Przejdź do głównej zawartości

Gdynia. Przystanek.

Dzisiejszy dzień spędziłem w salonie tatuażu. Znajomy (już) artysta wypisał mi na stałe mantrę Białej Tary - formy, na którą najczęściej medytuję. Dużo czasu zajęło nam ułożenie tybetańskich sylab tak, aby pasowały do całości. Ale się udało i tym samym mantra stała się częścią mojego ciała. 

Skończyłem książkę, jest teraz w druku, chyba już nawet jest oprawiana, Za kilka dni trafi do licznych czytelników. Jestem wzruszony, bo naprawdę wiele osób kupiło napisany przeze mnie podręcznik "w ciemno". To są naprawdę duże liczby!

Nie pojechaliśmy do Wietnamu, bo Marcin odkrył, że ma nadciśnienie. Nie podobało mi się, że czerwienieje i często boli go głowa. Postanowiliśmy wrócić do Polski na jakiś czas i zrobić badania. Dzisiaj miał kompleksowe badania krwi, jutro ma USG i inne różne, zalecone przez profesorkę medycyny, zajmującą się takimi sprawami. Dostał już leki i robi pomiary. Na chwilę obecną odczyty wykazują 145/95 lub mniej ( po południu miał 125/80). Nie sądzę aby badania wykazały przyczynę. Będzie musiał schudnąć i kontynuować leczenie. Jego historia rodzinna jest zła, dlatego zareagowałem natychmiast, rezygnując na jakiś czas z podróży. 


Komentarze

  1. Jak na moje oko laika nie są to jakieś tragicznie niepokojące wysokości. Ale przezorny ubezpieczony, niech się bada i łyka tabletki.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale w Tbilisi miał skoki 180/120. Dlatego badania.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Alicante. Halloween.

Po szkole* zjedliśmy lunch w lokalnej sieciówce** i pojechaliśmy do domu. Musiałem odpocząć i zrobić kilka rzeczy, związanych z pracą. Ufarbowalem włosy, nałożyłem maseczkę i pograłem w ulubioną grę na telefonie***. A wieczorem, zgodnie z planem pojechaliśmy do centrum. Nasza znajoma z którą byliśmy umówieni napisała, że mocno się spóźni. Musiała jeszcze jechać do parku, nazbierać granatów i wysłać do Polski. Trochę nas to rozbawiło, ale ok. Poszliśmy na kolację sami. Zamówiliśmy pad thai, wiosenne bułeczki z krewetkami i butelkę lokalnego wina. Pycha i bardzo tanio (€31 łącznie). Później dołączyła Kasia i w ramach rekompensaty przyprowadziła czterech chłopaków, żebyśmy od razu mieli znajomych. Faceci okazali się bardzo zabawowi i ciągle kupowali wszystkim kolejki, tak więc dość szybko rzuciliśmy się w wir zabawy. Po jakimś czasie dołączyli do nas kolejni znajomi i jacyś Chińczycy, którzy z uwielbieniem wychwalali "naszą Hiszpanię".  Poza tym wszyscy składali nam życzenia, bo...

A dzisiaj nie o nas.

Z cyklu "muszę, bo się uduszę".  Prawie nigdy nie wyrażam poglądów politycznych, ale dzisiaj to zrobię, bo męczy mnie "jedyna i słuszna" narracja ciasnych umysłowo, smutnych ludzi, którzy w życiu prywatnym dorobili się nieudanych rodzin, traum i depresji. Zastanawiam się, czy są zwyczajnie tępi i pozbawieni empatii, czy mszczą się na innych za własny ból dupy? Emigracja Spójrzmy na Londyn. Setki tysięcy ludzi wyszło na ulice, bo mają dość pieprzonej różnorodności : emigrantów, którzy żyją z zasiłków i tych, którzy latają z maczetami po ulicach. I jeszcze jednego mają dość - kneblowania! Bo w obecnych czasach "słodkiej poprawności językowej"  nie wolno powiedzieć, że czarny zabił, napadł, albo dokonał przestępstwa. W UK nie upublicznia się rasy przestępców. Ale ludzie mają oczy. Na Tootingu gdzie mieszkałem przez dekadę, w każdym tygodniu ktoś kogoś mordował. I nigdy, przez te wszystkie lata nie była to biała osoba. Brytyjczycy przegłosowali wyjście z Unii...

Trójmiasto. Piątek 13-tego.

  Trochę ostatnio za dużo jadłem. Wakacje są fajne, gdy człowiek nie ma ograniczeń, ale nabiera się ciała. Jestem za stary, żeby się katować. Liposukcja laserowa zmniejszyła obwód w pasie i przywróciła ustawienia fabryczne. Poza tym, miałem przygody. Ponieważ jadę do Wrocławia (o tym za chwilę), a potem do Ustronia (o tym za dwie chwile), wyszedłem z domu z wielką walizką i plecakiem.  W Gdańsku skorzystałem z automatycznej przechowalni. Wszystko włożyłem do skrzynki, przeczytałem regulamin, zapłaciłem i zamknąłem na kluczyk, który włożyłem do portfela (wszystko w tej właśnie kolejności).  Po zabiegu, zaraz przed przyjazdem pociągu, włożyłem kluczyk, zamek zrobił "klik" i drzwiczki się otworzyły. W środku niczego nie było. Ani wielkiej walizki, ani laptopa z całym moim dorobkiem i danymi z firmy, ani innych ważnych rzeczy. Ktoś wziął wszystko. Świat się zatrzymał. W takich sytuacjach nigdy się nie denerwuję, tylko działam. Rozejrzałem się i stwierdziłem, że jest kamera, p...