Wpadliśmy do Londynu, do pracy i na zakupy. Samolot wylądował punktualnie, pojechaliśmy do domu, spać. Niestety różnica czasowa spowodowała, że sen był płytki nocą, a rano, gdy trzeba było wstawać, poczuliśmy zmęczenie.
Szkolenie się udało, aczkolwiek kilka osób nie dojechało z powodu przeziębienia. W czerwcu. Dziwne. Zaliczki jednak im przepadły. Muszę stać na straży firmy i jej interesów.
A dzisiaj poszliśmy na zakupy. Powstała cała dodatkowa walizka ciuchów. Muszę dodać dodatkowy bagaż do biletu... W czwartek wylatujemy, od piątku zaczynam szkolenie w Warszawie.

Jak trzeba, to trzeba - w kwestii tych zakupów. Chociaż czy w Warszawie jest aż tak marny wybór ciuchów?
OdpowiedzUsuńW Londynie jest taniej. Kupiliśmy sobie po parze butów, po kilka szortów, wiele, wiele bluzek, majtki, skarpetki i jakieś duperele i za wszystko zapłaciliśmy ok 2000 złotych. W Polsce byłoby 5000.
OdpowiedzUsuń