Za oknem upalnie, ale i wilgotno, więc tropikalnie. W związku z tym mamy komary. Nie mając wyjścia kupiliśmy płyny paraliżujące owady, do kontaktu. No i trujemy. Nie jestem zwolennikiem tego rodzaju chemii, ale jeszcze mniej lubię wampirze owady i ewentualne choroby przenoszone przez te gnidy. I to się nazywa "mniejsze zło".
Mam dużo pracy. Zaczęła się też sesja na mojej uczelni. Zaraz po przylocie z Londynu siadłem do komputera i zacząłem rozwiązywać konieczne testy. Czas jest do 30 czerwca, ale jak przysiadłem to do polowy nocy rozwiązałem wszystkie. Przynajmniej to z głowy. Teraz jeszcze prace muszę napisać - udało mi się na razie jedną i mam nadzieję, że spełnię wymagania osoby oceniającej.
Mam zapełniony kalendarz zabiegowy, oznacza to wiele pracy z fizycznymi ludźmi, poza tym codziennie mam kursy i czasami trudne i roszczeniowe osoby. Za tydzień warsztaty, a potem kolejne. Pod koniec maja, na lato, wracamy do Polski. No i tyle.

Komentarze
Prześlij komentarz