Przejdź do głównej zawartości

Bangkok. Codzienność.








Monsun się skończył. Od dwóch dni nie spadła nawet kropla deszczu, zrobiło się mniej wilgotno ale ciepłej. Dzisiaj nawet dla mnie było za ciepło. Termometr w centrum pokazywał +42°C w cieniu, ale co mi z cienia, jak cały czas byliśmy w słońcu. Zmusiłem Marcina, żeby kupił sobie czapkę z daszkiem, bo jego łysa głową w takim słońcu to murowany udar.

Zacząłem pisać kolejną książkę. Na razie zrobiłem schemat. Będzie to opis popularnych chorób, przyczyny ich powstawania i propozycje wspomagania ich leczenia. Mam nadzieję skończyć na gwiazdkę, żeby wolumin trafił pod choinkę. No zobaczymy. Zajeżdżam się trochę. 

Ostatnio zacząłem terapię i autoterapię. Grzebie w sobie i póki co przynosi mi to wiele złych wrażeń. Przypominam sobie rzeczy, które wyparłem (?) albo zwyczajnie zapomniałem. Czasami budzę się w nocy i myślę, jakim byłem dupkiem, innym razem, jak mnie skrzywdzono. Jeszcze nie wiem, czy ma to sens.

Siedzę na pedicure. Włosa ściera mi pięty. Potem masaż i odpoczynek w domu. O 22 wychodzimy na drinka i drag show.

Komentarze

  1. Straszna temperatura.
    Sam czapkę chyba też nosisz? Bo włosy na takie słońce to żadna ochrona.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam bardzo gęste włosy. Nakładam czapki tylko dla ozdoby.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz