Lubię przylatywać do Londynu. Jest to jedyne miasto na świecie, które nazywam domem. Wszystko tu wygląda i brzmi znajomo i gdy tu jestem, czuję się u siebie.
Cały dzień spędziliśmy łażąc po centrum. Marcin podziwiał nowe budynki, które pokazywałem mu przez WhatsAppa w styczniu. Dużo ich wybudowali. Szczególnie na Oxford Street i Charing Cross Road. Powstało też dużo kawiarni. Niestety żadna z nich nie serwuje produktów bezcunkrowych. Nie ma też bezalkoholowych napojów w barach. No woda jest! Tutaj wygrywa Hiszpania i "moje" tamtejsze Triple zero, bez alkoholu, cukru i glutenu (za to o świetnym smaku piwa).
Jutro idziemy na przedstawienie, w którym Tara gra rolę Antygony. To jest powód naszego przyjazd do Londynu bo w zasadzie mamy bardzo pracowity okres i dużo warsztatów.

Komentarze
Prześlij komentarz