Przejdź do głównej zawartości

Kathmandu. Rok 4722.

Zaczął się Nowy Rok Drewnianego Węża. Wczoraj udaliśmy się z tego powodu na pizzę i piwo. Piwo w zbyt dużej ilości - niestety. Dobrze mi szło, ale ja nie piję piwa. Źle na mnie działa. Pewnie dlatego obudziłem się o 1:47 i nie spałem do 4:00. Nigdy więcej sobie tak nie zrobię! 

Nie wiem czy pisałem, ale nie znoszę nocy i przymusu (potrzeby?) spania. Poza tym noce zwykle dłużą mi się niemiłosiernie, zawsze wyczekuję wschodu słońca leżąc w łóżku. Moja potrzeba snu to 4-5 godzin na dobę i z wiekiem liczba tych godzin się zmniejsza. Muszę mieć własny gabinet, gdzie będę mógł żyć aktywnie, nie budząc innych.

Dzisiejszy dzień rozpoczęliśmy uroczystym obiadem. Dostaliśmy Thali na złotych talerzach i wiele przystawek. Na końcu zjedliśmy lody w trzech smakach. Czysta rozpusta. 

Później uczestniczyliśmy w obchodach Nowego Roku, pod Stupą. Na każdym wolnym skwerze rozstawiali się muzycy i grali lepiej lub gorzej, a coraz bardziej rozbawieni ludzie, skakali w rytm melodii.

Późnym popołudniem musiałem pracować i załatwić wiele księgowych spraw. Godzinę spędziłem na rozmowie z księgową i z jej pomocą zapłaciłem podatki. Potem jeszcze musiałem załatwić kilka spraw i gdy nastał wieczór, poszliśmy na kolację, do japońskiej knajpy, na bento. 

Wieczór był przyjemny. Pomyślałem o jakimś wspólnym filmie, spacerze, ale w końcu zdecydowaliśmy się na chodzenie wokół stupy. No i tak zleciało nam kilka godzin...

Komentarze

  1. Piwo bywa dobre przy upałach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie mogę. Po dwóch butelkach czerwonego wina czuję się normalnie następnego dnia. Po piwie, nawet niewielkiej ilości, mój żołądek jest ciężki i nie czuje się dobrze.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Alicante. Halloween.

Po szkole* zjedliśmy lunch w lokalnej sieciówce** i pojechaliśmy do domu. Musiałem odpocząć i zrobić kilka rzeczy, związanych z pracą. Ufarbowalem włosy, nałożyłem maseczkę i pograłem w ulubioną grę na telefonie***. A wieczorem, zgodnie z planem pojechaliśmy do centrum. Nasza znajoma z którą byliśmy umówieni napisała, że mocno się spóźni. Musiała jeszcze jechać do parku, nazbierać granatów i wysłać do Polski. Trochę nas to rozbawiło, ale ok. Poszliśmy na kolację sami. Zamówiliśmy pad thai, wiosenne bułeczki z krewetkami i butelkę lokalnego wina. Pycha i bardzo tanio (€31 łącznie). Później dołączyła Kasia i w ramach rekompensaty przyprowadziła czterech chłopaków, żebyśmy od razu mieli znajomych. Faceci okazali się bardzo zabawowi i ciągle kupowali wszystkim kolejki, tak więc dość szybko rzuciliśmy się w wir zabawy. Po jakimś czasie dołączyli do nas kolejni znajomi i jacyś Chińczycy, którzy z uwielbieniem wychwalali "naszą Hiszpanię".  Poza tym wszyscy składali nam życzenia, bo...

Koniec lata

W Gdyni pogodnie, ale w powietrzu czuć jesień.  Spałem do 8:49. Wypiłem kawę i zacząłem pracować. Marcin poszedł do centrum, odebrać nowy paszport. Wrócił niedługo po południu i zjedliśmy lunch, po którym dalej pracowałem. Nagrywałem informacje zwrotne dla kursantek z grupy Mindfulness. Dość pracochłonne zajęcie. Po pracy, w okolicach 14, poszedłem na siłownię, następnie na saunę. Odpocząłem i jednocześnie opadłem z sił. Chyba znów za dużo wszystkiego. W drodze powrotnej kupiłem ciastka bez cukru i bez glutenu. Babeczki na mące migdałowej i brownie z kremem, chyba na zmielonych nasionach babki lancetowatej z kakao. W smaku słodkie i naprawdę pyszne. Mają kilkukrotnie mniejszą ilość kalorii, niż zwykle wypieki i wyjątkowo niski indeks glikemiczny. Marcin zaś eksperymentował w kuchni, co zaowocowało wyjątkowo smaczną potrawką. Rodzaj zapiekanki. Spód z mielonych migdałów, jajka i startej cukinii z wyczuwalnym smakiem czosnku i dużą ilość indyczego udźca, długo duszonego na wolnym ogn...

Gdynia. Noc Kupały.

Rano dostaliśmy alert, że burze z piorunami będą. Nie wiedziałem, że będzie to proroctwo dotyczące naszego życia, a nie pogody.  Po lunchu pojechaliśmy do Jelitkowa kolejką SKM i poszliśmy spacerem, w stronę Gdyni. To daleko, ale mieliśmy ochotę na spacer. Mimo głupawych ostrzeżeń, niebo było błękitne, a temperatura przyjemnie wysoka. Doszliśmy do Sopotu i poszliśmy do bezcukrowej kawiarnii na ciastko. Fot Cake robi takie że akurat 0% tłuszczu, z erytrytolem. Smak jest naprawdę dobry. Następnie postanowiliśmy oddać butelki w Żabce, mieszczącej się na sopockim "monciaku". Sprzedawca od początku był agresywny. Odmówił przyjęcia butelek. Powiedział że maszyna jest pełna i nie ma żadnego obowiązku i opróżniać. Na nic się zdało moje tłumaczenie. W końcu otworzyłem tą małą maszynkę i chciałem ją upchać butelki. W tym czasie jedna pracownica zamknęła drzwi, uniemożliwiając wyjście wszystkim klientom a sprzedawca wstrzymał obsługiwanie i wezwał policję. Przyjechali na sygnale po 10 m...