Przejdź do głównej zawartości

Budapeszt. Podróże w czasie.














Budapeszt jest pięknym miastem. Gdy nie pracuję*, podziwiam jego aurę i napawam się unikalną atmosferą. Nie wszyscy bowiem wiedzą, że rozkoszuję się w czasach PRL, kiedy z mojego punktu widzenia, żyło się wygodniej i zdecydowanie wolniej. Tutaj chciałbym jeszcze zaznaczyć, że polityką się nie zajmuję (zawsze jest na co narzekać, lub przez coś cierpieć, a ja tego nie robię).

Muzeum Historyczne okazało się ogromne, jednak najwięcej czasu spędziliśmy w skrzydle z wystawami z lat siedemdziesiątych. Poza tym zwariowałem, przy propagandowych plakatach - to prawie mój fetysz.

Wieczór spędziliśmy na spokojnie. Musiałem ogarnąć wiele biurowych rzeczy i przez kilka godzin pracowaliśmy z Marcinem i moją mamą, korzystając ze świata wirtualnego.

* Prowadzę firmę od poniedziałku do soboty, od 4 do 6 godzin dziennie, wliczając w czas pracy służbowe rozmowy telefoniczne i na What's up.

Komentarze

  1. Obejrzałem filmik na FB.
    A ta stylowa meblościanka to też muzeum, czy na kwaterze macie tak przytulnie, PRL-owsko prawie (u rodziców mieliśmy podobny mebel, tylko z ciemny fornirem) :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To muzeum. Tak są takie pokoje właśnie i można sobie nawet "pomieszkać". A mieszkanie nasze, tymczasowe, węgierskie jest bardzo przestronne. I wysokie. Mamy piec kaflowy, już teraz na gaz...

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Alicante. Halloween.

Po szkole* zjedliśmy lunch w lokalnej sieciówce** i pojechaliśmy do domu. Musiałem odpocząć i zrobić kilka rzeczy, związanych z pracą. Ufarbowalem włosy, nałożyłem maseczkę i pograłem w ulubioną grę na telefonie***. A wieczorem, zgodnie z planem pojechaliśmy do centrum. Nasza znajoma z którą byliśmy umówieni napisała, że mocno się spóźni. Musiała jeszcze jechać do parku, nazbierać granatów i wysłać do Polski. Trochę nas to rozbawiło, ale ok. Poszliśmy na kolację sami. Zamówiliśmy pad thai, wiosenne bułeczki z krewetkami i butelkę lokalnego wina. Pycha i bardzo tanio (€31 łącznie). Później dołączyła Kasia i w ramach rekompensaty przyprowadziła czterech chłopaków, żebyśmy od razu mieli znajomych. Faceci okazali się bardzo zabawowi i ciągle kupowali wszystkim kolejki, tak więc dość szybko rzuciliśmy się w wir zabawy. Po jakimś czasie dołączyli do nas kolejni znajomi i jacyś Chińczycy, którzy z uwielbieniem wychwalali "naszą Hiszpanię".  Poza tym wszyscy składali nam życzenia, bo...

A dzisiaj nie o nas.

Z cyklu "muszę, bo się uduszę".  Prawie nigdy nie wyrażam poglądów politycznych, ale dzisiaj to zrobię, bo męczy mnie "jedyna i słuszna" narracja ciasnych umysłowo, smutnych ludzi, którzy w życiu prywatnym dorobili się nieudanych rodzin, traum i depresji. Zastanawiam się, czy są zwyczajnie tępi i pozbawieni empatii, czy mszczą się na innych za własny ból dupy? Emigracja Spójrzmy na Londyn. Setki tysięcy ludzi wyszło na ulice, bo mają dość pieprzonej różnorodności : emigrantów, którzy żyją z zasiłków i tych, którzy latają z maczetami po ulicach. I jeszcze jednego mają dość - kneblowania! Bo w obecnych czasach "słodkiej poprawności językowej"  nie wolno powiedzieć, że czarny zabił, napadł, albo dokonał przestępstwa. W UK nie upublicznia się rasy przestępców. Ale ludzie mają oczy. Na Tootingu gdzie mieszkałem przez dekadę, w każdym tygodniu ktoś kogoś mordował. I nigdy, przez te wszystkie lata nie była to biała osoba. Brytyjczycy przegłosowali wyjście z Unii...

Gdynia. Noc Kupały.

Rano dostaliśmy alert, że burze z piorunami będą. Nie wiedziałem, że będzie to proroctwo dotyczące naszego życia, a nie pogody.  Po lunchu pojechaliśmy do Jelitkowa kolejką SKM i poszliśmy spacerem, w stronę Gdyni. To daleko, ale mieliśmy ochotę na spacer. Mimo głupawych ostrzeżeń, niebo było błękitne, a temperatura przyjemnie wysoka. Doszliśmy do Sopotu i poszliśmy do bezcukrowej kawiarnii na ciastko. Fot Cake robi takie że akurat 0% tłuszczu, z erytrytolem. Smak jest naprawdę dobry. Następnie postanowiliśmy oddać butelki w Żabce, mieszczącej się na sopockim "monciaku". Sprzedawca od początku był agresywny. Odmówił przyjęcia butelek. Powiedział że maszyna jest pełna i nie ma żadnego obowiązku i opróżniać. Na nic się zdało moje tłumaczenie. W końcu otworzyłem tą małą maszynkę i chciałem ją upchać butelki. W tym czasie jedna pracownica zamknęła drzwi, uniemożliwiając wyjście wszystkim klientom a sprzedawca wstrzymał obsługiwanie i wezwał policję. Przyjechali na sygnale po 10 m...