Przejdź do głównej zawartości

Gangtok. Kolacja.

Sikkimskie thali i wino domowe.


















Bycie mentorem ma swoje niewątpliwe zalety. Cieszę się, że stałem się nim w wieku dojrzałym, kiedy... no właśnie zastanawiam się co napisać: "swoje już wiem", czy "mam wyjebane"? A może jedno i drugie? 

Ostatnio dużo czytam (słucham). Wybieram książki, wyłącznie takie, które sprawiają mi przyjemność. Inspirują mnie osoby, które osiągnęły duchową wolność. Nie trzeba do tego religii. Myślę, że na pewnym etapie, nikt nie może być naszym guru. W pewnym momencie rozwijamy się do wewnątrz. Tam nikt nie ma dostępu. Przynajmniej mieć nie powinien.

Gdy otrząsamy się z traum, one już nie wracają. Gdy się to stanie, co co nas przytłaczało wydaje się nierealne. Ale nie ma sensu się nad tym zastanawiać. Stajemy się latawcem, który leci w przestworza, nie mając sznurka. Uczucie wolności wcale nie rozpiera. Jest naturalne i tak oczywiste, że można je tylko przeżywać w spokoju. To, że się kiedyś rozbijemy, jest również zgodne z cyklem przemian. Nie ma nad czym rozmyślać.

Dzisiaj w Gangtoku obchodzone są urodziny Ramy. Ludzie chodzą z pomarańczowymi chorągwiami, śpiewają, piją, puszczają muzykę (każdy inną). Kobiety wystrojone w sari, nieco podchmielone śmieją się na mój widok. Rodzaj flirtu, choć nie wiedziały by co zrobić, gdybym ten flirt odwzajemnił. 

Komentarze

  1. Trudno, żeby coś rozpierało latawiec. Co innego, gdyby to leciał balon...

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Alicante. Halloween.

Po szkole* zjedliśmy lunch w lokalnej sieciówce** i pojechaliśmy do domu. Musiałem odpocząć i zrobić kilka rzeczy, związanych z pracą. Ufarbowalem włosy, nałożyłem maseczkę i pograłem w ulubioną grę na telefonie***. A wieczorem, zgodnie z planem pojechaliśmy do centrum. Nasza znajoma z którą byliśmy umówieni napisała, że mocno się spóźni. Musiała jeszcze jechać do parku, nazbierać granatów i wysłać do Polski. Trochę nas to rozbawiło, ale ok. Poszliśmy na kolację sami. Zamówiliśmy pad thai, wiosenne bułeczki z krewetkami i butelkę lokalnego wina. Pycha i bardzo tanio (€31 łącznie). Później dołączyła Kasia i w ramach rekompensaty przyprowadziła czterech chłopaków, żebyśmy od razu mieli znajomych. Faceci okazali się bardzo zabawowi i ciągle kupowali wszystkim kolejki, tak więc dość szybko rzuciliśmy się w wir zabawy. Po jakimś czasie dołączyli do nas kolejni znajomi i jacyś Chińczycy, którzy z uwielbieniem wychwalali "naszą Hiszpanię".  Poza tym wszyscy składali nam życzenia, bo...

Koniec lata

W Gdyni pogodnie, ale w powietrzu czuć jesień.  Spałem do 8:49. Wypiłem kawę i zacząłem pracować. Marcin poszedł do centrum, odebrać nowy paszport. Wrócił niedługo po południu i zjedliśmy lunch, po którym dalej pracowałem. Nagrywałem informacje zwrotne dla kursantek z grupy Mindfulness. Dość pracochłonne zajęcie. Po pracy, w okolicach 14, poszedłem na siłownię, następnie na saunę. Odpocząłem i jednocześnie opadłem z sił. Chyba znów za dużo wszystkiego. W drodze powrotnej kupiłem ciastka bez cukru i bez glutenu. Babeczki na mące migdałowej i brownie z kremem, chyba na zmielonych nasionach babki lancetowatej z kakao. W smaku słodkie i naprawdę pyszne. Mają kilkukrotnie mniejszą ilość kalorii, niż zwykle wypieki i wyjątkowo niski indeks glikemiczny. Marcin zaś eksperymentował w kuchni, co zaowocowało wyjątkowo smaczną potrawką. Rodzaj zapiekanki. Spód z mielonych migdałów, jajka i startej cukinii z wyczuwalnym smakiem czosnku i dużą ilość indyczego udźca, długo duszonego na wolnym ogn...

Gdynia. Noc Kupały.

Rano dostaliśmy alert, że burze z piorunami będą. Nie wiedziałem, że będzie to proroctwo dotyczące naszego życia, a nie pogody.  Po lunchu pojechaliśmy do Jelitkowa kolejką SKM i poszliśmy spacerem, w stronę Gdyni. To daleko, ale mieliśmy ochotę na spacer. Mimo głupawych ostrzeżeń, niebo było błękitne, a temperatura przyjemnie wysoka. Doszliśmy do Sopotu i poszliśmy do bezcukrowej kawiarnii na ciastko. Fot Cake robi takie że akurat 0% tłuszczu, z erytrytolem. Smak jest naprawdę dobry. Następnie postanowiliśmy oddać butelki w Żabce, mieszczącej się na sopockim "monciaku". Sprzedawca od początku był agresywny. Odmówił przyjęcia butelek. Powiedział że maszyna jest pełna i nie ma żadnego obowiązku i opróżniać. Na nic się zdało moje tłumaczenie. W końcu otworzyłem tą małą maszynkę i chciałem ją upchać butelki. W tym czasie jedna pracownica zamknęła drzwi, uniemożliwiając wyjście wszystkim klientom a sprzedawca wstrzymał obsługiwanie i wezwał policję. Przyjechali na sygnale po 10 m...