Przejdź do głównej zawartości

Kathmandu. Wielkanoc.









Uroczystości wielkopiątkowe rozpocząłem skrzydełkami w chili, a później pokaźnym stekiem wołowym, zakrapianym winem czerwonym, wytrawnym. Wina było na tyle dużo, że pogubiłem się w liczbach. Następnie był masaż, sauna i długotrwałe wylegiwanie się w saunie. Po nabraniu sił i regeneracji - dyskoteka. Wróciłem nad ranem, motorową taksówką, śpiewając jakieś pieśni ku uciesze kierowcy.

W sobotę poszliśmy do zoo, a później opychaliśmy się łakociami. Nasz przyjaciel Sanjeeb nie mógł się nadziwić, skąd w nas siła i tyle chęci do korzystania z życia. No cóż. Przestałem tłumaczyć takie rzeczy dawno temu.

Wieczór był wybitnie przyjemny i smaczny.

A dzisiaj, w niedzielę zrobiłem sobie świąteczne śniadanie. Marcin zaś poszedł do dentysty, więc jeść nie będzie mógł do obiadu. Ja się odpycham i wyleguję w słońcu, bo temperatury osiągnęły ulubiony przeze mnie pułap trzydziestu stopni.

Okien nie myliśmy, bo nigdy tego nie robimy. Postu nie zastosowaliśmy, ponieważ to nie społeczeństwo będzie decydowało o tym co i kiedy będziemy jeść. No i nie malowaliśmy jaj, bo w tym roku nam się nie chciało. Kocham być nie perfekcyjnym panem swojego losu.

Wesołych Świąt (⁠ʘ⁠ᴗ⁠ʘ⁠✿⁠)



Komentarze

  1. Ale żeby sobie nawet jajek nie pomalować... To by mogło być przecież całkiem przyjemne :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, robimy się coraz bardziej leniwi.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Alicante. Halloween.

Po szkole* zjedliśmy lunch w lokalnej sieciówce** i pojechaliśmy do domu. Musiałem odpocząć i zrobić kilka rzeczy, związanych z pracą. Ufarbowalem włosy, nałożyłem maseczkę i pograłem w ulubioną grę na telefonie***. A wieczorem, zgodnie z planem pojechaliśmy do centrum. Nasza znajoma z którą byliśmy umówieni napisała, że mocno się spóźni. Musiała jeszcze jechać do parku, nazbierać granatów i wysłać do Polski. Trochę nas to rozbawiło, ale ok. Poszliśmy na kolację sami. Zamówiliśmy pad thai, wiosenne bułeczki z krewetkami i butelkę lokalnego wina. Pycha i bardzo tanio (€31 łącznie). Później dołączyła Kasia i w ramach rekompensaty przyprowadziła czterech chłopaków, żebyśmy od razu mieli znajomych. Faceci okazali się bardzo zabawowi i ciągle kupowali wszystkim kolejki, tak więc dość szybko rzuciliśmy się w wir zabawy. Po jakimś czasie dołączyli do nas kolejni znajomi i jacyś Chińczycy, którzy z uwielbieniem wychwalali "naszą Hiszpanię".  Poza tym wszyscy składali nam życzenia, bo...

Koniec lata

W Gdyni pogodnie, ale w powietrzu czuć jesień.  Spałem do 8:49. Wypiłem kawę i zacząłem pracować. Marcin poszedł do centrum, odebrać nowy paszport. Wrócił niedługo po południu i zjedliśmy lunch, po którym dalej pracowałem. Nagrywałem informacje zwrotne dla kursantek z grupy Mindfulness. Dość pracochłonne zajęcie. Po pracy, w okolicach 14, poszedłem na siłownię, następnie na saunę. Odpocząłem i jednocześnie opadłem z sił. Chyba znów za dużo wszystkiego. W drodze powrotnej kupiłem ciastka bez cukru i bez glutenu. Babeczki na mące migdałowej i brownie z kremem, chyba na zmielonych nasionach babki lancetowatej z kakao. W smaku słodkie i naprawdę pyszne. Mają kilkukrotnie mniejszą ilość kalorii, niż zwykle wypieki i wyjątkowo niski indeks glikemiczny. Marcin zaś eksperymentował w kuchni, co zaowocowało wyjątkowo smaczną potrawką. Rodzaj zapiekanki. Spód z mielonych migdałów, jajka i startej cukinii z wyczuwalnym smakiem czosnku i dużą ilość indyczego udźca, długo duszonego na wolnym ogn...

Gdynia. Noc Kupały.

Rano dostaliśmy alert, że burze z piorunami będą. Nie wiedziałem, że będzie to proroctwo dotyczące naszego życia, a nie pogody.  Po lunchu pojechaliśmy do Jelitkowa kolejką SKM i poszliśmy spacerem, w stronę Gdyni. To daleko, ale mieliśmy ochotę na spacer. Mimo głupawych ostrzeżeń, niebo było błękitne, a temperatura przyjemnie wysoka. Doszliśmy do Sopotu i poszliśmy do bezcukrowej kawiarnii na ciastko. Fot Cake robi takie że akurat 0% tłuszczu, z erytrytolem. Smak jest naprawdę dobry. Następnie postanowiliśmy oddać butelki w Żabce, mieszczącej się na sopockim "monciaku". Sprzedawca od początku był agresywny. Odmówił przyjęcia butelek. Powiedział że maszyna jest pełna i nie ma żadnego obowiązku i opróżniać. Na nic się zdało moje tłumaczenie. W końcu otworzyłem tą małą maszynkę i chciałem ją upchać butelki. W tym czasie jedna pracownica zamknęła drzwi, uniemożliwiając wyjście wszystkim klientom a sprzedawca wstrzymał obsługiwanie i wezwał policję. Przyjechali na sygnale po 10 m...