Wieczór na Malcie składał się z: pobytu w pubie, filozoficznych dyskusji o niczym i całkiem okropnej, podgrzewanej pizzy za 3 euro. Miało być inaczej, no ale życie jest niedoskonałe.
Mieliśmy jechać razem, ale Marcin oznajmił mi, że musi zostać w pracy. Na anulowanie biletu było za późno, więc poleciałem sam i rozwaliłem się na dwóch miejscach. A Kot doleci jutro rano. Co będzie, to będzie, ja się bawię.
Dyskusja o niczym z nikim, czy od razu zapoznałeś jakieś towarzystwo?
OdpowiedzUsuńNo tak. Raczej nie mam z tym problemu i zwyczajnie mieszam się z ludźmi, jakbym ich znał od zawsze. Taka wrodzona umiejętność.
UsuńPozazdrościć. Moja babka taka była. Pięć minut gdziekolwiek i już miała znajomych, z którymi rozmawiała w najlepsze :) A ja się całkiem wyrodziłem :D
Usuń