Przejdź do głównej zawartości

Londyn. Okres świąteczny.

Hebiusowi - mojemu wiernemu i jedynemu komentatorowi, składam życzenia wszystkiego, co najlepsze w jego świecie i żeby mu się wiodło tak, jak sobie tego życzy. Twoje zdrowie Darku. 

A tak na marginesie, ten blog miał być zupełnie ukryty, dla mnie lub dla tych, z najbliższego kręgu, jednak net jest tak rozległy, że wystarcza się nie reklamować, aby przepaść w otchłani nadmiaru bajtów... Czyta go kilkanaście osób, po cichu więc jest tak, jak miało być. Nie trzeba się ukrywać.

Tak zwane święta 2021 okazały się bardzo udane i mimo tego (lub właśnie dlatego) że świąt zupełnie nie obchodziliśmy, było magicznie: wigilię przebalowaliśmy z podpitą Drag Queen. Śpiewaliśmy z całą salą wcale nieświąteczne pieśni i było słodko. Potem zmienialiśmy lokale i ledwo wróciliśmy do domu. 

Pierwszy dzień świąt i połowę drugiego wylegiwaliśmy się w łóżku, to znaczy w prowizorycznym barłogu w salonie, na materacu, na którym ustawiliśmy małe stoliki z jadłem. Oglądaliśmy filmy i jedliśmy, od czasu do czasu donosząc coś z kuchni. Żadna potrawa nie była związana z tradycją świąt. I w końcu, gdy nam się znudziło, poszliśmy na dwie butelki wina do okolicznych pubów.

To był cudny czas.

Komentarze

  1. Ja chyba nie potrafię czytać blogów bez komentowania :) Bo to jakieś takie całkiem bez sensu. Nawet jak gdzieś próbuję, to po jakimś czasie albo zaczynam się tak wpisywać, albo przestaję pojawiać.

    OdpowiedzUsuń
  2. Też tak mam. Ale to chyba zwyczaje poprzedniej epoki. Teraz daje się lajki, ewentualnie tylko obserwuje. Też tak nie umiem i nie lubię.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Alicante. Halloween.

Po szkole* zjedliśmy lunch w lokalnej sieciówce** i pojechaliśmy do domu. Musiałem odpocząć i zrobić kilka rzeczy, związanych z pracą. Ufarbowalem włosy, nałożyłem maseczkę i pograłem w ulubioną grę na telefonie***. A wieczorem, zgodnie z planem pojechaliśmy do centrum. Nasza znajoma z którą byliśmy umówieni napisała, że mocno się spóźni. Musiała jeszcze jechać do parku, nazbierać granatów i wysłać do Polski. Trochę nas to rozbawiło, ale ok. Poszliśmy na kolację sami. Zamówiliśmy pad thai, wiosenne bułeczki z krewetkami i butelkę lokalnego wina. Pycha i bardzo tanio (€31 łącznie). Później dołączyła Kasia i w ramach rekompensaty przyprowadziła czterech chłopaków, żebyśmy od razu mieli znajomych. Faceci okazali się bardzo zabawowi i ciągle kupowali wszystkim kolejki, tak więc dość szybko rzuciliśmy się w wir zabawy. Po jakimś czasie dołączyli do nas kolejni znajomi i jacyś Chińczycy, którzy z uwielbieniem wychwalali "naszą Hiszpanię".  Poza tym wszyscy składali nam życzenia, bo...

A dzisiaj nie o nas.

Z cyklu "muszę, bo się uduszę".  Prawie nigdy nie wyrażam poglądów politycznych, ale dzisiaj to zrobię, bo męczy mnie "jedyna i słuszna" narracja ciasnych umysłowo, smutnych ludzi, którzy w życiu prywatnym dorobili się nieudanych rodzin, traum i depresji. Zastanawiam się, czy są zwyczajnie tępi i pozbawieni empatii, czy mszczą się na innych za własny ból dupy? Emigracja Spójrzmy na Londyn. Setki tysięcy ludzi wyszło na ulice, bo mają dość pieprzonej różnorodności : emigrantów, którzy żyją z zasiłków i tych, którzy latają z maczetami po ulicach. I jeszcze jednego mają dość - kneblowania! Bo w obecnych czasach "słodkiej poprawności językowej"  nie wolno powiedzieć, że czarny zabił, napadł, albo dokonał przestępstwa. W UK nie upublicznia się rasy przestępców. Ale ludzie mają oczy. Na Tootingu gdzie mieszkałem przez dekadę, w każdym tygodniu ktoś kogoś mordował. I nigdy, przez te wszystkie lata nie była to biała osoba. Brytyjczycy przegłosowali wyjście z Unii...

Trójmiasto. Piątek 13-tego.

  Trochę ostatnio za dużo jadłem. Wakacje są fajne, gdy człowiek nie ma ograniczeń, ale nabiera się ciała. Jestem za stary, żeby się katować. Liposukcja laserowa zmniejszyła obwód w pasie i przywróciła ustawienia fabryczne. Poza tym, miałem przygody. Ponieważ jadę do Wrocławia (o tym za chwilę), a potem do Ustronia (o tym za dwie chwile), wyszedłem z domu z wielką walizką i plecakiem.  W Gdańsku skorzystałem z automatycznej przechowalni. Wszystko włożyłem do skrzynki, przeczytałem regulamin, zapłaciłem i zamknąłem na kluczyk, który włożyłem do portfela (wszystko w tej właśnie kolejności).  Po zabiegu, zaraz przed przyjazdem pociągu, włożyłem kluczyk, zamek zrobił "klik" i drzwiczki się otworzyły. W środku niczego nie było. Ani wielkiej walizki, ani laptopa z całym moim dorobkiem i danymi z firmy, ani innych ważnych rzeczy. Ktoś wziął wszystko. Świat się zatrzymał. W takich sytuacjach nigdy się nie denerwuję, tylko działam. Rozejrzałem się i stwierdziłem, że jest kamera, p...