Przejdź do głównej zawartości

Gdynia. Dom?








Gdy jedziemy do Gdyni, Marcin mówi że jedziemy "do domu". Ja zupełnie tak nie myślę ani o Trójmieście, ani o Polsce, ani o żadnym innym miejscu na ziemi. 

Szkoda że to wcielenie przyszło na świat tak wcześnie, kiedy jeszcze podróże między galaktyczne nie są możliwe. Teraźniejsze ja nadawałby się na przestrzenne wojaże, bez żadnej przynależności do kogokolwiek i czegokolwiek. W sumie nic straconego, jako buddysta wierzę w reinkarnację. Kolejne "ja" być może będzie miało szansę na takie wycieczki.

Póki co, nieco odpoczywam. Mam zdecydowanie dosyć ludzi i z tego powodu chodzę sobie sam i słucham książek. Pogoda sprzyja takiej rozrywce, bo nie jest za gorąco, ani za zimno; słońce świeci i szum morza i wiatr od niego - uspokajają. 

Jeśli chodzi o lekturę, to kończę drugą trylogię o Virionie, Ziemiańskiego. Pierwsza trylogia opowiada o jego młodości, drugą o sile wieku, a trzecia (niestety istnieje dopiero pierwszy tom) o schyłku życia. Nie zaczynam ostatniej części, bo pewnie zostanie ukończona za dwa, może nawet trzy lata. Na szczęście książki są tak pisane, że można je zostawić luk czytać w innej kolejności. Ten sam autor napisał wpierw "Achaję" - również trylogię. Tytułowa bohaterka, w jej kwiecie wieku spotyka sędziwego Viriona i walczy z nim na śmierć i życie. Kolejna seria książek z tej serii to "Pomnik cesarzowej Achai". Pięć grubych tomów - przeczytałem wszystkie. Akcja dzieje się tysiąc lat po wydarzeniach opisanych w Achai i Virionie (tym jeszcze nie opublikowanym). Sam autor obiecuje napisać "powieść X", która wszystko zepnie w jedną, logiczną całość. Czekam...

Popularne posty z tego bloga

Alicante. Halloween.

Po szkole* zjedliśmy lunch w lokalnej sieciówce** i pojechaliśmy do domu. Musiałem odpocząć i zrobić kilka rzeczy, związanych z pracą. Ufarbowalem włosy, nałożyłem maseczkę i pograłem w ulubioną grę na telefonie***. A wieczorem, zgodnie z planem pojechaliśmy do centrum. Nasza znajoma z którą byliśmy umówieni napisała, że mocno się spóźni. Musiała jeszcze jechać do parku, nazbierać granatów i wysłać do Polski. Trochę nas to rozbawiło, ale ok. Poszliśmy na kolację sami. Zamówiliśmy pad thai, wiosenne bułeczki z krewetkami i butelkę lokalnego wina. Pycha i bardzo tanio (€31 łącznie). Później dołączyła Kasia i w ramach rekompensaty przyprowadziła czterech chłopaków, żebyśmy od razu mieli znajomych. Faceci okazali się bardzo zabawowi i ciągle kupowali wszystkim kolejki, tak więc dość szybko rzuciliśmy się w wir zabawy. Po jakimś czasie dołączyli do nas kolejni znajomi i jacyś Chińczycy, którzy z uwielbieniem wychwalali "naszą Hiszpanię".  Poza tym wszyscy składali nam życzenia, bo...

A dzisiaj nie o nas.

Z cyklu "muszę, bo się uduszę".  Prawie nigdy nie wyrażam poglądów politycznych, ale dzisiaj to zrobię, bo męczy mnie "jedyna i słuszna" narracja ciasnych umysłowo, smutnych ludzi, którzy w życiu prywatnym dorobili się nieudanych rodzin, traum i depresji. Zastanawiam się, czy są zwyczajnie tępi i pozbawieni empatii, czy mszczą się na innych za własny ból dupy? Emigracja Spójrzmy na Londyn. Setki tysięcy ludzi wyszło na ulice, bo mają dość pieprzonej różnorodności : emigrantów, którzy żyją z zasiłków i tych, którzy latają z maczetami po ulicach. I jeszcze jednego mają dość - kneblowania! Bo w obecnych czasach "słodkiej poprawności językowej"  nie wolno powiedzieć, że czarny zabił, napadł, albo dokonał przestępstwa. W UK nie upublicznia się rasy przestępców. Ale ludzie mają oczy. Na Tootingu gdzie mieszkałem przez dekadę, w każdym tygodniu ktoś kogoś mordował. I nigdy, przez te wszystkie lata nie była to biała osoba. Brytyjczycy przegłosowali wyjście z Unii...

Patong. Trudny dzień.

Od rana próbuję poskładać się emocjonalnie. Trzy miesiące temu zacząłem własną terapię wychodzenia z traum i krzywd, jakich doświadczyłem w dzieciństwie. Ma to pośredni związek z moimi kolejnymi studiami (psychoterapia) i książką, nad którą pracuję (sprawdzam teorię w praktyce). Bezpośrednio zaś jest związane z moimi rodzicami, rodziną i różnego rodzaju zdarzeniami z dzieciństwa. Ostatnio przerabiałem nieobecność ojca w swoim życiu. No i właśnie... Rano zadzwoniła mama. Powiedziała to, co miałem w snach i co ciągnęło się za mną, jak cień - niemożliwe do odczepienia. Przyszły wyniki ojca, między innymi tomografii, którą miał wczoraj. Nie ma już dla niego żadnej nadziei. Rak jest w takim stadium i w tak wielu miejscach, że żadne leczenie nie miałoby sensu. Teraz zaatakował mózg i szybko się rozprzestrzenia. Guzy na móżdżku pozbawią go wzroku i niedługo później uniemożliwią swobodne poruszanie się. Niestety wiem jak takie rzeczy wyglądają, jak postępują i jak długo trwają. Dlaczego jestem...