Przejdź do głównej zawartości

Michael. Film biograficzny.


Byliśmy na światowej premierze filmu „Michael” w reżyserii Antoine’a Fuqui i ogólnie wyszliśmy z kina zadowoleni. Chyba miałem po prostu ochotę na seans lekki, niekoniecznie rozgrzebujący brudy, które przecież nigdy nie zostały do końca sprawdzone ani potwierdzone.

Film opowiada o życiu Michaela i jego rodziny od ósmego roku życia aż po same szczyty kariery. Z jednej strony pokazano jego kruchość, a z drugiej determinację oraz zaborczość ojca, ale czy udało się uchwycić jego muzyczny geniusz? Tego nie wiem. Całość jest dość landrynkowa. W scenariuszu zabrakło kontrowersji, takich jak oskarżenia o molestowanie, procesy sądowe czy uzależnienie od leków. Nie ma tu mowy o dojmującej samotności, z jaką się mierzył, ani o tragicznych splotach wydarzeń, które doprowadziły do jego przedwczesnej śmierci.
 
Wszystko podano bardzo płytko, a wątki mogące budzić silniejsze emocje po prostu pominięto. Powstał z tego poprawny film familijny – przyjemny w oglądaniu, ale na pewno niezasługujący na wielkie oklaski. Jackson, choć nigdy nie byłem jego gorliwym fanem, był geniuszem, który po wejściu na scenę zmieniał się w muzyczne objawienie; w tym filmie niestety tego nie czuć.

Znajomi wspominali, że pierwsze recenzje nie są zbyt korzystne. Ja sam nigdy nie czytam opinii krytyków, uważając je za bezużyteczne, ale gdybym to ja miał wystawić ocenę, byłaby to trójka z plusem.

Komentarze

  1. Te nie byłem nigdy zbyt wielkim fanem Jacksona, więc bym się raczej na film w ogóle nie skusił.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Alicante. Halloween.

Po szkole* zjedliśmy lunch w lokalnej sieciówce** i pojechaliśmy do domu. Musiałem odpocząć i zrobić kilka rzeczy, związanych z pracą. Ufarbowalem włosy, nałożyłem maseczkę i pograłem w ulubioną grę na telefonie***. A wieczorem, zgodnie z planem pojechaliśmy do centrum. Nasza znajoma z którą byliśmy umówieni napisała, że mocno się spóźni. Musiała jeszcze jechać do parku, nazbierać granatów i wysłać do Polski. Trochę nas to rozbawiło, ale ok. Poszliśmy na kolację sami. Zamówiliśmy pad thai, wiosenne bułeczki z krewetkami i butelkę lokalnego wina. Pycha i bardzo tanio (€31 łącznie). Później dołączyła Kasia i w ramach rekompensaty przyprowadziła czterech chłopaków, żebyśmy od razu mieli znajomych. Faceci okazali się bardzo zabawowi i ciągle kupowali wszystkim kolejki, tak więc dość szybko rzuciliśmy się w wir zabawy. Po jakimś czasie dołączyli do nas kolejni znajomi i jacyś Chińczycy, którzy z uwielbieniem wychwalali "naszą Hiszpanię".  Poza tym wszyscy składali nam życzenia, bo...

A dzisiaj nie o nas.

Z cyklu "muszę, bo się uduszę".  Prawie nigdy nie wyrażam poglądów politycznych, ale dzisiaj to zrobię, bo męczy mnie "jedyna i słuszna" narracja ciasnych umysłowo, smutnych ludzi, którzy w życiu prywatnym dorobili się nieudanych rodzin, traum i depresji. Zastanawiam się, czy są zwyczajnie tępi i pozbawieni empatii, czy mszczą się na innych za własny ból dupy? Emigracja Spójrzmy na Londyn. Setki tysięcy ludzi wyszło na ulice, bo mają dość pieprzonej różnorodności : emigrantów, którzy żyją z zasiłków i tych, którzy latają z maczetami po ulicach. I jeszcze jednego mają dość - kneblowania! Bo w obecnych czasach "słodkiej poprawności językowej"  nie wolno powiedzieć, że czarny zabił, napadł, albo dokonał przestępstwa. W UK nie upublicznia się rasy przestępców. Ale ludzie mają oczy. Na Tootingu gdzie mieszkałem przez dekadę, w każdym tygodniu ktoś kogoś mordował. I nigdy, przez te wszystkie lata nie była to biała osoba. Brytyjczycy przegłosowali wyjście z Unii...

Patong. Trudny dzień.

Od rana próbuję poskładać się emocjonalnie. Trzy miesiące temu zacząłem własną terapię wychodzenia z traum i krzywd, jakich doświadczyłem w dzieciństwie. Ma to pośredni związek z moimi kolejnymi studiami (psychoterapia) i książką, nad którą pracuję (sprawdzam teorię w praktyce). Bezpośrednio zaś jest związane z moimi rodzicami, rodziną i różnego rodzaju zdarzeniami z dzieciństwa. Ostatnio przerabiałem nieobecność ojca w swoim życiu. No i właśnie... Rano zadzwoniła mama. Powiedziała to, co miałem w snach i co ciągnęło się za mną, jak cień - niemożliwe do odczepienia. Przyszły wyniki ojca, między innymi tomografii, którą miał wczoraj. Nie ma już dla niego żadnej nadziei. Rak jest w takim stadium i w tak wielu miejscach, że żadne leczenie nie miałoby sensu. Teraz zaatakował mózg i szybko się rozprzestrzenia. Guzy na móżdżku pozbawią go wzroku i niedługo później uniemożliwią swobodne poruszanie się. Niestety wiem jak takie rzeczy wyglądają, jak postępują i jak długo trwają. Dlaczego jestem...