Przejdź do głównej zawartości

Sopot. Odpoczynek.







Ciepło, ale nie upalnie. Zjedliśmy śniadanie w domu: jajecznicę na boczku z ciemnym chlebem i ogórkami małosolnymi, własnej produkcji. Marcin poszedł później odebrać wyniki kolonoskopii*, ja zaś zająłem się pracą i nagrywaniem wykładu.

Następnie pojechaliśmy do Sopotu na ulubione lody, oraz na długi spacer klifami i plażą. Kolację zjedliśmy w Gdyni, już po spacerze i wtedy nie odebrałem telefonu od mamy. Później znów dzwoniła i w końcu wysłała wiadomość, że ojca wzięła karetka z przychodni. Ma zapalenie płuc z powikłaniami, ciężką niewydolność serca i ogólnie jest słabo. Od szesnastej siedział na sorze i w końcu dali mu zastępcze łóżko, przed dziesiątą. Dostał również tlen. Poradziłem mamie włączyć serial i usnąć wczesniej, choć sam takie rady... No ale niby co ma robić? Michał, mój brat również jest w szpitalu od dwóch tygodni... C'est la vie.

A my jutro wybieramy się na Hel. Chcemy płynąć, przejechać całość na rowerach, a potem wrócić pociągiem. W sobotę, albo najdalej w niedzielę muszę lecieć do Londynu. Jeszcze nie kupiłem biletu (mam tam spotkanie w poniedziałek).

*Osiem (wszystkich i usuniętych) polipów okazało się niegroźnych, jednak zaleceniem lekarza jest powtarzanie badań, co trzy lata.

Komentarze

  1. Widzę służba zdrowia wszędzie opiekuje się pacjentem podobnie, bez różnicy Kętrzyn czy Częstochowa.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz