Przejdź do głównej zawartości

Istambuł. Powrót.












Marcin wstał o 4-tej, ja w ogóle się nie kładłem, bo pracowałem do 3-ciej i spanie byłoby bez sensu. Na lotnisku w Kathmandu czas jakoś zleciał. Kupiliśmy niesmaczną kawę i wypiliśmy ją oglądając powtarzającą się reklamę na wielkim ekranie. A potem poszło szybko i sprawnie, choć musiałem dopłacić ponad sto dolców za to, żebyśmy siedzieli obok siebie, bo komputer przy wydawaniu kart pokładowych postanowił nas rozdzielić.

Lot długi i dość męczący, dlatego mimo zmęczenia nie mogłem usnąć. Gdy tylko "odpływałem", samolot wpadał w turbulencje, to spadał, to się wznosił i tak przez dziewięć godzin. Marcin spał...

A w Istambule niekończąca się impreza. Jak zawsze, tylko teraz bardziej, bo zniesiono wszystkie restrykcje. I w ogóle muszę powiedzieć, że aż głupio się czułem, gdy nikt mnie o zdrowie na granicy nie pytał...

Komentarze

  1. Ooo... Już po Nepalu? Skróciliście pobyt, czy tak szybko zleciało że nie zauważyłem kiedy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byliśmy równe trzy miesiące. Teraz Marcin przyjechał na operację, a za tydzień jedziemy do Polski bo mam pracę 3 tygodnie szkoleń codziennie.

      Usuń

Prześlij komentarz