Przejdź do głównej zawartości

Londyn. Jacuzzi na koniec dnia.

 Zaczyna mi uwierać orwellowska rzeczywistość i nadmiar nonsensów we wszechświecie. Niewiele bzdur urozmaica życie i może być tematem do anegdot, ale kurwa bez przesady! 

Zadzwoniłem dzisiaj do urzędu, bo każą nam płacić podatek mieszkaniowy za zeszły rok. Ale ja zapłaciłem i im zginęło. Wysłałem potwierdzenia i widocznie też zginęły, bo dzisiaj dostaliśmy list z czerwoną obwódką i groźbę zaciągnięcia nas przed sąd. Tym razem bardzo chętnie pójdę.

A dzisiaj w ogóle był dzień do dupy. Zaczął się wielką ciemnością. No może przesadzam, bo słońce już świeciło, ale wyłączył nam się prąd i to właśnie wtedy, gdy zapisywałem coś ważnego. Nasza wina, bo nie doładowaliśmy kluczyka, a wolałbym zrzucić winę na Tuska, albo na Johnsona. Zresztą w sumie to jego wina, bo prąd powinien być tańszy. Niemniej to jeszcze nie było najgorsze. Nieco później coś mnie pokusiło i postanowiłem poprawić sobie fryzurę, a konował tak mnie zjebał, że przez najbliższe trzy tygodnie będę chodził w czapce, albo ogolę się na łyso. I jeszcze mi opowiadał, jaki to jego kraj Iran piękny. Może i piękny, ale facet powinien strzyc owce, albo gazele a nie ludzi w londyńskim salonie.

Na koniec dnia pojadłem bagietę, taką wielką z majonezem i ementalerem i dostałem gazów i właśnie sobie puszczam bąbelki w wannie. Jest bosko.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Alicante. Halloween.

Po szkole* zjedliśmy lunch w lokalnej sieciówce** i pojechaliśmy do domu. Musiałem odpocząć i zrobić kilka rzeczy, związanych z pracą. Ufarbowalem włosy, nałożyłem maseczkę i pograłem w ulubioną grę na telefonie***. A wieczorem, zgodnie z planem pojechaliśmy do centrum. Nasza znajoma z którą byliśmy umówieni napisała, że mocno się spóźni. Musiała jeszcze jechać do parku, nazbierać granatów i wysłać do Polski. Trochę nas to rozbawiło, ale ok. Poszliśmy na kolację sami. Zamówiliśmy pad thai, wiosenne bułeczki z krewetkami i butelkę lokalnego wina. Pycha i bardzo tanio (€31 łącznie). Później dołączyła Kasia i w ramach rekompensaty przyprowadziła czterech chłopaków, żebyśmy od razu mieli znajomych. Faceci okazali się bardzo zabawowi i ciągle kupowali wszystkim kolejki, tak więc dość szybko rzuciliśmy się w wir zabawy. Po jakimś czasie dołączyli do nas kolejni znajomi i jacyś Chińczycy, którzy z uwielbieniem wychwalali "naszą Hiszpanię".  Poza tym wszyscy składali nam życzenia, bo...

A dzisiaj nie o nas.

Z cyklu "muszę, bo się uduszę".  Prawie nigdy nie wyrażam poglądów politycznych, ale dzisiaj to zrobię, bo męczy mnie "jedyna i słuszna" narracja ciasnych umysłowo, smutnych ludzi, którzy w życiu prywatnym dorobili się nieudanych rodzin, traum i depresji. Zastanawiam się, czy są zwyczajnie tępi i pozbawieni empatii, czy mszczą się na innych za własny ból dupy? Emigracja Spójrzmy na Londyn. Setki tysięcy ludzi wyszło na ulice, bo mają dość pieprzonej różnorodności : emigrantów, którzy żyją z zasiłków i tych, którzy latają z maczetami po ulicach. I jeszcze jednego mają dość - kneblowania! Bo w obecnych czasach "słodkiej poprawności językowej"  nie wolno powiedzieć, że czarny zabił, napadł, albo dokonał przestępstwa. W UK nie upublicznia się rasy przestępców. Ale ludzie mają oczy. Na Tootingu gdzie mieszkałem przez dekadę, w każdym tygodniu ktoś kogoś mordował. I nigdy, przez te wszystkie lata nie była to biała osoba. Brytyjczycy przegłosowali wyjście z Unii...

Trójmiasto. Piątek 13-tego.

  Trochę ostatnio za dużo jadłem. Wakacje są fajne, gdy człowiek nie ma ograniczeń, ale nabiera się ciała. Jestem za stary, żeby się katować. Liposukcja laserowa zmniejszyła obwód w pasie i przywróciła ustawienia fabryczne. Poza tym, miałem przygody. Ponieważ jadę do Wrocławia (o tym za chwilę), a potem do Ustronia (o tym za dwie chwile), wyszedłem z domu z wielką walizką i plecakiem.  W Gdańsku skorzystałem z automatycznej przechowalni. Wszystko włożyłem do skrzynki, przeczytałem regulamin, zapłaciłem i zamknąłem na kluczyk, który włożyłem do portfela (wszystko w tej właśnie kolejności).  Po zabiegu, zaraz przed przyjazdem pociągu, włożyłem kluczyk, zamek zrobił "klik" i drzwiczki się otworzyły. W środku niczego nie było. Ani wielkiej walizki, ani laptopa z całym moim dorobkiem i danymi z firmy, ani innych ważnych rzeczy. Ktoś wziął wszystko. Świat się zatrzymał. W takich sytuacjach nigdy się nie denerwuję, tylko działam. Rozejrzałem się i stwierdziłem, że jest kamera, p...