcu, w wannie mogą czytać?

      Usuń
    2. Być może.
      Ale z kimś w wannie fajnie poleżeć :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Alicante. Halloween.

Po szkole* zjedliśmy lunch w lokalnej sieciówce** i pojechaliśmy do domu. Musiałem odpocząć i zrobić kilka rzeczy, związanych z pracą. Ufarbowalem włosy, nałożyłem maseczkę i pograłem w ulubioną grę na telefonie***. A wieczorem, zgodnie z planem pojechaliśmy do centrum. Nasza znajoma z którą byliśmy umówieni napisała, że mocno się spóźni. Musiała jeszcze jechać do parku, nazbierać granatów i wysłać do Polski. Trochę nas to rozbawiło, ale ok. Poszliśmy na kolację sami. Zamówiliśmy pad thai, wiosenne bułeczki z krewetkami i butelkę lokalnego wina. Pycha i bardzo tanio (€31 łącznie). Później dołączyła Kasia i w ramach rekompensaty przyprowadziła czterech chłopaków, żebyśmy od razu mieli znajomych. Faceci okazali się bardzo zabawowi i ciągle kupowali wszystkim kolejki, tak więc dość szybko rzuciliśmy się w wir zabawy. Po jakimś czasie dołączyli do nas kolejni znajomi i jacyś Chińczycy, którzy z uwielbieniem wychwalali "naszą Hiszpanię".  Poza tym wszyscy składali nam życzenia, bo...

A dzisiaj nie o nas.

Z cyklu "muszę, bo się uduszę".  Prawie nigdy nie wyrażam poglądów politycznych, ale dzisiaj to zrobię, bo męczy mnie "jedyna i słuszna" narracja ciasnych umysłowo, smutnych ludzi, którzy w życiu prywatnym dorobili się nieudanych rodzin, traum i depresji. Zastanawiam się, czy są zwyczajnie tępi i pozbawieni empatii, czy mszczą się na innych za własny ból dupy? Emigracja Spójrzmy na Londyn. Setki tysięcy ludzi wyszło na ulice, bo mają dość pieprzonej różnorodności : emigrantów, którzy żyją z zasiłków i tych, którzy latają z maczetami po ulicach. I jeszcze jednego mają dość - kneblowania! Bo w obecnych czasach "słodkiej poprawności językowej"  nie wolno powiedzieć, że czarny zabił, napadł, albo dokonał przestępstwa. W UK nie upublicznia się rasy przestępców. Ale ludzie mają oczy. Na Tootingu gdzie mieszkałem przez dekadę, w każdym tygodniu ktoś kogoś mordował. I nigdy, przez te wszystkie lata nie była to biała osoba. Brytyjczycy przegłosowali wyjście z Unii...

Gdynia. Noc Kupały.

Rano dostaliśmy alert, że burze z piorunami będą. Nie wiedziałem, że będzie to proroctwo dotyczące naszego życia, a nie pogody.  Po lunchu pojechaliśmy do Jelitkowa kolejką SKM i poszliśmy spacerem, w stronę Gdyni. To daleko, ale mieliśmy ochotę na spacer. Mimo głupawych ostrzeżeń, niebo było błękitne, a temperatura przyjemnie wysoka. Doszliśmy do Sopotu i poszliśmy do bezcukrowej kawiarnii na ciastko. Fot Cake robi takie że akurat 0% tłuszczu, z erytrytolem. Smak jest naprawdę dobry. Następnie postanowiliśmy oddać butelki w Żabce, mieszczącej się na sopockim "monciaku". Sprzedawca od początku był agresywny. Odmówił przyjęcia butelek. Powiedział że maszyna jest pełna i nie ma żadnego obowiązku i opróżniać. Na nic się zdało moje tłumaczenie. W końcu otworzyłem tą małą maszynkę i chciałem ją upchać butelki. W tym czasie jedna pracownica zamknęła drzwi, uniemożliwiając wyjście wszystkim klientom a sprzedawca wstrzymał obsługiwanie i wezwał policję. Przyjechali na sygnale po 10 m...