Przejdź do głównej zawartości

Kathmandu. Dzień ze sobą.

Poczekalnia u dentysty

Nie spałem dobrze. Położyłem się "na siłę" o 1:27 i już o 3:14 obudziłem się na siku. Potem na szczęście znów usnąłem. O 6:15 obudziła mnie sąsiadka, waląca tłuczkiem w stolnicę (codziennie robi ciapaty na śniadanie, co powoduje ten sam dźwięk co rozbijanie mięsa na kotlety). Wyzywałem ją od wrednej francy i życzyłem, żeby sobie walnęła w palca, po czym znów zasnąłem. O 8:24 wstałem, włączyłem radio i poszedłem do łazienki.

Marcin zaczął sprzątać mieszkanie, gdy wychodziłem do dentysty. Zmywał i opowiadał o zamiarze zrobienia prania, umycia podłóg i takich tam. Ja zamówiłem motor, który zjawił się niemal natychmiast. Jechałem w korku i spóźniłem się na spotkanie 7 minut, na co tylko ja zwróciłem uwagę.

Po nałożeniu korony i finalnym prześwietleniu, pojechałem na Thamel. Chciałem kupić pewną książkę w księgarni pielgrzyma, ale jej nie znalazłem. Myślę, że raczej ktoś ją przełożył, niż kupił. Ewentualnie ukradł, bo w systemie figuruje jako nie sprzedana. Potem zjadłem śniadanie. Miałem ochotę na coś słodkiego i przypomniałem sobie, że mąż informował mnie o otworzeniu nowej kawiarni na Narsingh Chok. Jej wyroby znamy z sobotniego marketu.

Moje śniadanie 

Po śniadaniu, o 14:30 poszedłem na masaż. Chłopak o imieniu Yubi był naprawdę dobry i poczułem, jak ulatniają się wszystkie napięcia. Dałem mu napiwek, bo zasłużył. Ma 25 lat i pracuje nad w zawodzie od pięciu. Pochodzi z wioski, z której się wyrwał i podobno nie żałuje, pracując od rana do nocy.

A teraz siedzę i piję czerwone wino. Mam ochotę wyłącznie na własne towarzystwo.

Napój po kolacji 


Komentarze

  1. Jak oglądałem księgarnię na filmiku to sobie nawet pomyślałem, że u nas by się za bardzo taki interes nie sprawdził ze względu na złodziejstwo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nepalczycy bardzo rzadko robią takie rzeczy. Wierzą w karmę dość mocno, według której kradzież się nie opłaca. Ale turyści tak. Kradną.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Alicante. Halloween.

Po szkole* zjedliśmy lunch w lokalnej sieciówce** i pojechaliśmy do domu. Musiałem odpocząć i zrobić kilka rzeczy, związanych z pracą. Ufarbowalem włosy, nałożyłem maseczkę i pograłem w ulubioną grę na telefonie***. A wieczorem, zgodnie z planem pojechaliśmy do centrum. Nasza znajoma z którą byliśmy umówieni napisała, że mocno się spóźni. Musiała jeszcze jechać do parku, nazbierać granatów i wysłać do Polski. Trochę nas to rozbawiło, ale ok. Poszliśmy na kolację sami. Zamówiliśmy pad thai, wiosenne bułeczki z krewetkami i butelkę lokalnego wina. Pycha i bardzo tanio (€31 łącznie). Później dołączyła Kasia i w ramach rekompensaty przyprowadziła czterech chłopaków, żebyśmy od razu mieli znajomych. Faceci okazali się bardzo zabawowi i ciągle kupowali wszystkim kolejki, tak więc dość szybko rzuciliśmy się w wir zabawy. Po jakimś czasie dołączyli do nas kolejni znajomi i jacyś Chińczycy, którzy z uwielbieniem wychwalali "naszą Hiszpanię".  Poza tym wszyscy składali nam życzenia, bo...

Koniec lata

W Gdyni pogodnie, ale w powietrzu czuć jesień.  Spałem do 8:49. Wypiłem kawę i zacząłem pracować. Marcin poszedł do centrum, odebrać nowy paszport. Wrócił niedługo po południu i zjedliśmy lunch, po którym dalej pracowałem. Nagrywałem informacje zwrotne dla kursantek z grupy Mindfulness. Dość pracochłonne zajęcie. Po pracy, w okolicach 14, poszedłem na siłownię, następnie na saunę. Odpocząłem i jednocześnie opadłem z sił. Chyba znów za dużo wszystkiego. W drodze powrotnej kupiłem ciastka bez cukru i bez glutenu. Babeczki na mące migdałowej i brownie z kremem, chyba na zmielonych nasionach babki lancetowatej z kakao. W smaku słodkie i naprawdę pyszne. Mają kilkukrotnie mniejszą ilość kalorii, niż zwykle wypieki i wyjątkowo niski indeks glikemiczny. Marcin zaś eksperymentował w kuchni, co zaowocowało wyjątkowo smaczną potrawką. Rodzaj zapiekanki. Spód z mielonych migdałów, jajka i startej cukinii z wyczuwalnym smakiem czosnku i dużą ilość indyczego udźca, długo duszonego na wolnym ogn...

Gdynia. Noc Kupały.

Rano dostaliśmy alert, że burze z piorunami będą. Nie wiedziałem, że będzie to proroctwo dotyczące naszego życia, a nie pogody.  Po lunchu pojechaliśmy do Jelitkowa kolejką SKM i poszliśmy spacerem, w stronę Gdyni. To daleko, ale mieliśmy ochotę na spacer. Mimo głupawych ostrzeżeń, niebo było błękitne, a temperatura przyjemnie wysoka. Doszliśmy do Sopotu i poszliśmy do bezcukrowej kawiarnii na ciastko. Fot Cake robi takie że akurat 0% tłuszczu, z erytrytolem. Smak jest naprawdę dobry. Następnie postanowiliśmy oddać butelki w Żabce, mieszczącej się na sopockim "monciaku". Sprzedawca od początku był agresywny. Odmówił przyjęcia butelek. Powiedział że maszyna jest pełna i nie ma żadnego obowiązku i opróżniać. Na nic się zdało moje tłumaczenie. W końcu otworzyłem tą małą maszynkę i chciałem ją upchać butelki. W tym czasie jedna pracownica zamknęła drzwi, uniemożliwiając wyjście wszystkim klientom a sprzedawca wstrzymał obsługiwanie i wezwał policję. Przyjechali na sygnale po 10 m...