W Berlinie, tak jak wcześniej w całej Austrii, święta całą gębą. Roześmiane twarze zachwalają towary, najczęściej: grzane winko i piwko, jabłuszka w karmelu, smażone i oblane czekoladą banany oraz różnego rodzaju kiełbaski. Na licznych lodowiskach, w rytm kolęd łyżwiarze i łyżwiarki suną po lodzie, piruety wyskakują i spadają na dupy, na twardy lód, wśród chichotów i klaków. Niemiecka bajka!
Za tymi ogrodami rozkoszy, do których wejść można tylko za okazaniem zielonej karty, stoją liczne budki, a w nich ludzie - ufoludki, robiący testy tym, co w kolejce czekają. Żeby jechać metrem, też potrzeba zielonej karty. Policja to wyrywkowo kontroluje, a z megafonów, oprócz informacji, jaka to stacja, leci komunikat, że "podróżowanie bez zielonej karty jest przestępstwem i że śmiałek bez takiego dokumentu będzie aresztowany".
Dla celów statystycznych policzyłem, ile razy musiałem pokazać dowód szczepienia. Więc 17 na 6 godzin. Nie wiem czy każdy tak ma, ale ja dość burzliwie żyję i często gdzieś włażę.
Polskie swobodne podejście do koronawirusa odpowiada ci bardziej? Bo w Warszawie pewnie nikt tego paszportu covidowego nigdzie ci nie sprawdzał.
OdpowiedzUsuńZdecydowanie bardziej mi odpowiada. A w ogóle i poważnie teraz będzie... Ludzie niezaszczepieni nie mogą wejść do metra, bo mogą roznosić wirusa. Ludzie zaszczepieni mogą, choć zarówno jak tamci mogą go roznosić i na niego chorować (bezobjawowo jak i śmiertelnie). Gdyby było inaczej, stałym się orędownikiem szczepionek.
OdpowiedzUsuń