Przejdź do głównej zawartości

Kathmandu. Praca.







Kończę rysować refleksologiczną mapę twarzy. Nie jestem grafikiem, ale cechuje mnie upór i umiejętność uczenia się nowych rzeczy. Mapa nie musi być perfekcyjna graficznie, tylko merytorycznie. A precyzyjnie mogę ją zrobić tylko ja. Więc siedzę i pracuję, a Marcin donosi lub przyrządza posiłki.

Od tego siedzenia (?) boli mnie brzuch. Muszę coś wymyśleć, bo jak nie ręce, to jelita. Bo jak zasiądę to potrafię tak 14 godzin bez przerwy. Zawsze tak miałem. I nie chodzi o to, że muszę. Bo sprawia mi to przyjemność, ale mam tendencję do zapominania o świecie podczas kreowania rzeczy.

Na ból brzucha i gazy zastosowałem witaminę C i magnez. Przedawkowałem, wywołując rozwolnienie. No i czuję się lepiej. Ta mieszanka w zbyt dużej dawce nie powoduje skutków ubocznych poza właśnie dokładnym pozbyciem się balastu. Ale często tego robić nie można.

A wczoraj byłem u dentysty. Nie miałem wyjścia, bo po 22 latach z górnej siódemki zsunęła mi się korona. W niedzielę mam czyszczenie kanałów, bo na prześwietleniu wyszło że może potrzebuję leczenia kanałowego. No i trzeba usunąć algamat, którą w starych czasach plombowało się zęby. 

W Nepalu niedziela jest pierwszym dniem tygodnia, a sobota dniem odpoczynku.

Komentarze

  1. U nas też się powinno niedzielę liczyć za pierwszy dzień tygodnia (w końcu tak jest w Biblii, a my nadal jesteśmy krajem kultury chrześcijańskiej), ale ciężko się przestawić na zaczynanie tygodnia od odpoczynku, dlatego startujemy poniedziałkiem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To w sobotę odpoczywał? Bo chyba w ostatni dzień odsapnął?

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Alicante. Halloween.

Po szkole* zjedliśmy lunch w lokalnej sieciówce** i pojechaliśmy do domu. Musiałem odpocząć i zrobić kilka rzeczy, związanych z pracą. Ufarbowalem włosy, nałożyłem maseczkę i pograłem w ulubioną grę na telefonie***. A wieczorem, zgodnie z planem pojechaliśmy do centrum. Nasza znajoma z którą byliśmy umówieni napisała, że mocno się spóźni. Musiała jeszcze jechać do parku, nazbierać granatów i wysłać do Polski. Trochę nas to rozbawiło, ale ok. Poszliśmy na kolację sami. Zamówiliśmy pad thai, wiosenne bułeczki z krewetkami i butelkę lokalnego wina. Pycha i bardzo tanio (€31 łącznie). Później dołączyła Kasia i w ramach rekompensaty przyprowadziła czterech chłopaków, żebyśmy od razu mieli znajomych. Faceci okazali się bardzo zabawowi i ciągle kupowali wszystkim kolejki, tak więc dość szybko rzuciliśmy się w wir zabawy. Po jakimś czasie dołączyli do nas kolejni znajomi i jacyś Chińczycy, którzy z uwielbieniem wychwalali "naszą Hiszpanię".  Poza tym wszyscy składali nam życzenia, bo...

Koniec lata

W Gdyni pogodnie, ale w powietrzu czuć jesień.  Spałem do 8:49. Wypiłem kawę i zacząłem pracować. Marcin poszedł do centrum, odebrać nowy paszport. Wrócił niedługo po południu i zjedliśmy lunch, po którym dalej pracowałem. Nagrywałem informacje zwrotne dla kursantek z grupy Mindfulness. Dość pracochłonne zajęcie. Po pracy, w okolicach 14, poszedłem na siłownię, następnie na saunę. Odpocząłem i jednocześnie opadłem z sił. Chyba znów za dużo wszystkiego. W drodze powrotnej kupiłem ciastka bez cukru i bez glutenu. Babeczki na mące migdałowej i brownie z kremem, chyba na zmielonych nasionach babki lancetowatej z kakao. W smaku słodkie i naprawdę pyszne. Mają kilkukrotnie mniejszą ilość kalorii, niż zwykle wypieki i wyjątkowo niski indeks glikemiczny. Marcin zaś eksperymentował w kuchni, co zaowocowało wyjątkowo smaczną potrawką. Rodzaj zapiekanki. Spód z mielonych migdałów, jajka i startej cukinii z wyczuwalnym smakiem czosnku i dużą ilość indyczego udźca, długo duszonego na wolnym ogn...

Gdynia. Noc Kupały.

Rano dostaliśmy alert, że burze z piorunami będą. Nie wiedziałem, że będzie to proroctwo dotyczące naszego życia, a nie pogody.  Po lunchu pojechaliśmy do Jelitkowa kolejką SKM i poszliśmy spacerem, w stronę Gdyni. To daleko, ale mieliśmy ochotę na spacer. Mimo głupawych ostrzeżeń, niebo było błękitne, a temperatura przyjemnie wysoka. Doszliśmy do Sopotu i poszliśmy do bezcukrowej kawiarnii na ciastko. Fot Cake robi takie że akurat 0% tłuszczu, z erytrytolem. Smak jest naprawdę dobry. Następnie postanowiliśmy oddać butelki w Żabce, mieszczącej się na sopockim "monciaku". Sprzedawca od początku był agresywny. Odmówił przyjęcia butelek. Powiedział że maszyna jest pełna i nie ma żadnego obowiązku i opróżniać. Na nic się zdało moje tłumaczenie. W końcu otworzyłem tą małą maszynkę i chciałem ją upchać butelki. W tym czasie jedna pracownica zamknęła drzwi, uniemożliwiając wyjście wszystkim klientom a sprzedawca wstrzymał obsługiwanie i wezwał policję. Przyjechali na sygnale po 10 m...