Przejdź do głównej zawartości

Patong. Plaża.











Pogoda ustabilizowała się po nagłych i trudnych do przewidzenia monsunowych deszczach. Temperatura nieco wzrosła, ale na szczęście lekki, nadmorski wiatr pozostał. Bez tego, nie dałoby się wytrzymać.

Bezustannie zachwycamy się błękitem nieba i morza. Wygląda tak, jakby ktoś dodał niebieskiego barwnika. I te złote plaże. Naprawdę ten rodzaj piasku błyszczy w słońcu jak złoty brokat.

Pijemy dużo soku że świeżych kokosów. Zrywają je i wkładają do lodu. Gdy zamówisz, odłupują górną część maczetą i wkładają słomkę. Takie kokosy prosto z drzewa mają czasami dwie pełne szklanki wody. Potem zamienia się ona w miąższ i zupełnie zmienia smak.

Często korzystamy z leżaków. Przywożą je o 8 rano, gdy jeszcze śpimy. Rozkładają i ustawiają parasole. Gdy wychodzimy z domu, w samo południe, połowa leżanek jest zajęta. Jemy lunch i wracając, szukamy dogodnego miejsca. Przyjemność kosztuje 15 złotych za osobę, bez limitu czasowego. Leżymy w cieniu kolorowych parasoli do dwóch godzin. Później ja, wracam i pracuję do 18:00. Wtedy pojawia się Marcin i idziemy na kolację, czasami na drinka i często wracamy do mieszkania plażą, brodząc w czarnej wodzie po łydki. Nocą często się błyska, gdzieś w oddali. Grzmotów jednak nie słychać.

Komentarze

  1. Brodząc w czarnej wodzie? Sam to pisałeś czy z asystentem AI? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No czarna woda. Nocą jest czarna.
      Nie piszę z asystentem.

      Usuń
    2. A to spoko, nie myślałem ze chodzicie po plaży aż tak późno, że jest już ciemna noc.
      Nie wiem, chyba mi się wydawało, ze skoro macie tak ciepło jak macie to i noc zapada u was późno, tak jak u nas latem.
      Co do pisania z asystentem AI - Amazon w w tamtym roku wprowadził ograniczenie dla wydających w ramach ramach self-publishingu, że można dodawać do konta max. trzy książki dziennie :D

      Usuń
  2. Tutaj ciemno robi się o 18:30

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Alicante. Halloween.

Po szkole* zjedliśmy lunch w lokalnej sieciówce** i pojechaliśmy do domu. Musiałem odpocząć i zrobić kilka rzeczy, związanych z pracą. Ufarbowalem włosy, nałożyłem maseczkę i pograłem w ulubioną grę na telefonie***. A wieczorem, zgodnie z planem pojechaliśmy do centrum. Nasza znajoma z którą byliśmy umówieni napisała, że mocno się spóźni. Musiała jeszcze jechać do parku, nazbierać granatów i wysłać do Polski. Trochę nas to rozbawiło, ale ok. Poszliśmy na kolację sami. Zamówiliśmy pad thai, wiosenne bułeczki z krewetkami i butelkę lokalnego wina. Pycha i bardzo tanio (€31 łącznie). Później dołączyła Kasia i w ramach rekompensaty przyprowadziła czterech chłopaków, żebyśmy od razu mieli znajomych. Faceci okazali się bardzo zabawowi i ciągle kupowali wszystkim kolejki, tak więc dość szybko rzuciliśmy się w wir zabawy. Po jakimś czasie dołączyli do nas kolejni znajomi i jacyś Chińczycy, którzy z uwielbieniem wychwalali "naszą Hiszpanię".  Poza tym wszyscy składali nam życzenia, bo...

Koniec lata

W Gdyni pogodnie, ale w powietrzu czuć jesień.  Spałem do 8:49. Wypiłem kawę i zacząłem pracować. Marcin poszedł do centrum, odebrać nowy paszport. Wrócił niedługo po południu i zjedliśmy lunch, po którym dalej pracowałem. Nagrywałem informacje zwrotne dla kursantek z grupy Mindfulness. Dość pracochłonne zajęcie. Po pracy, w okolicach 14, poszedłem na siłownię, następnie na saunę. Odpocząłem i jednocześnie opadłem z sił. Chyba znów za dużo wszystkiego. W drodze powrotnej kupiłem ciastka bez cukru i bez glutenu. Babeczki na mące migdałowej i brownie z kremem, chyba na zmielonych nasionach babki lancetowatej z kakao. W smaku słodkie i naprawdę pyszne. Mają kilkukrotnie mniejszą ilość kalorii, niż zwykle wypieki i wyjątkowo niski indeks glikemiczny. Marcin zaś eksperymentował w kuchni, co zaowocowało wyjątkowo smaczną potrawką. Rodzaj zapiekanki. Spód z mielonych migdałów, jajka i startej cukinii z wyczuwalnym smakiem czosnku i dużą ilość indyczego udźca, długo duszonego na wolnym ogn...

Gdynia. Noc Kupały.

Rano dostaliśmy alert, że burze z piorunami będą. Nie wiedziałem, że będzie to proroctwo dotyczące naszego życia, a nie pogody.  Po lunchu pojechaliśmy do Jelitkowa kolejką SKM i poszliśmy spacerem, w stronę Gdyni. To daleko, ale mieliśmy ochotę na spacer. Mimo głupawych ostrzeżeń, niebo było błękitne, a temperatura przyjemnie wysoka. Doszliśmy do Sopotu i poszliśmy do bezcukrowej kawiarnii na ciastko. Fot Cake robi takie że akurat 0% tłuszczu, z erytrytolem. Smak jest naprawdę dobry. Następnie postanowiliśmy oddać butelki w Żabce, mieszczącej się na sopockim "monciaku". Sprzedawca od początku był agresywny. Odmówił przyjęcia butelek. Powiedział że maszyna jest pełna i nie ma żadnego obowiązku i opróżniać. Na nic się zdało moje tłumaczenie. W końcu otworzyłem tą małą maszynkę i chciałem ją upchać butelki. W tym czasie jedna pracownica zamknęła drzwi, uniemożliwiając wyjście wszystkim klientom a sprzedawca wstrzymał obsługiwanie i wezwał policję. Przyjechali na sygnale po 10 m...