Przejdź do głównej zawartości

Londyn. Życie codzienne.














Od powrotu do Londynu z służbowej podróży, pracowałem. Udało mi się skończyć autorską mapę stóp i nanieść poprawki, z którymi żaden grafik sobie nie poradził. Jestem z siebie dumny. Poza tym chorowałem na Covid, który przywlokłem z Polski. Na szczęście test pozytywny wyszedł mi dopiero później, a samo chorowanie skończyło się na katarze i lekkim osłabieniu, które już minęło. Osoby niezaszczepione i ich rodziny miały podobne symptomy, z dodatkowymi atrakcjami: bólem głowy i gorączką. Wszyscy już wyzdrowieli. Przypominam, że z powodu tego przeziębienia wprowadzono segregację obywateli, domowe areszty, oraz przeróżne formy nacisku i zastraszania na całym świecie. Zabawa trwa.

A w Londynie mamy słońce i plus piętnaście. Za 10 dni mam szkolenie w Warszawie, a potem jedziemy z Marcinem na urlop (na którym ja będę musiał pracować online). Rozważamy przeprowadzkę, przynajmniej tymczasową, ale jeszcze nie wiemy gdzie. Póki co będziemy się rozglądać. Przychylnym okiem patrzymy na Gruzję, ale prawdę poznamy dopiero wtedy, gdy tam pomieszkamy. Póki co wynająłem mieszkanie na trzy miesiące w Tbilisi od kwietnia, a do tego czasu będziemy się chyba włóczyć (oby tylko było ciepło).

Komentarze

  1. Gruzja byłaby fajna, gdyby nie niepewne sąsiedztwo (zwłaszcza z Rosją) i trzęsienia ziemi.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mapa będzie sztos, a trochę odpoczynku Ci się należy po takiej pracy, nawet jeśli w przerywniku będą zoomy... 😊

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Alicante. Halloween.

Po szkole* zjedliśmy lunch w lokalnej sieciówce** i pojechaliśmy do domu. Musiałem odpocząć i zrobić kilka rzeczy, związanych z pracą. Ufarbowalem włosy, nałożyłem maseczkę i pograłem w ulubioną grę na telefonie***. A wieczorem, zgodnie z planem pojechaliśmy do centrum. Nasza znajoma z którą byliśmy umówieni napisała, że mocno się spóźni. Musiała jeszcze jechać do parku, nazbierać granatów i wysłać do Polski. Trochę nas to rozbawiło, ale ok. Poszliśmy na kolację sami. Zamówiliśmy pad thai, wiosenne bułeczki z krewetkami i butelkę lokalnego wina. Pycha i bardzo tanio (€31 łącznie). Później dołączyła Kasia i w ramach rekompensaty przyprowadziła czterech chłopaków, żebyśmy od razu mieli znajomych. Faceci okazali się bardzo zabawowi i ciągle kupowali wszystkim kolejki, tak więc dość szybko rzuciliśmy się w wir zabawy. Po jakimś czasie dołączyli do nas kolejni znajomi i jacyś Chińczycy, którzy z uwielbieniem wychwalali "naszą Hiszpanię".  Poza tym wszyscy składali nam życzenia, bo...

Koniec lata

W Gdyni pogodnie, ale w powietrzu czuć jesień.  Spałem do 8:49. Wypiłem kawę i zacząłem pracować. Marcin poszedł do centrum, odebrać nowy paszport. Wrócił niedługo po południu i zjedliśmy lunch, po którym dalej pracowałem. Nagrywałem informacje zwrotne dla kursantek z grupy Mindfulness. Dość pracochłonne zajęcie. Po pracy, w okolicach 14, poszedłem na siłownię, następnie na saunę. Odpocząłem i jednocześnie opadłem z sił. Chyba znów za dużo wszystkiego. W drodze powrotnej kupiłem ciastka bez cukru i bez glutenu. Babeczki na mące migdałowej i brownie z kremem, chyba na zmielonych nasionach babki lancetowatej z kakao. W smaku słodkie i naprawdę pyszne. Mają kilkukrotnie mniejszą ilość kalorii, niż zwykle wypieki i wyjątkowo niski indeks glikemiczny. Marcin zaś eksperymentował w kuchni, co zaowocowało wyjątkowo smaczną potrawką. Rodzaj zapiekanki. Spód z mielonych migdałów, jajka i startej cukinii z wyczuwalnym smakiem czosnku i dużą ilość indyczego udźca, długo duszonego na wolnym ogn...

Gdynia. Noc Kupały.

Rano dostaliśmy alert, że burze z piorunami będą. Nie wiedziałem, że będzie to proroctwo dotyczące naszego życia, a nie pogody.  Po lunchu pojechaliśmy do Jelitkowa kolejką SKM i poszliśmy spacerem, w stronę Gdyni. To daleko, ale mieliśmy ochotę na spacer. Mimo głupawych ostrzeżeń, niebo było błękitne, a temperatura przyjemnie wysoka. Doszliśmy do Sopotu i poszliśmy do bezcukrowej kawiarnii na ciastko. Fot Cake robi takie że akurat 0% tłuszczu, z erytrytolem. Smak jest naprawdę dobry. Następnie postanowiliśmy oddać butelki w Żabce, mieszczącej się na sopockim "monciaku". Sprzedawca od początku był agresywny. Odmówił przyjęcia butelek. Powiedział że maszyna jest pełna i nie ma żadnego obowiązku i opróżniać. Na nic się zdało moje tłumaczenie. W końcu otworzyłem tą małą maszynkę i chciałem ją upchać butelki. W tym czasie jedna pracownica zamknęła drzwi, uniemożliwiając wyjście wszystkim klientom a sprzedawca wstrzymał obsługiwanie i wezwał policję. Przyjechali na sygnale po 10 m...