Przejdź do głównej zawartości

Sofia. Czas szybko płynie.













Tak, jak w tytule. Czas płynie jak zwariowany i chociaż nie widać tego w ciągu dnia, to gdy miesiąc się kończy, zawsze się dziwimy. 

Jednym z pomysłów Marcina, jest kupienie domu w Bułgarii. Nie jestem przekonany, czy to najlepszy pomysł, ale postanowiłem się nie wtrącać, mimo że nie mamy rozdzielności majątkowej. Chcę jednak, żeby ta część pieniędzy i decyzje z nią związane należały do niego. Tak myślę, jako mąż. Ale jako przyjaciel kręcę nosem, bo bułgarska wieś jest naprawdę uboga i niewiele się tam dzieje. Tylko Sofia (i być może kilka innych, turystycznych miast) są pełne życia. Wsie przez które przejeżdżaliśmy, wydają się opuszczone lub bardzo biedne. Z drugiej strony w takich spokojnych i niedrogich miejscach, może można by było otworzyć centrum jogi, ośrodki szkoleniowe, lub inne podobne rzeczy? Sam nie wiem.

Weekend miałem wolny, ale dzisiaj pracuję. Przygotowuję się do zajęć. Szkolenia on-line mam już wyprzedane do końca roku, więc jako takiego, dłuższego urlopu nie będę miał. Pozostaje mi mieszkać blisko połączeń internetowych, bo do grudnia nie mamy żadnej potrzeby gdziekolwiek zapuszczać korzeni. 


Komentarze

  1. Z wielkiego świata (Londyn) na wieś zabitą dechami? No to chyba tylko, jak jest bardzo dobry dojazd pociągiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No raczej. Poza tym jeśli kupi, to sobie będzie tam mieszkał a ja najwyżej będę robił warsztaty letnie. Z całą pewnością nie dla mnie takie klimaty, choć na chwilę lubię.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Alicante. Halloween.

Po szkole* zjedliśmy lunch w lokalnej sieciówce** i pojechaliśmy do domu. Musiałem odpocząć i zrobić kilka rzeczy, związanych z pracą. Ufarbowalem włosy, nałożyłem maseczkę i pograłem w ulubioną grę na telefonie***. A wieczorem, zgodnie z planem pojechaliśmy do centrum. Nasza znajoma z którą byliśmy umówieni napisała, że mocno się spóźni. Musiała jeszcze jechać do parku, nazbierać granatów i wysłać do Polski. Trochę nas to rozbawiło, ale ok. Poszliśmy na kolację sami. Zamówiliśmy pad thai, wiosenne bułeczki z krewetkami i butelkę lokalnego wina. Pycha i bardzo tanio (€31 łącznie). Później dołączyła Kasia i w ramach rekompensaty przyprowadziła czterech chłopaków, żebyśmy od razu mieli znajomych. Faceci okazali się bardzo zabawowi i ciągle kupowali wszystkim kolejki, tak więc dość szybko rzuciliśmy się w wir zabawy. Po jakimś czasie dołączyli do nas kolejni znajomi i jacyś Chińczycy, którzy z uwielbieniem wychwalali "naszą Hiszpanię".  Poza tym wszyscy składali nam życzenia, bo...

Koniec lata

W Gdyni pogodnie, ale w powietrzu czuć jesień.  Spałem do 8:49. Wypiłem kawę i zacząłem pracować. Marcin poszedł do centrum, odebrać nowy paszport. Wrócił niedługo po południu i zjedliśmy lunch, po którym dalej pracowałem. Nagrywałem informacje zwrotne dla kursantek z grupy Mindfulness. Dość pracochłonne zajęcie. Po pracy, w okolicach 14, poszedłem na siłownię, następnie na saunę. Odpocząłem i jednocześnie opadłem z sił. Chyba znów za dużo wszystkiego. W drodze powrotnej kupiłem ciastka bez cukru i bez glutenu. Babeczki na mące migdałowej i brownie z kremem, chyba na zmielonych nasionach babki lancetowatej z kakao. W smaku słodkie i naprawdę pyszne. Mają kilkukrotnie mniejszą ilość kalorii, niż zwykle wypieki i wyjątkowo niski indeks glikemiczny. Marcin zaś eksperymentował w kuchni, co zaowocowało wyjątkowo smaczną potrawką. Rodzaj zapiekanki. Spód z mielonych migdałów, jajka i startej cukinii z wyczuwalnym smakiem czosnku i dużą ilość indyczego udźca, długo duszonego na wolnym ogn...

Gdynia. Noc Kupały.

Rano dostaliśmy alert, że burze z piorunami będą. Nie wiedziałem, że będzie to proroctwo dotyczące naszego życia, a nie pogody.  Po lunchu pojechaliśmy do Jelitkowa kolejką SKM i poszliśmy spacerem, w stronę Gdyni. To daleko, ale mieliśmy ochotę na spacer. Mimo głupawych ostrzeżeń, niebo było błękitne, a temperatura przyjemnie wysoka. Doszliśmy do Sopotu i poszliśmy do bezcukrowej kawiarnii na ciastko. Fot Cake robi takie że akurat 0% tłuszczu, z erytrytolem. Smak jest naprawdę dobry. Następnie postanowiliśmy oddać butelki w Żabce, mieszczącej się na sopockim "monciaku". Sprzedawca od początku był agresywny. Odmówił przyjęcia butelek. Powiedział że maszyna jest pełna i nie ma żadnego obowiązku i opróżniać. Na nic się zdało moje tłumaczenie. W końcu otworzyłem tą małą maszynkę i chciałem ją upchać butelki. W tym czasie jedna pracownica zamknęła drzwi, uniemożliwiając wyjście wszystkim klientom a sprzedawca wstrzymał obsługiwanie i wezwał policję. Przyjechali na sygnale po 10 m...