Czasami myślę sobie, że mógłbym mieć domek z ogródkiem, dwa psy i kota, a w śmiałych mrzonkach nawet kozę i kucyka. Oczami wyobraźni widzę spiżarnię pełną konfitur i przetworów, wiele smakołyków, suszonych ziół i przypraw. Jest tam wiele kolorów, dużo pięknych materiałów i przedmiotów z całego świata.
Nie nadaję się jednak do takiego życia. Po miesiącu zacząłbym się nudzić, musiałbym prosić o pomoc w wychowywaniu zwierząt, w pracy w ogrodzie. Nie umiem zapuszczać korzeni i żyć w sposób przewidywalny. Zastanawiam się nad kupnem wiejskiej miejscówki, gdzieś na południu Walii, albo w Anglii blisko oceanu. Boję się jednak, że będzie to kolejna nieruchomość służąca jako rzadko odwiedzany przystanek.
Jesteśmy w McLeod Ganj dziesięć dni i mimo, że jest tu tak pięknie, zaczynam czuć potrzebę wyjazdu. Ciągną mnie zmiany i nowe przygody. Ale może kiedyś osiedliły się w małym, przytulnym domku.

Skoro się nie nadajesz, to się nie nadajesz i tego raczej nie zmienisz. Ja dla równowago nie wyobrażam sobie takiego nomadycznego życia jak twoje. To jest fajne i przez moment pewnie by mi sprawiało frajdę, ale muszę mieć dom, swoje miejsce, do którego mogę wrócić, w którym jestem zakorzeniony.
OdpowiedzUsuńNo ja mam mieszkania. I coraz częściej dochodzę do wniosku, że niepotrzebnie.
OdpowiedzUsuń