Przejdź do głównej zawartości

Londyn. No i co dalej?














Wstałem jakiś obolały, zimno mi w nocy było, nawet zmierzyłem sobie temperaturę (36.1°C) i zrobiłem test na covida z rozpędu. Później doszedłem do wniosku, że Marcin przykręcił kaloryfer i to dlatego. Nawiasem mówiąc, musimy chyba ubierać się cieplej w domu, bo rachunki płacimy astronomiczne.

W ogóle chyba czas wyjechać z Londynu. Za pieniądze, które wydajemy tutaj miesięcznie, moglibyśmy żyć pół roku w Azji, a w trybie oszczędnym i rok. To zupełnie niewiarygodne, ale taka jest prawda. 

Pojutrze mam spotkanie z zarządem, w mojej pracy, ale chyba odwołam i zamiast robić cokolwiek, dam im wypowiedzenie. Nie chcę mi się wracać do pracy w szpitalu, nie chcę mi się być managerem i przebywać wśród toksycznych ludzi.  Zresztą nie mam czasu. Przygotowuję książkę refleksologiczną i sam rysuję mapy stóp, bo żaden grafik nie dał rady. Siedzę nad tymi rycinami i zarywam noce, to niby kiedy mam pracować dodatkowo dla kogoś?

I po co ja na te studia poszedłem? MBA z zarządzania placówkami zdrowia. Wszystkie moje wykształcenia wyższe są trofeami bez żadnego sensu. A za te ostatnie płacę 10 tysięcy funtów rocznie. Dobrze, że to ostatni rok...


Komentarze

  1. Fajna ta sofa, z takim wesołym obiciem. To u was w domu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W domu nie chodzę w butach. To miejsce gdzie jem śniadania.

      Usuń
    2. Aha. Nie zwróciłem uwagi na buty.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Alicante. Halloween.

Po szkole* zjedliśmy lunch w lokalnej sieciówce** i pojechaliśmy do domu. Musiałem odpocząć i zrobić kilka rzeczy, związanych z pracą. Ufarbowalem włosy, nałożyłem maseczkę i pograłem w ulubioną grę na telefonie***. A wieczorem, zgodnie z planem pojechaliśmy do centrum. Nasza znajoma z którą byliśmy umówieni napisała, że mocno się spóźni. Musiała jeszcze jechać do parku, nazbierać granatów i wysłać do Polski. Trochę nas to rozbawiło, ale ok. Poszliśmy na kolację sami. Zamówiliśmy pad thai, wiosenne bułeczki z krewetkami i butelkę lokalnego wina. Pycha i bardzo tanio (€31 łącznie). Później dołączyła Kasia i w ramach rekompensaty przyprowadziła czterech chłopaków, żebyśmy od razu mieli znajomych. Faceci okazali się bardzo zabawowi i ciągle kupowali wszystkim kolejki, tak więc dość szybko rzuciliśmy się w wir zabawy. Po jakimś czasie dołączyli do nas kolejni znajomi i jacyś Chińczycy, którzy z uwielbieniem wychwalali "naszą Hiszpanię".  Poza tym wszyscy składali nam życzenia, bo...

Koniec lata

W Gdyni pogodnie, ale w powietrzu czuć jesień.  Spałem do 8:49. Wypiłem kawę i zacząłem pracować. Marcin poszedł do centrum, odebrać nowy paszport. Wrócił niedługo po południu i zjedliśmy lunch, po którym dalej pracowałem. Nagrywałem informacje zwrotne dla kursantek z grupy Mindfulness. Dość pracochłonne zajęcie. Po pracy, w okolicach 14, poszedłem na siłownię, następnie na saunę. Odpocząłem i jednocześnie opadłem z sił. Chyba znów za dużo wszystkiego. W drodze powrotnej kupiłem ciastka bez cukru i bez glutenu. Babeczki na mące migdałowej i brownie z kremem, chyba na zmielonych nasionach babki lancetowatej z kakao. W smaku słodkie i naprawdę pyszne. Mają kilkukrotnie mniejszą ilość kalorii, niż zwykle wypieki i wyjątkowo niski indeks glikemiczny. Marcin zaś eksperymentował w kuchni, co zaowocowało wyjątkowo smaczną potrawką. Rodzaj zapiekanki. Spód z mielonych migdałów, jajka i startej cukinii z wyczuwalnym smakiem czosnku i dużą ilość indyczego udźca, długo duszonego na wolnym ogn...

Gdynia. Noc Kupały.

Rano dostaliśmy alert, że burze z piorunami będą. Nie wiedziałem, że będzie to proroctwo dotyczące naszego życia, a nie pogody.  Po lunchu pojechaliśmy do Jelitkowa kolejką SKM i poszliśmy spacerem, w stronę Gdyni. To daleko, ale mieliśmy ochotę na spacer. Mimo głupawych ostrzeżeń, niebo było błękitne, a temperatura przyjemnie wysoka. Doszliśmy do Sopotu i poszliśmy do bezcukrowej kawiarnii na ciastko. Fot Cake robi takie że akurat 0% tłuszczu, z erytrytolem. Smak jest naprawdę dobry. Następnie postanowiliśmy oddać butelki w Żabce, mieszczącej się na sopockim "monciaku". Sprzedawca od początku był agresywny. Odmówił przyjęcia butelek. Powiedział że maszyna jest pełna i nie ma żadnego obowiązku i opróżniać. Na nic się zdało moje tłumaczenie. W końcu otworzyłem tą małą maszynkę i chciałem ją upchać butelki. W tym czasie jedna pracownica zamknęła drzwi, uniemożliwiając wyjście wszystkim klientom a sprzedawca wstrzymał obsługiwanie i wezwał policję. Przyjechali na sygnale po 10 m...