Przejdź do głównej zawartości

McLeod Ganj. Słońca bez końca.



Czasami myślę sobie, że mógłbym mieć domek z ogródkiem, dwa psy i kota, a w śmiałych mrzonkach nawet kozę i kucyka. Oczami wyobraźni widzę spiżarnię pełną konfitur i przetworów, wiele smakołyków, suszonych ziół i przypraw. Jest tam wiele kolorów, dużo pięknych materiałów i przedmiotów z całego świata. 

Nie nadaję się jednak do takiego życia. Po miesiącu zacząłbym się nudzić, musiałbym prosić o pomoc w wychowywaniu zwierząt, w pracy w ogrodzie. Nie umiem zapuszczać korzeni i żyć w sposób przewidywalny. Zastanawiam się nad kupnem wiejskiej miejscówki, gdzieś na południu Walii, albo w Anglii blisko oceanu. Boję się jednak, że będzie to kolejna nieruchomość służąca jako rzadko odwiedzany przystanek.

Jesteśmy w McLeod Ganj dziesięć dni i mimo, że jest tu tak pięknie, zaczynam czuć potrzebę wyjazdu. Ciągną mnie zmiany i nowe przygody. Ale może kiedyś osiedliły się w małym, przytulnym domku.

Komentarze

  1. Skoro się nie nadajesz, to się nie nadajesz i tego raczej nie zmienisz. Ja dla równowago nie wyobrażam sobie takiego nomadycznego życia jak twoje. To jest fajne i przez moment pewnie by mi sprawiało frajdę, ale muszę mieć dom, swoje miejsce, do którego mogę wrócić, w którym jestem zakorzeniony.

    OdpowiedzUsuń
  2. No ja mam mieszkania. I coraz częściej dochodzę do wniosku, że niepotrzebnie.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Alicante. Halloween.

Po szkole* zjedliśmy lunch w lokalnej sieciówce** i pojechaliśmy do domu. Musiałem odpocząć i zrobić kilka rzeczy, związanych z pracą. Ufarbowalem włosy, nałożyłem maseczkę i pograłem w ulubioną grę na telefonie***. A wieczorem, zgodnie z planem pojechaliśmy do centrum. Nasza znajoma z którą byliśmy umówieni napisała, że mocno się spóźni. Musiała jeszcze jechać do parku, nazbierać granatów i wysłać do Polski. Trochę nas to rozbawiło, ale ok. Poszliśmy na kolację sami. Zamówiliśmy pad thai, wiosenne bułeczki z krewetkami i butelkę lokalnego wina. Pycha i bardzo tanio (€31 łącznie). Później dołączyła Kasia i w ramach rekompensaty przyprowadziła czterech chłopaków, żebyśmy od razu mieli znajomych. Faceci okazali się bardzo zabawowi i ciągle kupowali wszystkim kolejki, tak więc dość szybko rzuciliśmy się w wir zabawy. Po jakimś czasie dołączyli do nas kolejni znajomi i jacyś Chińczycy, którzy z uwielbieniem wychwalali "naszą Hiszpanię".  Poza tym wszyscy składali nam życzenia, bo...

A dzisiaj nie o nas.

Z cyklu "muszę, bo się uduszę".  Prawie nigdy nie wyrażam poglądów politycznych, ale dzisiaj to zrobię, bo męczy mnie "jedyna i słuszna" narracja ciasnych umysłowo, smutnych ludzi, którzy w życiu prywatnym dorobili się nieudanych rodzin, traum i depresji. Zastanawiam się, czy są zwyczajnie tępi i pozbawieni empatii, czy mszczą się na innych za własny ból dupy? Emigracja Spójrzmy na Londyn. Setki tysięcy ludzi wyszło na ulice, bo mają dość pieprzonej różnorodności : emigrantów, którzy żyją z zasiłków i tych, którzy latają z maczetami po ulicach. I jeszcze jednego mają dość - kneblowania! Bo w obecnych czasach "słodkiej poprawności językowej"  nie wolno powiedzieć, że czarny zabił, napadł, albo dokonał przestępstwa. W UK nie upublicznia się rasy przestępców. Ale ludzie mają oczy. Na Tootingu gdzie mieszkałem przez dekadę, w każdym tygodniu ktoś kogoś mordował. I nigdy, przez te wszystkie lata nie była to biała osoba. Brytyjczycy przegłosowali wyjście z Unii...

Trójmiasto. Piątek 13-tego.

  Trochę ostatnio za dużo jadłem. Wakacje są fajne, gdy człowiek nie ma ograniczeń, ale nabiera się ciała. Jestem za stary, żeby się katować. Liposukcja laserowa zmniejszyła obwód w pasie i przywróciła ustawienia fabryczne. Poza tym, miałem przygody. Ponieważ jadę do Wrocławia (o tym za chwilę), a potem do Ustronia (o tym za dwie chwile), wyszedłem z domu z wielką walizką i plecakiem.  W Gdańsku skorzystałem z automatycznej przechowalni. Wszystko włożyłem do skrzynki, przeczytałem regulamin, zapłaciłem i zamknąłem na kluczyk, który włożyłem do portfela (wszystko w tej właśnie kolejności).  Po zabiegu, zaraz przed przyjazdem pociągu, włożyłem kluczyk, zamek zrobił "klik" i drzwiczki się otworzyły. W środku niczego nie było. Ani wielkiej walizki, ani laptopa z całym moim dorobkiem i danymi z firmy, ani innych ważnych rzeczy. Ktoś wziął wszystko. Świat się zatrzymał. W takich sytuacjach nigdy się nie denerwuję, tylko działam. Rozejrzałem się i stwierdziłem, że jest kamera, p...