Przejdź do głównej zawartości

Warszawa -Gdynia. Pendolino.










Pendolino (z włoskiego "wahadełko") to włoskiej produkcji zespoły trakcji, dużych prędkości. W Polsce cena pociągu jest irracjonalna, a prędkość w porównaniu z innymi krajami - niezbyt imponująca. Do Warszawy pojechaliśmy pociągiem IC i za drugą i całkiem wygodną klasę zapłaciliśmy 108.60 złotych, za dwa bilety. Podróż trwała cztery godziny. Drogę powrotną,z czystej ciekawości, przejechaliśmy pierwszą klasą słynnego Pendolino i zapłaciliśmy 440 złotych. Podróż trwała trzy godziny. Dostaliśmy napoje ciepłe, oraz całkiem smaczne przekąski (Marcin sałatkę z kurczakiem, a ja broszki z serem pleśniowym i marynowaną gruszką).
Podsumowując: zupełnie nie warto.

Ps. Za dużo komunikatów, wygłaszanych automatycznym i przesłodzonym głosem. Na każdej stacji katowani byliśmy tym samym fragmentem mazurka Chopina, co przypominało tortury ze szpitala dla obłąkanych z American Horror Story. Poza tym na ekranach leciały infantylne informacje dotyczące pociągowego savoir vivre.

Komentarze

  1. O! Z tym savoir vivre to ciekawe. Może to było infantylne tylko dla światowca, a dla osób jeżdżących jedynie po Polsce niekoniecznie. Nie dowiedziałeś się niczego, czego nie znałeś/stosowałeś już wcześniej? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Problem w tym, że informacje podawane są w wersji animowanej, jak dla dzieci w wieku przedszkolnym, a adresowane jest do widza dorosłego. Trochę to dla mnie przerażające.

      I nie chodzi o to, że są to kreskówki, tylko rodzaj używanego tam języka, poziom wypowiedzi...

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Alicante. Halloween.

Po szkole* zjedliśmy lunch w lokalnej sieciówce** i pojechaliśmy do domu. Musiałem odpocząć i zrobić kilka rzeczy, związanych z pracą. Ufarbowalem włosy, nałożyłem maseczkę i pograłem w ulubioną grę na telefonie***. A wieczorem, zgodnie z planem pojechaliśmy do centrum. Nasza znajoma z którą byliśmy umówieni napisała, że mocno się spóźni. Musiała jeszcze jechać do parku, nazbierać granatów i wysłać do Polski. Trochę nas to rozbawiło, ale ok. Poszliśmy na kolację sami. Zamówiliśmy pad thai, wiosenne bułeczki z krewetkami i butelkę lokalnego wina. Pycha i bardzo tanio (€31 łącznie). Później dołączyła Kasia i w ramach rekompensaty przyprowadziła czterech chłopaków, żebyśmy od razu mieli znajomych. Faceci okazali się bardzo zabawowi i ciągle kupowali wszystkim kolejki, tak więc dość szybko rzuciliśmy się w wir zabawy. Po jakimś czasie dołączyli do nas kolejni znajomi i jacyś Chińczycy, którzy z uwielbieniem wychwalali "naszą Hiszpanię".  Poza tym wszyscy składali nam życzenia, bo...

Koniec lata

W Gdyni pogodnie, ale w powietrzu czuć jesień.  Spałem do 8:49. Wypiłem kawę i zacząłem pracować. Marcin poszedł do centrum, odebrać nowy paszport. Wrócił niedługo po południu i zjedliśmy lunch, po którym dalej pracowałem. Nagrywałem informacje zwrotne dla kursantek z grupy Mindfulness. Dość pracochłonne zajęcie. Po pracy, w okolicach 14, poszedłem na siłownię, następnie na saunę. Odpocząłem i jednocześnie opadłem z sił. Chyba znów za dużo wszystkiego. W drodze powrotnej kupiłem ciastka bez cukru i bez glutenu. Babeczki na mące migdałowej i brownie z kremem, chyba na zmielonych nasionach babki lancetowatej z kakao. W smaku słodkie i naprawdę pyszne. Mają kilkukrotnie mniejszą ilość kalorii, niż zwykle wypieki i wyjątkowo niski indeks glikemiczny. Marcin zaś eksperymentował w kuchni, co zaowocowało wyjątkowo smaczną potrawką. Rodzaj zapiekanki. Spód z mielonych migdałów, jajka i startej cukinii z wyczuwalnym smakiem czosnku i dużą ilość indyczego udźca, długo duszonego na wolnym ogn...

Gdynia. Noc Kupały.

Rano dostaliśmy alert, że burze z piorunami będą. Nie wiedziałem, że będzie to proroctwo dotyczące naszego życia, a nie pogody.  Po lunchu pojechaliśmy do Jelitkowa kolejką SKM i poszliśmy spacerem, w stronę Gdyni. To daleko, ale mieliśmy ochotę na spacer. Mimo głupawych ostrzeżeń, niebo było błękitne, a temperatura przyjemnie wysoka. Doszliśmy do Sopotu i poszliśmy do bezcukrowej kawiarnii na ciastko. Fot Cake robi takie że akurat 0% tłuszczu, z erytrytolem. Smak jest naprawdę dobry. Następnie postanowiliśmy oddać butelki w Żabce, mieszczącej się na sopockim "monciaku". Sprzedawca od początku był agresywny. Odmówił przyjęcia butelek. Powiedział że maszyna jest pełna i nie ma żadnego obowiązku i opróżniać. Na nic się zdało moje tłumaczenie. W końcu otworzyłem tą małą maszynkę i chciałem ją upchać butelki. W tym czasie jedna pracownica zamknęła drzwi, uniemożliwiając wyjście wszystkim klientom a sprzedawca wstrzymał obsługiwanie i wezwał policję. Przyjechali na sygnale po 10 m...