Przejdź do głównej zawartości

Stambuł. Film z Polski.











Z powodu nieoczekiwanego ataku zimy, śnieżycy i kataru, który mnie rozwalił (wiatr plus wilgotne zimno to coś, czego staram się za wszelką cenę unikać), zamiast iść na dyskotekę, postanowiliśmy zrobić sobie wieczór filmowy.

Bardzo przypadła nam do gustu biografia Kaliny Jędrusik, która weszła na angielskiego Netflixa kilka dni temu, pod tytułem "Autumn Girl" (polski tytuł "Bo we mnie jest seks"; logiki angielskiego "tłumaczenia" nawet nie próbuję zrozumieć ("Jesienna dziewczyna")).

Film raczej łatwy, ciekawie nakręcony i z fajną choreografią. Pokazuje niewielki wycinek z życia artystki, gdy stojąc na szczycie, była wszędzie rozpoznawana. Nie jestem jednak pewien, czy moi angielscy koledzy zrozumieli by cokolwiek, czyli kim była i w jakich czasach żyła.

Komentarze

  1. W trakcie czytania o polskim tłumaczeniu tego filmu, automatycznie przypomniało mi się inne polskie tłumaczenie filmu: dirty dancing na wirujący seks. 😂😂😂
    Chętnie obejrzę polecany film w wolnym czasie ale póki co czeka mnie obejrzenie innego fascynującego filmu: wprowadzanie do meridianów ❤️

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Meridiany to tylko wstęp.
      Każdego dnia powinno robić się coś dla rozrywki.

      Usuń
    2. Twoje wykłady to dla mnie rodzaj rozrywki, a potem po meridianach dla rozrywki oglądałam Kossakowskiego, na którego ciągle mówię Rossakowski 🤦🏼‍♀️ i Maciek się śmieje, że widać kto mi w głowie 😂

      Usuń

  2. Może w filmie za mało seksu i Netflix nie chciał wprowadzać widzów w błąd?

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Alicante. Halloween.

Po szkole* zjedliśmy lunch w lokalnej sieciówce** i pojechaliśmy do domu. Musiałem odpocząć i zrobić kilka rzeczy, związanych z pracą. Ufarbowalem włosy, nałożyłem maseczkę i pograłem w ulubioną grę na telefonie***. A wieczorem, zgodnie z planem pojechaliśmy do centrum. Nasza znajoma z którą byliśmy umówieni napisała, że mocno się spóźni. Musiała jeszcze jechać do parku, nazbierać granatów i wysłać do Polski. Trochę nas to rozbawiło, ale ok. Poszliśmy na kolację sami. Zamówiliśmy pad thai, wiosenne bułeczki z krewetkami i butelkę lokalnego wina. Pycha i bardzo tanio (€31 łącznie). Później dołączyła Kasia i w ramach rekompensaty przyprowadziła czterech chłopaków, żebyśmy od razu mieli znajomych. Faceci okazali się bardzo zabawowi i ciągle kupowali wszystkim kolejki, tak więc dość szybko rzuciliśmy się w wir zabawy. Po jakimś czasie dołączyli do nas kolejni znajomi i jacyś Chińczycy, którzy z uwielbieniem wychwalali "naszą Hiszpanię".  Poza tym wszyscy składali nam życzenia, bo...

Koniec lata

W Gdyni pogodnie, ale w powietrzu czuć jesień.  Spałem do 8:49. Wypiłem kawę i zacząłem pracować. Marcin poszedł do centrum, odebrać nowy paszport. Wrócił niedługo po południu i zjedliśmy lunch, po którym dalej pracowałem. Nagrywałem informacje zwrotne dla kursantek z grupy Mindfulness. Dość pracochłonne zajęcie. Po pracy, w okolicach 14, poszedłem na siłownię, następnie na saunę. Odpocząłem i jednocześnie opadłem z sił. Chyba znów za dużo wszystkiego. W drodze powrotnej kupiłem ciastka bez cukru i bez glutenu. Babeczki na mące migdałowej i brownie z kremem, chyba na zmielonych nasionach babki lancetowatej z kakao. W smaku słodkie i naprawdę pyszne. Mają kilkukrotnie mniejszą ilość kalorii, niż zwykle wypieki i wyjątkowo niski indeks glikemiczny. Marcin zaś eksperymentował w kuchni, co zaowocowało wyjątkowo smaczną potrawką. Rodzaj zapiekanki. Spód z mielonych migdałów, jajka i startej cukinii z wyczuwalnym smakiem czosnku i dużą ilość indyczego udźca, długo duszonego na wolnym ogn...

Gdynia. Noc Kupały.

Rano dostaliśmy alert, że burze z piorunami będą. Nie wiedziałem, że będzie to proroctwo dotyczące naszego życia, a nie pogody.  Po lunchu pojechaliśmy do Jelitkowa kolejką SKM i poszliśmy spacerem, w stronę Gdyni. To daleko, ale mieliśmy ochotę na spacer. Mimo głupawych ostrzeżeń, niebo było błękitne, a temperatura przyjemnie wysoka. Doszliśmy do Sopotu i poszliśmy do bezcukrowej kawiarnii na ciastko. Fot Cake robi takie że akurat 0% tłuszczu, z erytrytolem. Smak jest naprawdę dobry. Następnie postanowiliśmy oddać butelki w Żabce, mieszczącej się na sopockim "monciaku". Sprzedawca od początku był agresywny. Odmówił przyjęcia butelek. Powiedział że maszyna jest pełna i nie ma żadnego obowiązku i opróżniać. Na nic się zdało moje tłumaczenie. W końcu otworzyłem tą małą maszynkę i chciałem ją upchać butelki. W tym czasie jedna pracownica zamknęła drzwi, uniemożliwiając wyjście wszystkim klientom a sprzedawca wstrzymał obsługiwanie i wezwał policję. Przyjechali na sygnale po 10 m...