Przejdź do głównej zawartości

Warszawa. Wsiąść do pociągu...














Sweet focia z rana, pół godziny po przebudzeniu - ostatnia w Warszawie. Tylko ja nie mam maski, reszta nosi najczęściej sprane, zmechacone lub zwyczajnie brudne. Oczywiście na brodach, co potwierdza moje przypuszczenia dotyczące zidiocenia społeczeństw.

Warszawa dalej mi się podoba, choć jest cholernie droga. Za podcięcie włosów w Old Blade Barbers na Wilczej 28, zapłaciłem trzy stówy. Fryzjer jednak przeszedł moje oczekiwania i wyszedłem uskrzydlony. Polecam. Śniadanie: kawa na mleku owsianymi, kanapka i croissant to wydatek 70 złotych, a za obiad z lampką wina wychodziło mi średnio 150-200 złotych. Kawa w Starbucksie 20 złotych. I tak dalej. Dzienny budżet to minimum czterysta złotych, jeśli nie planuje się zaszaleć wieczorem.

Komentarze

  1. Trzy stówy za fryzjera? To chyba z wliczoną laską, czy jaką inną dodatkową usługą :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fryzjer był niezwykłą gadułą. Być może zapłaciłem za opowieści o jego psach, dzieciach ( syn i córka), byłej żonie o której o dziwo wypowiadał się dobrze, mówił też o swoich problemach z piętami bo powiedziałem że jestem refleksologia jem potem mówił o swoich udach że zmęczony od stania, o tym że mieszka w Szkocji, o dzierżawie swojego lokalu i o wielu innych sprawach zajęło mu to dwie godziny.

      Usuń
    2. Straszne :D

      (zapomniałem wspomnieć, że ja u siebie strzygę się za 25 złotych; fryzjerka prawie się nie odzywa)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Alicante. Halloween.

Po szkole* zjedliśmy lunch w lokalnej sieciówce** i pojechaliśmy do domu. Musiałem odpocząć i zrobić kilka rzeczy, związanych z pracą. Ufarbowalem włosy, nałożyłem maseczkę i pograłem w ulubioną grę na telefonie***. A wieczorem, zgodnie z planem pojechaliśmy do centrum. Nasza znajoma z którą byliśmy umówieni napisała, że mocno się spóźni. Musiała jeszcze jechać do parku, nazbierać granatów i wysłać do Polski. Trochę nas to rozbawiło, ale ok. Poszliśmy na kolację sami. Zamówiliśmy pad thai, wiosenne bułeczki z krewetkami i butelkę lokalnego wina. Pycha i bardzo tanio (€31 łącznie). Później dołączyła Kasia i w ramach rekompensaty przyprowadziła czterech chłopaków, żebyśmy od razu mieli znajomych. Faceci okazali się bardzo zabawowi i ciągle kupowali wszystkim kolejki, tak więc dość szybko rzuciliśmy się w wir zabawy. Po jakimś czasie dołączyli do nas kolejni znajomi i jacyś Chińczycy, którzy z uwielbieniem wychwalali "naszą Hiszpanię".  Poza tym wszyscy składali nam życzenia, bo...

Koniec lata

W Gdyni pogodnie, ale w powietrzu czuć jesień.  Spałem do 8:49. Wypiłem kawę i zacząłem pracować. Marcin poszedł do centrum, odebrać nowy paszport. Wrócił niedługo po południu i zjedliśmy lunch, po którym dalej pracowałem. Nagrywałem informacje zwrotne dla kursantek z grupy Mindfulness. Dość pracochłonne zajęcie. Po pracy, w okolicach 14, poszedłem na siłownię, następnie na saunę. Odpocząłem i jednocześnie opadłem z sił. Chyba znów za dużo wszystkiego. W drodze powrotnej kupiłem ciastka bez cukru i bez glutenu. Babeczki na mące migdałowej i brownie z kremem, chyba na zmielonych nasionach babki lancetowatej z kakao. W smaku słodkie i naprawdę pyszne. Mają kilkukrotnie mniejszą ilość kalorii, niż zwykle wypieki i wyjątkowo niski indeks glikemiczny. Marcin zaś eksperymentował w kuchni, co zaowocowało wyjątkowo smaczną potrawką. Rodzaj zapiekanki. Spód z mielonych migdałów, jajka i startej cukinii z wyczuwalnym smakiem czosnku i dużą ilość indyczego udźca, długo duszonego na wolnym ogn...

Gdynia. Noc Kupały.

Rano dostaliśmy alert, że burze z piorunami będą. Nie wiedziałem, że będzie to proroctwo dotyczące naszego życia, a nie pogody.  Po lunchu pojechaliśmy do Jelitkowa kolejką SKM i poszliśmy spacerem, w stronę Gdyni. To daleko, ale mieliśmy ochotę na spacer. Mimo głupawych ostrzeżeń, niebo było błękitne, a temperatura przyjemnie wysoka. Doszliśmy do Sopotu i poszliśmy do bezcukrowej kawiarnii na ciastko. Fot Cake robi takie że akurat 0% tłuszczu, z erytrytolem. Smak jest naprawdę dobry. Następnie postanowiliśmy oddać butelki w Żabce, mieszczącej się na sopockim "monciaku". Sprzedawca od początku był agresywny. Odmówił przyjęcia butelek. Powiedział że maszyna jest pełna i nie ma żadnego obowiązku i opróżniać. Na nic się zdało moje tłumaczenie. W końcu otworzyłem tą małą maszynkę i chciałem ją upchać butelki. W tym czasie jedna pracownica zamknęła drzwi, uniemożliwiając wyjście wszystkim klientom a sprzedawca wstrzymał obsługiwanie i wezwał policję. Przyjechali na sygnale po 10 m...