Stolica Niemiec pokazała wielkiego, napuchniętego fucka całej śmietance rządzącej. Życie kwitnie w odmętach, w podziemiu, bez żadnych ograniczeń. Bardzo do w sumie podniecające.
W hotelu posiłek przyrządzano mi w sterylnych warunkach. Patrzyłem z rozbawieniem na dwóch Azjatów, uzbrojonych niczym postaci z filmów sci-fi , nakładających plastry szynki na talerz. Oni naprawdę byli cali w folii, w maskach, rękawiczkach i przyłbicach. W metrze policjanci sprawdzali „status szczepienia”. A później?
Później wszedłem do zatłoczonego pubu. Ktoś tańczył, ktoś się obmacywał, ktoś próbował robić striptiz. Ludzie palili papierosy, pili lub oblewali się piwem i generalnie zachowywali się tak, jakby nadchodził koniec świata. Odwiedziłem trzy lokale i w każdym było tak samo. Nigdy jeszcze nie widziałem takich Niemiec…
Zastanawiam się, czy kiedyś się do tego przyzwyczaimy... U nas także pojawia się coraz więcej restrykcji. Obawiam się, że lada moment nie będę mogła samodzielnie zrobić zakupów, bo już nie wejdę do kina, czy teatru, a szczepić się nadal nie chcę... Natomiast patrząc na to, co się dzieję, kiedy jadę do pracy na wesele... tam wszystko znika... Jak za jakąś czarodziejską ścianą. Ze sceny mam dobre widoki i wiele dostrzegam: Ludzie piją z jednego kieliszka, swoimi łyżkami wyjadają składki z jednej miski, przytulają się, całują, tańczą w mieszanych parach, kółeczkach ect. Tylko biedne kelnerki biegają opancerzone miedzy stolikami, oglądając się do okoła czy nikt na nie nie huknie jesli delikatnie ściągną maseczkę z nosa...
OdpowiedzUsuńNo właśnie... Chociaż widzę że w Warszawie, wszyscy mają wyrąbane również.
Usuń