Najważniejsze jednak, że wszystkie sprawy zostały dopięte. Jutro czeka go jeszcze tylko wizyta u lekarza, omówienie wyników badań i dalszego planu działania, a potem wraca tutaj, do Alicante, prosto w moje objęcia.
Ja w tym czasie wybrałem się do kina na film biograficzny „I swear”, opowiadający o chłopaku z zespołem Tourette’a. Muszę przyznać, że ta historia mocno mnie poruszyła, ale i rozbawiła – oceniam ją naprawdę wysoko. To niesamowite, przez co niektórzy muszą przechodzić i jak bardzo społeczeństwo potrafi być pozbawione empatii. Będę polecał ten tytuł każdemu, bo naprawdę warto go zobaczyć.
W sieci znów zaczyna wybijać polityczne szambo. Jest coś fascynującego w tym kompulsywnym zafascynowaniu problemami świata i uzależnieniu od ciągłego dopływu informacji, które nas zalewają.
A ja? Ja czytam. W końcu udało mi się wygospodarować chwilę dla siebie. Siadam na werandzie z prawdziwą, fizyczną książką w dłoniach. Jest niezwykle ciekawa – opowiada o relacjach międzyludzkich z perspektywy buddyjskiej, przez pryzmat wielu wcieleń. Długo na nią polowałem, ale zawsze była niedostępna. Dopiero w zeszłym roku los sprawił, że poznałem autorkę, która przesłała mi egzemplarz. Książka podróżowała ze mną od tamtego czasu, cierpliwie czekając na swoją kolej. I właśnie teraz nadszedł ten moment, by w końcu się w niej zatopić.


Komentarze
Prześlij komentarz